


Przychodzi dzień, w którym nie masz już pomysłów, jak to wszystko skleić.
Mamy 70 tysięcy długu w lecznicy. Hiruś i Ruptuś nie żyją. Pół domu zajmują koty z wirusem, drugie pół te zdrowe. Musimy dzielić się obowiązkami tak drastycznie, aby nie wnieść wirusa na „zdrową” część. Codziennie spędzamy po 3-4 godziny u lekarza, a kolejne na karmieniu strzykawką tych kotów, które same nie chcą już jeść. Do tego dyżury do późnych godzin nocnych, ozonowanie, ciągła dezynfekcja...
Wierzcie mi, nikt przyzwyczajony do komfortu życia – pracy, relaksu i 8h snu – by tego nie wytrzymał. A przy tym ten ogromny stres, który tak ściska żołądek, że nie możesz nic przełknąć z obawy o życie naszych zwierząt i z powodu braku funduszy, by za to życie zapłacić.
Nie mamy karmy w zapasie. Nie mamy żwirku. Mamy za to na stanie 90 kotów w tym część bardzo chorych.
Możemy liczyć tylko na Was, bo nasze państwo i miasto nie pomagają. Przyzwalając na ciągłe rozmnażanie bezdomności. A pytanie ze strony rządzących: „skąd wy bierzecie te koty?”, po prostu zwala z nóg. Przecież ich nie rozmnażamy! Reagujemy na prośby ludzi, bo nie umiemy inaczej. Jesteśmy wrażliwymi ludźmi, którzy chcą pomóc zwierzęciu w potrzebie. I teraz przyszło nam płacić za tę wrażliwość.
Nikt z nas nie ma już siły. Bez pomocy systemowej będziemy musieli powoli wyciszać naszą działalność. Nie przyjmiemy już żadnego kota na kociarnię – po pierwsze przez wirusa, po drugie przez brak środków na leczenie i utrzymanie.
Musimy do przyszłego piątku opłacić dwie stare faktury na łączną kwotę 11 630 zł. Jak wspomniałam na początku, nasz całkowity dług u Pana Doktora wynosi obecnie dokładnie 70 221 zł. To ogromna suma. Zdajemy sobie sprawę, że każdy inny lekarz zamknąłby już przed nami drzwi. Nasz Pan Doktor mimo to nadal leczy nasze koty, przyjeżdża do lecznicy nawet w godzinach wolnych od pracy. Jednak każdemu cierpliwość się kończy i my to rozumiemy.
Mamy warunek dalszego leczenia: w przyszłym tygodniu musimy spłacić przynajmniej te dwie faktury. Możemy kontynuować leczenie, ale płacąc od razu za każdą wizytę. Problem w tym, że nasze konto jest puste, więc nie będziemy mieć z czego płacić. Czy mamy płacić z własnych środków? Za pracę, za którą nie bierzemy przecież wynagrodzenia? I tak ciągle dopłacamy – co miesiąc każdy z nas wydaje prywatne pieniądze na karmę, paliwo czy środki czystości.
Pomóżcie nam, kochani. Jest nas tutaj dwadzieścia tysięcy osób. Gdyby każdy wpłacił równowartość kosztu kawy wypitej na mieście, nasze koty mogły by być nadal leczone.
Nie odwracajcie się od nich – one limit złego życia już wyczerpały.



Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Kasia D
Trzymam kciuki za powodzenie zbiórki ✊
Joanna
♥️