
Wciąż świeci piękne, jesienne słońce. Jest przyjemnie ciepło, ale sen z powiek spędza nam fakt, że za rogiem październik. Koniec łąk, traw i… bezpieczeństwa w końskim raju. Musimy już myśleć o pluchawej, mroźnej zimie.
Mając pod opieką ponad setkę zwierząt, trzeba być przygotowanym!

W Starym Resku czeka nas trzecia zima z wolnym stadem. To ogromne błogosławieństwo, że zielona trawa jest dostępna tak długo.
Ale nauczyliśmy się już, że zima potrafi naprawdę zaskoczyć. Każda kolejna jest jeszcze trudniejsza i bardziej wymagająca.
Pierwsza była wyjątkowo śnieżna. Wtedy całkowicie przeliczyliśmy się z zapasami dla koni. Doświadczenie zdobyte na mazowieckich równinach tutaj zupełnie się nie sprawdziło. Nasze stada, brodząc w śniegu niemal po brzuch i przemierzając każdego dnia kilka kilometrów w górę i w dół, pochłaniały ogromne ilości siana i sianokiszonki. Zapasy znikały w oczach. Wyparowały, zanim zima zdążyła na dobre się rozkręcić.

W kolejnym roku byliśmy już mądrzejsi i lepiej przygotowani. Tym razem jednak największym wyzwaniem nie był śnieg, lecz lód i mróz. Zabrakło wody. Każdy dzień zaczynaliśmy od wykuwania przerębli na jeziorze i stawie oraz napełniania mauzerów. To one stały się naszym ratunkiem, kiedy zamarzły nawet „niezamarzające” poidła.
Jedzenie udało nam się zabezpieczyć lepiej, choć pod koniec zimy i tak musieliśmy dokupywać kolejne partie, niecierpliwie wypatrując pierwszych zielonych odrostów. Wolność i przestrzeń, najlepsze dla koni, mają swoją cenę.
Ciężko wygląda nasza rzeczywistość każdej zimy.
Od połowy roku coraz częściej myślimy już o jednym: czy wystarczy nam zapasów, żeby wszystkie nasze zwierzęta bezpiecznie przetrwały zimę?
Bo każde z nich, kiedy trafia do Pegasusa, dostaje od nas obietnicę.

Że do końca swoich dni już niczego mu nie zabraknie.
Siano i sianokiszonka to absolutna podstawa. Ale mamy też wyjątkową rodzinę koni o specjalnych potrzebach. Kiedy znika zielona trawa, nasze najstarsze konie - te bezzębne, najbardziej poturbowane przez poprzednie życie, po przebytej chorobie wrzodowej czy ochwacie - przechodzą na dietę półpłynną.
Chcesz poznać tajemnicę naszej receptury?
Trawokulki - suszone i sprasowane rośliny łąkowe, najczęściej mieszanka różnych gatunków traw i ziół.
Wysłodki buraczane - wspierają naturalne procesy trawienia i dostarczają energii w sposób łagodniejszy niż zboża.
Otręby pszenne - bogate we włókno i białko, są cennym źródłem energii.
A wszystko to zalewamy wodą. I, oczywiście, dodajemy ogromną ilość miłości do naszych zwierząt.
Taką zupę Graw dostaje każdego dnia, nawet latem, bo dziś jest największym szczerbatkiem w azylu. Zimą biegamy do niego z wiaderkiem nawet co dwie, trzy godziny, przez całą dobę.
Do tego dochodzą pasze specjalistyczne. Mesz zalewany gorącą wodą, który dba o wrażliwe brzuchy i rozgrzewa w najmroźniejsze dni. Granulat dla owiec i kóz.
A jeśli mamy na pokładzie jakieś MAMY - a prawie zawsze mamy - także specjalna pasza z odpowiednią dawką witamin.
Gotowe pasze kosztują naprawdę dużo. Dlatego wszędzie tam, gdzie możemy, oszczędzamy. Sami przygotowujemy musli w większych ilościach. To daje sporą oszczędność, ale składniki do niego musimy zamawiać całymi paletami.

Część zimowych zapasów już mamy. Ale wiemy, że nie wystarczą nawet do końca roku. Czy pomożesz nam uzupełnić spiżarnie aż po sufity, tak aby żadnemu z Pegasusowych zwierząt niczego zimą nie zabrakło?
I kiedy piszę „naszych”, naprawdę mam na myśli naszych wspólnych.
Naszych i Waszych.
Bo przecież ratowaliśmy je razem.
Bez Waszego wsparcia nie byłoby Pegasusa. Nie byłoby azylu. I nie byłoby wielu z tych zwierząt, które dziś mogą spokojnie zasypiać, wiedząc, że są już bezpieczne i wolne.

Pomóż nam przygotować je na zimę. Każda wpłata zamienia się w siano, paszę, ciepły mesz, pełne wiaderko i spokojniejszą noc dla nas wszystkich.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!