
29 stycznia moje życie zatrzymało się. Chcę wrócić do moich córek.
Mam 45 lat.
Jestem mężem i tatą dwóch córek – mają 11 i 15 lat.
Jeszcze niedawno prowadziłem normalne życie. Pracowałem jako kierownik sprzedaży terenowej w Wedlu. Odpowiadałem za zespół siedmiu przedstawicieli handlowych, spotkania, wyniki, klientów, kalendarz wypełniony po brzegi.
Praca, rodzina, plany na przyszłość.
Nic szczególnego.
Po prostu życie.
A potem przyszedł 29 stycznia 2026 roku.
Kilka dni wcześniej, podczas badań medycyny pracy, usłyszałem:
„Okaz zdrowia”.
Wyniki wyglądały dobrze. Cukier 88 mg/dl, cholesterol 114 mg/dl.
Kilka dni później wykonywałem kolejne badania.
I nagle wszystko się zmieniło.
Pojawiły się niepokojące wyniki badań, stan zapalny i objawy, których wcześniej nie miałem. Rozpoczęła się diagnostyka onkologiczna. Dostałem kartę DiLO i pilne skierowania.
Od tamtego dnia minęło już osiem miesięcy.
Osiem miesięcy życia podporządkowanego badaniom, konsultacjom, oczekiwaniu, kolejnym wynikom i próbom znalezienia odpowiedzi na pytanie:
co właściwie dzieje się z moim organizmem?
Nie chcę udawać, że wszystko jest dobrze.
Przez te miesiące próbowałem zrobić wszystko, co byłem w stanie zrobić sam.
Były konsultacje, badania, diagnostyka i różne próby wspierania organizmu.
Sam sfinansowałem m.in. około 45 wlewów, głównie witaminy C i glutationu, kwasu alfaliponowego, około 40 zastrzyków preparatu Immunofan oraz inne działania, które miały pomóc mi utrzymać organizm w możliwie dobrej kondycji.
Od czerwca korzystam również z generatora wodoru.
Nie piszę tego po to, aby przekonywać kogokolwiek, że te metody leczą chorobę.
Piszę o tym dlatego, żeby pokazać, jak bardzo desperacko próbuję odzyskać zdrowie i jak wiele środków pochłonęły ostatnie miesiące.
Mam jeszcze jeden bardzo ważny powód, żeby żyć.
Moje córki.
11 i 15 lat.
Nie chcę, żeby zapamiętały tatę tylko jako człowieka, który przez miesiące chodził po lekarzach i czekał na kolejne wyniki.
Chcę być z nimi.
Chcę patrzeć, jak dorastają.
Chcę być obecny w ich codziennym życiu.
Chcę jeszcze normalnie pracować, podróżować, śmiać się z rodziną i planować kolejne lata.
Dlaczego proszę o pomoc?
Mam możliwość skorzystania z diagnostyki i leczenia w specjalistycznej klinice w Niemczech.
Koszt całego planowanego procesu to około 100 000 zł.
Dla mojej rodziny jest to kwota ogromna i obecnie poza naszymi możliwościami.
Dlatego pierwszy raz w życiu proszę o pomoc ludzi, których nawet nie znam.
Nie proszę o litość.
Proszę o szansę.
O możliwość wykonania kolejnych konsultacji, diagnostyki i podjęcia leczenia tam, gdzie będę miał możliwość uzyskania dodatkowej opinii i planu dalszego postępowania.
Chcę również transparentnie dokumentować kolejne etapy – wyniki badań, konsultacje, koszty oraz to, na co zostaną przeznaczone zebrane środki.
Jeśli możesz – pomóż.
Każda wpłata ma znaczenie.
100 zł.
50 zł.
20 zł.
A jeśli nie możesz wpłacić – bardzo proszę o udostępnienie tej zbiórki.
Być może zobaczy ją ktoś, kto zna lekarza, klinikę, fundację albo osobę, która będzie w stanie podpowiedzieć mi kolejną drogę.
Przez lata to ja byłem człowiekiem, który organizował, planował i pomagał innym rozwiązywać problemy.
Dzisiaj sam muszę poprosić o pomoc.
Mam 45 lat. Mam żonę. Mam dwie córki. Mam dla kogo żyć.
29 stycznia 2026 roku moje życie się zatrzymało.
Chcę je znowu uruchomić.
Jeżeli możesz – pomóż mi zrobić kolejny krok.
Dziękuję.
Tomasz
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Marcin
Trzymam kciuki szefie.
Anonimowy Darczyńca
Zdrowia dla Ciebie i Twojej rodziny🌿🌞
Damiano
Tomku dużo zdrowia i siły. Pozdrawiam
Aneta
Życzę Ci dużo siły i wytrwałości 💚
Kordki
Jakby coś to jesteśmy
Tomasz Grochowina - Organizator zbiórki
Dzięki za pomoc.