
Witajcie. Jestem z mężem 9 lat. Mam 3 dzieci. Gdy dzieci były małe nie pracowałam, zajmowałam się domem, kończyłam zaocznie szkołę, kursy. Przed pójściem do pracy byłam wyzywana od pasożytów, ciągle mnie podejrzewał o zdrady. Pracuję zawodowo od 3 lat, od tego momentu nie biorę od męża ani grosza. Mąż jest alkoholikiem. Ja natomiast cierpię na nerwicę lękową i stany depresyjne. Jestem ciągle krytykowana za wszystko, osądzana o romanse (mąż cierpi na zespół Ottela), ciagle kłótnie, krzyki, machanie rękoma do mnie i do dzieci, dzieci też są za wszystko krytykowane ciągle muszę się do niego dostosowywać, nie mogę mieć własnego zdania. Pracuję fizycznie po 10h wracam bardzo zmęczona, mąż potrafi mnie budzić o 24 w nocy krzykami czy jestem z siebie zadowolona, że mam wszystko w dupie, udsje zmęczenie. 1,5 roku temu mnie pobił, dostał zakaz zbliżania się na 3 miesiące, po czym wrócił, bo mieszkamy w jego mieszkaniu. Dostał zawiasy 2,5roku oraz ograniczenie władzy rodzicielskiej i kuratora. Piszę do Was, bo mam dość, moja cierpliwość się skończyła, chcę odejść, chcę zapewnić dzieciom spokojne życie... ale nie mam dokąd, nie mam za co, pracuję za najniższą krajową, zero oszczędności, wszystko co zarabiam i 500+ idzie na dzieci, jedzenie, ubrania, szkołę, gaz, prąd, media i wcale.nie żyjemy w luksusach, ledwo wiążę koniec z końcem. Wynajęcie mieszkania w moim mieście jest bardzo kosztowne, 2 pokoje z kuchnią i łazienką czynsz 1500-1700 zł plus kaucja w wysokości opłat jednego miesiąca Bardzo często choruję, mam poważną chorobę przewlekłą WZW B, obniżoną odporność co wiąże się z wydatki na leki. Mąż ze swojej wypłaty opłaca mieszkanie, zajęcia dodatkowe dzieci i tyle, pół wypłaty idzie na jego "potrzeby" papierosy, alkohol, marihuana. Od momentu gdy mnie uderzył bardzo się go boję. Nigdy bym nie pomyślała, że posunę się do tego aby prosić obcych ludzi o pomoc, jest mi wstyd, ale nie potrafię sobie wyobrazić dalszego życia z Nim, chce spokoju i lepszego życia dla dzieci! Pozew rozwodowy jest napisany, czekam tylko, aż będę w stanie się wyprowadzić, bo gdy się dowie rozszarpie mnie na strzępy. Dodam jeszcze, że mam poważny problem z najstarszym dzieckiem, chodzę z nim do psychologa od pół roku, ma stany depresyjne po zdalnym nauczaniu i izolacji. Parę tygodni temu pocięło sobie ręce, byłam załamana, byłam w szoku, zapisałam się na kurs dla rodziców, jak takim dzieciom pomagać. Dziecko twierdzi, że zrobiła to przez tatę i atmosferę w klasie, napisałam pismo do dyrekcji o przeniesienie do innej klasy. Dziecko będzie też uczęszczać na terapię grupową dla takich dzieci jak ono.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!