Zbiórka Pyszczek Feliksa,brzuszek Franka - miniaturka zdjęcia

Pyszczek Feliksa,brzuszek Franka

Jowita Maja - awatar

Jowita Maja

Organizator zbiórki

FELIKS I FRANUŚ są częścią sporej gromadki moich podopiecznych - przeprzystojnych wolnożyjących kocurów osiedlowych. Obu znam już prawie od dwóch lat. Dwie osobowości, dwie historie dzielnych futrzaków, których los nigdy nie rozpieszczał.

Przez całe swoje wcześniejsze życie FELIKS walczył o przetrwanie na jednym z zabetonowanych podwórek w centrum miasta. Za towarzyszy niedoli miał kilkanaście sobie podobnych niechcianych kocich istnień. Skrawek mizernej trawy, pędzące dookoła samochody, brak jakiegokolwiek schronienia i głodowe porcje jedzenia regularnie faszerowanego trutką przez "życzliwych" lokatorów stanowiły ich dramatyczną codzienność. Jakby tego było mało, Feliks dwukrotnie przeżył traumę pogryzienia przez psa. 

Szczęśliwie całą tę ferajnę udało nam się wyłapać, wysterylizować i przesiedlić w bezpieczne miejsca pod opiekę karmicieli bądź wyadoptować. Feliks i jego najlepszy kumpel Bubuś pozostali pod moją opieką ze względu na konieczność długotrwałego leczenia. Zabrałam ich tam, gdzie koty nie są prześladowane.

Okazało się, że Felek trafił do lekarza w ostatniej chwili, kot ledwo był w stanie przełykać, przestał jeść. Przyczyna? Zaawansowane plazmocytarne zapalenie dziąseł, choroba niewyleczalna, ale całkiem znośna, jeśli otoczymy kota właściwą opieką. Pozostawiony sam sobie na ulicy Feluś prawdopodobnie w krótkim czasie zagłodziłby się na śmierć. Na szczęście zdążyliśmy z zabiegami usunięcia większości zębów (częsta konieczność przy tej przypadłości) i nadziąślaków. Po uporaniu się z problemami paszczy, odkarmieniu i poprawie ogólnego stanu zdrowia Felek rozpoczął nowe życie i zaczął biegać po dworze z wiatrem we włosach. 

Błogostan trwał około roku, aż do ostatnich tygodni, kiedy stary problem powrócił ze zdwojoną siłą i w nowej odsłonie: kolejne przerosty dziąseł, nadżerki na języku, guz na dziąśle, który może okazać się nowotworem. Nie wiemy, co konkretnie spowodowało ten stan. Obecnie Feluś nie jest w stanie nawet zamknąć pyszczka i schować bolącego języczka. Wnętrze jamy ustnej wypełnia mu gęsta ślina z krwią, która wydostając się na zewnątrz okleja mu futerko. Z powodu bólu i dyskomfortu ma problem nawet z zaśnięciem. Jedzenie jest dla niego bólem i męką, często nie jest w stanie niczego przełknąć albo zwraca to, co udało mu się zjeść. Próby dokarmiania go wyglądają podobnie i powodują kolejny stres. Już nawet nie próbuję go myć, bo tylko dokładam mu cierpień.

Problemów przybywa... W ostatnich dniach Feliks zaczął pić spore ilości wody, więc obawiam się także choroby nerek.

Codzienne życie mojego podopiecznego stało się nagle piekielną udręką - zero przyjemności i radości życia, zero spacerów, siusianie pod siebie, pogłębiająca się depresja i ból, który wciąż nie odpuszcza. W tym wszystkim mój własny ból i rozpacz, że nie mogę mu ulżyć, a przecież Pan Kot jest zależny ode mnie. Jeśli nie pomogę mu ja, nie pomoże mu nikt.

Niedawna pięciodniowa kuracja antybiotykami znacznie, ale tylko doraźnie poprawiła jego kondycję - Feluś niestety szybko wrócił do punktu wyjścia i od tamtej pory jego stan sukcesywnie się pogarsza. Bez ustalenia przyczyny problemu nie uda się go rozwiązać, a kosztownej diagnostyce (nawet do 1 000 zł) i leczeniu już finansowo nie podołam. 

Feliks pilnie potrzebuje:

-podleczenia jamy ustnej antybiotykami, 

- badania krwi (biochemia+morfologia),

- testu FelV/ FIV,

- badania ogólnego moczu

oraz - jeśli na podstawie ww. badań podanie mu narkozy nie okaże się zbyt ryzykowne:

- zdjęć RTG jamy ustnej w kilku rzutach,

- wycięcia guza z paszczy i jego histopatologii,

- ewentualnie usunięcia pozostawionych korzeni zębowych, jeżeli takowe są (to można określić na podstawie ww. zdjęć RTG).

Dopiero mając obraz tego, co może dziać się w organizmie Felka, lekarz weterynarii będzie mógł (mam nadzieję) podjąć kierunkowe leczenie.

To sporo nieszczęść przypadających na jednego niedużego kocura, ale wierzę, że znajdą się ludzie, którzy nie pozwolą mu cierpieć.

FRANUSIA znalazłam skulonego w krzaczkach przy dyżurnych miskach dla tubylców osiedlowych dwie wiosny temu. Wyglądał jak wychudzona kotka w zaawansowanej ciąży. Jego brzuszek był tak twardy i napęczniały od robaków, że najmniejszy dotyk sprawiał mu ogromny ból. Zapomniany przez Boga i ludzi kocurek musiał męczyć się tak latami. Franuś był w swojej pierwszej odsłonie najbardziej zabiedzonym i niedożywionym kotem, jaki kiedykolwiek stanął na mojej drodze. Mogę się tylko domyślać, jak ciężkie musiał mieć życie - do dziś na widok miski z jedzeniem wpada w panikę pt. "muszę zjeść jak najszybciej i jak najwięcej, muszę zdążyć przed innymi", choć od dawna nie głodował. 

Przez pierwszych osiem miesięcy Franuś musiał być intensywnie leczony, odrobaczany i odżywiany. Reagował na to... zachwytem. Uszczęśliwiało go dosłownie wszystko: bezpieczny azyl, najadanie się do syta, nowi kumple, a także wizyty u pani weterynarz, z którą strzelał "baranki" i do której przytulał się nawet podczas robienia bolesnych zastrzyków. Tak, jakby chciał podziękować za pomoc, która w końcu nadeszła. 

Na zdjęciu Franuś z Ptysiem podczas kroplówek. Ptysia straciliśmy 10.02.2017 z powodu przewlekłej niewydolności nerek.

Franuś prawie nie miał zębów: jedyne, co posiadał w jamie ustnej, to ostry stan zapalny oraz odsłaniające się do krwi kły i korzenie pozostałych, połamanych zębów (mógł mu je ktoś po prostu wybić), które pilnie trzeba było usunąć, bo kocur zaczynał kichać krwią. Dzielnie zniósł i to.

Ale mimo błyskawicznej rekonwalescencji los znów nie był dla niego łaskawy: Franuś objadł się kaszą z psującym się mięsem, które podsunęła mu pod moją nieobecność sąsiadka (pani, do której nie docierają racjonalne argumenty, bo przecież jedzenia się nie wyrzuca) i omal nie przypłacił tego życiem. Nacierpiał się ogromnie, ale w porę dobiegliśmy do weterynarza.

Kiedy myślałam, że limit nieszczęść Franka w końcu się wyczerpał, spadła na nas diagnoza: przewlekła niewydolność nerek... 

Franuś jest chudziutki, lecz wciąż, pomimo niedogodności fizycznych, uśmiecha się do świata i po prostu pięknie cieszy się życiem. Uchodzi za największego przystojniaka w okolicy ze względu na nietypowe umaszczenie typu, hmm.. "rudy blond". W kociej piwniczce jest kierownikiem sali i zawsze pierwszy wita mnie przy wejściu przytulając główkę do moich nóg. Przytula się też do wszystkich kotów, uwielbia na nich spać; nigdy nikomu nie okazuje agresji. Jeśli pogoda pozwala, wychodzi na spacerki, ale nigdy zanadto się nie oddala. I, co jest rzadkim dobrodziejstwem losu przy schorowanych kocich nerkach, je dużo, chętnie i bez namawiania.

Nie wiemy, jak długo Franuś będzie z nami, ale w niemałym stopniu mamy na to wpływ. W dniu dzisiejszym priorytetem jest zakup specjalistycznej karmy nerkowej, w dalszej perspektywie badania kontrolne krwi (od których miał dłuższą przerwę, bo zabrakło pieniędzy) i cała reszta obsługi lekarskiej nerkowca, jeśli uda się zebrać fundusze. W tej chwili musimy pomóc najpierw Felkowi.


FELIKS I FRANUŚ nigdy nie będą mieli domów, ale mają szansę na dobre i godne życie. Bardzo ich kochamy i chcemy mieć na zawsze w naszym lokalnym stadku. W pakiecie z miłością i zainteresowaniem oddanych fanów nasze kocury mają dożywotnio zapewnione schronienie (mieszkają w ciepłej piwniczce z innymi osiedlowymi kotami), miękkie legowiska, pełne miseczki i codzienną opiekę. Brakuje "tylko" środków finansowych na diagnostykę, leczenie, podkłady higieniczne, specjalistyczną karmę - to koszty, które przerastają moje możliwości finansowe - jestem osobą prywatną, na stałe mam pod opieką kilkanaście zwierzaków.

Już pierwsze zebrane 170 zł zapewni Feliksowi natychmiastowe podleczenie paszczy, którego naprawdę pilnie potrzebuje na pierwszy rzut - w chwili obecnej boli kota za bardzo, żeby poniewierać go jakimikolwiek badaniami bez uprzedniego złagodzenia stanu zapalnego. Dalsze środki finansowe umożliwią wykonanie kolejnych etapów badań i zakup karmy bezpiecznej dla Franka. Taki jest plan na dziś. 

Zapraszam do udziału w zbiórce, kocie życie nie jest warte mniej niż nasze. Każda wydana złotówka będzie dokumentowana, z możliwością wglądu dla wszystkich darczyńców.

Jeśli chcielibyście zweryfikować prawdziwość podanych informacji, skontaktujcie się z Fundacją Dziki Azyl w Słupsku, tel. 577 773 776.


Wybierz kwotę

Aktualności

  • Jowita Maja - awatar

    Jowita Maja

    28.05.18
    28.05.18

    Przepraszam za brak uaktualnienia przez dłuższy czas - spadło na nas zbyt wiele w krótkim czasie. Właśnie odeszła moja ukochana sunia Tosia. Walczymy również z ludzką bezdusznością i bezkompromisową głupotą. Feliks i Franuś są najdzielniejszymi kocurami na świecie, walczą o siebie i bardzo chcą żyć pomimo pogarszającej się kondycji zdrowotnej. Jutro zbadamy krew Frankowi. Niezmiennie dziękuję za Wasze wsparcie i zaangażowanie. Wkrótce napiszę o naszych przystojniakach więcej.

Komentarze

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    14.11.18
    14.11.18

    Trzymajcie się tam wszyscy!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    28.07.18
    28.07.18

    Siły woli i hartu ducha!

Jowita Maja - awatar

Jowita Maja

Organizator zbiórki

Wpłaty - 19

Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Kasia - awatar
20
Kasia
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Monika Kowalczyk - awatar
10
Monika Kowalczyk
sąsiad - awatar
50
sąsiad
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
mieszkanka osiedla - awatar
20
mieszkanka osiedla
Joanna Babińska - awatar
50
Joanna Babińska
Ewelina - awatar
50
Ewelina
Tosia - awatar
20
Tosia

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.