
15.04.2026
🐾 **Bandzior. Postrach całego osiedla.** 🐾
Każdy go znał.
Każdy o nim słyszał.
I prawie każdy się go bał.
Bandzior – kot legenda. Ten, który tłukł całe osiedle. Bił inne koty, drapał ludzi, nie dawał się do siebie zbliżyć. Nie dał się złapać nikomu. Wielu próbowało. Bez skutku.
On tam był cały czas. Krążył między blokami jak cień. Widziany codziennie, a jednocześnie nieosiągalny. Patrzył ludziom prosto w oczy i jakby mówił: „Spróbuj.”
Żył jak umiał.
Wyjadał resztki ze śmietników.
Spał gdzie popadnie.
Od małego znał tylko ulicę.
Pierwsze historie o nim dotarły do nas już rok temu. Wtedy były trzy kotki. Dwa udało się uratować. Bandzior został. Nieuchwytny. Nietykalny. Groźny.
Ludzie mówili o nim różnie. Że zły. Że agresywny. Że niebezpieczny.
A my dziś wiemy jedno: **żaden kot nie rodzi się Bandziorem.**
Coś sprawiło, że musiał taki być.
Po ponad roku stało się coś niewiarygodnego.
Dał się złapać.
Jeśli mamy być szczerzy – jechaliśmy po niego z duszą na ramieniu. Był respekt. Był strach. W głowie wszystkie historie, które o nim słyszeliśmy.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nie zapomnimy nigdy.
Podeszła do niego osoba, która nie znała jego opinii. Która się nie bała. Która zobaczyła w nim po prostu kota.
Bandzior spojrzał… i wtulił się w nią całym ciałem.
Nie syknął.
Nie uderzył łapą.
Nie uciekł.
Wtulił się tak, jakby całe życie czekał, aż ktoś w końcu go nie odrzuci.
Pękliśmy.
Bo pod maską postrachu osiedla siedział zwyczajnie przerażony, samotny kot, który nigdy nie miał nikogo.

Dziś wiemy też, że coś bardzo go boli. Widzimy to. Coś jest nie tak, ale żeby mu pomóc, potrzebujemy badań, diagnostyki, leczenia.
A nas na to nie stać.

🙏 **Błagamy Was o pomoc dla Bandziora.**
Dla kota, którego wszyscy się bali, a który najbardziej potrzebował czułości.
Każda złotówka to szansa.
Każde udostępnienie to nadzieja.
Każda pomoc może odmienić jego życie.

📩 Pomóżcie nam zawalczyć o Bandziora. On już wystarczająco długo walczył sam.
14.04.2026
Jacuś… dziś jest lepiej. Ale prawda boli jeszcze bardziej 💔

Dziś Jacuś czuje się lepiej.

Ma apetyt.
Reaguje na leczenie.
Wypływy z nosa są mniejsze…
Patrzymy na niego i na chwilę pozwalamy sobie uwierzyć, że może… może będzie dobrze.
Ale za tym „lepiej” stoi coś, co ściska gardło.


Bo Jacuś przyszedł do nas w bardzo złym stanie.
Ropne zapalenie oczu.
Gęsty, ropny wypływ z nosa.
Ciężki oddech.
Uszy pełne bólu — stan zapalny, nadżerki…
To nie jest „zwykły katar”.
To organizm, który od dawna walczył… sam.
Wyniki przyszły.
FeLV — dodatni.
PCR potwierdził.
Kocia białaczka 😥
Na ten moment wygląda na nieaktywną…
ale kto da nam gwarancję, że tak zostanie?
Do tego morfologia…
obniżone leukocyty.
Płytki dramatycznie niskie.
Organizm Jacusia jest osłabiony.
Bezbronny.
A mimo to…
On je.
On patrzy.
On chce żyć.
I wiecie co jest najtrudniejsze?
Że Jacuś… nie zdobył Waszej uwagi.
Może dlatego, że to kolejny kot białaczkowy.
Może dlatego, że takich historii jest już za dużo.
Może dlatego, że po prostu przestaje się wierzyć…
Bo Mikuś odszedł.
Bo Chlebek odszedł…
I teraz jest Jacuś.
I stoimy przy nim z tą samą nadzieją, choć serce już tyle razy zostało złamane.
Tylko… czy ktoś jeszcze wierzy razem z nami?
Bo my nie mamy wyboru.
Musimy walczyć.
Ale prawda jest też taka…
że takie koty jak on potrzebują więcej.
Więcej opieki.
Więcej leczenia.
Więcej środków.
A my już ledwo dajemy radę
.
Dlatego pytamy cicho…
Czy ktoś jeszcze chce zawalczyć o Jacusia?
🐾💔
13.04.2026
Nie wiem, kiedy dokładnie przestałem być czyjś… 💔
Kiedyś miałem dom.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
Wracałem.
Znikałem na chwilę i wracałem.
I ktoś był.

Potem coś się zmieniło.
Zniknęli.
Zostałem.
Niby ktoś jeszcze czasem dawał mi jedzenie…

ale to już nie było to samo.
Bo najbardziej brakowało mi jednego — poczucia, że jestem ważny.
A potem przyszło coś jeszcze gorszego.
Zacząłem słabnąć.
Coraz bardziej.

Każdy krok był ciężki.
Jakbym niósł na sobie coś, czego nie rozumiem.
Piłem dużo… bardzo dużo.
Ale to nic nie dawało.
W buzi zaczęło boleć tak, że jedzenie przestało być przyjemnością.
Stało się wysiłkiem.

Czasem po prostu odpuszczałem…
Ciało było coraz słabsze.
Jakby coś powoli mnie gasiło od środka.

Zabrali mnie do miejsca, gdzie ludzie mówią cicho i poważnie.
Patrzyli na mnie długo.
Mówili coś o nerkach… że nie działają jak powinny.
Że jest źle.

Teraz wiem, że to się nazywa niewydolność nerek.
Podobno mam też anemię…
dlatego jestem taki słaby, dlatego wszystko kosztuje mnie tyle siły.
A ten ból w buzi…
to coś więcej niż tylko „ból”.
To coś, co nie pozwala normalnie jeść, żyć, być.
Leżę.
Śpię.
Czasem wypiję trochę zupki.
Czasem spróbuję coś zjeść.
Ale szybko się męczę.
Moje ciało jest bardzo zmęczone.
Ale ja… jeszcze nie.
Bo ja naprawdę próbuję.
Próbuję podnieść głowę.
Próbuję spojrzeć na tych ludzi, którzy teraz są obok.
Bo oni mówią do mnie „Maniuś”…
i robią to tak, jakby mnie kochali.
Nie wiem, czy dam radę.
Słyszę, jak mówią, że wyniki są bardzo złe.
Że jutro znowu jedziemy do lekarza.
Że nie wiedzą, czy się uda…
Ja też nie wiem.
Ale wiem jedno.
Nie chcę już być sam.
Nie chcę już znikać gdzieś po cichu.
Jeśli mam walczyć…
to chcę, żeby ktoś przy mnie był.
Bo bardzo długo byłem sam.
A teraz… pierwszy raz od dawna…
ktoś widzi, jak bardzo się staram żyć. 🐾💔

Kolejnej bidzie nie potrafiliśmy odmówić… 😥
Tym bardziej, że to kociak z naszej wsi.

Był dokarmiany przez dobrych ludzi.
Czuwały nad nim osoby, którym nie był obojętny…
Ale z dnia na dzień zaczęło się dziać coś złego.
Coraz słabszy.
Coraz mniej aktywny.
Coraz mniej jadł…
Dziś przywieźli go do nas.
I serce pęka 😥
Bo kiciuś jest bardzo zabiedzony…
A ci ludzie… naprawdę się o niego martwią.
A my?
My nie umiemy odmówić pomocy.
Bo jak zostawić takie życie bez wsparcia?
I wiecie co boli najbardziej…
Że o tej porze roku takie koty są pomijane.
Wszędzie radość, bo „kociątka”…
Bo nowe życie, słodkie kuleczki, maleństwa do przytulania…
A gdzie w tym wszystkim są te starsze?
Chore? Zapomniane?
Te, które nie są już „urocze”, tylko potrzebujące?
To nie jest zarzut…
Po prostu tego nie rozumiemy.
Jak można cieszyć się z kolejnych kociąt, które trafiają na ten okrutny świat…
Kiedy tak wiele istnień już teraz walczy o przetrwanie?
Przecież tyle się mówi o kastracji.
My nigdy nie odmawiamy pomocy w jej sfinansowaniu.
Walczymy o to, żeby tych kociąt było mniej…
Żeby cierpienia było mniej.
A mimo to…
co roku to samo.
U nas — na szczęście — nie ma teraz kociąt.
I mamy nadzieję, że jeśli się pojawią… będzie ich jak najmniej.
Bo dziś znowu stoimy nad jednym, konkretnym życiem.
Na skraju.
Zmęczeni.
Przytłoczeni.
Ale dalej walczący.
Bo nie umiemy inaczej.
A Wy…? 🐾
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas


Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Pomagamy chorym i bezdomnym zwierzętom, ratujemy je w sytuacjach kryzysowych np. w czasie mrozów lub powodzi oraz wspieramy schroniska 🏠🐾
Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?
✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.
✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.
Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.
Anonimowy Darczyńca
Jacusiu 🥰🥰🥰🥰
Yvonne
Jacusiu wszystko bedzie dobrze ❤️🫶❤️
Iwona
Jeszcze bedzie pieknie 😍😍😍
Iza
❤️🐈⬛
Gabi
Zdrówka dla Maniusia❤️