
11 listopada jadąc do Krakowa byłam świadkiem zdarzenia brzemiennego dla mnie w skutkach. Zobaczyłam przebiegającego kota przez ulicę. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że kot przebiegł do rodziny idącej drugą stroną ulicy. Kobieta odpychała kota łaszącego się do dzieci. Kot wybiegł na ulicę. Zawróciłam i znów obserwowałam tą samą scenę. Zatrzymałam się włączyłam awaryjne, zastopowałam ruch uliczny zeby nikt go nie rozjechał i zaytałam co się dzieje? Kot pozwolił się złapać dzieciom. Wzięłam go na ręce... miał zaropiałe oko, nos i buzię. Z nosa sączyła się ropa z krwią. Wzięłam go do samochodu... no i zonk. Co ja teraz zrobię? Zadzwoniłam do schroniska... mogę go przywieźć. Mają 400 kotów. Kot wtulił się we mnie i zaczął mruczeć. Strasznie śmierdział acetonem z buzi. Był wychudzony i odwodniony. Pojechałam do lecznicy w Krakowie. Powiedzieli mi 700zł. Stwierdziłam że pójdę z nim do mojej pani weterynarz. Następniego dnia wizyta i leczenie. Aktualnie Teodor jest odrobaczone, zaszczepiony tylko... krwawi z nosa. Potrzebna jest endoskopia nosa i dalsze leczenie na które mnie nie stać. Mam w domu sześć kotów. Teodor jest siódmy. Endoskopia z kastracją plus leczenie (badania) to kwota na którą nie mogę sobie niestety pozwolić. Dlatego też proszę o pomoc i wsparcie w leczeniu i ratowaniu życia Teodora. Gdy go znalazłam ważył 1.7kg, ma wg Pani weterynarz 6 miesięcy. Teraz ma 7 i ważył 08.12 na wizycie 3kg. Proszę o udostępnienie i pomoc.
Wdzięczna opiekunka Teodora
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!