Zbiórka Pomóżmy Mirze - psi los - miniaturka zdjęcia

Pomóżmy Mirze - psi los

Szanowni Państwo,

jesteśmy fundacją, której głównym celem statutowym jest ochrona bezdomnych i skrzywdzonych zwierząt. Jako fundacja działamy od ponad roku, jednak nasze początki sięgają 2015 roku. Działalność rozpoczęła grupa kilku osób, z czasem dołączały kolejne. Utworzyliśmy stowarzyszenie. Początkiem 2016 roku podjęliśmy decyzję o powołaniu fundacji.

W 2016 roku udało się nam przeprowadzić ponad 160 adopcji. Poddaliśmy 2 psy skomplikowanym operacjom ortopedycznym. Przeprowadziliśmy projekt finansowany przez Dolnośląski Fundusz Małych Inicjatyw pt. „Aktywny Senior i Pies” oraz szereg inicjatyw mających na celu zebranie środków finansowych niezbędnych do opieki nad naszymi podopiecznymi.

W 2017 roku w lutym przeprowadziliśmy dwie duże interwencje likwidujące pseudohodowle. Zabezpieczyliśmy kilkadziesiąt psów oraz kilkadziesiąt owiec.

Więcej informacji o nas, o naszej działalności, o naszych podopiecznych i naszej codzienności znajdziecie Państwo pod następującymi adresami:

- www.olesnickiebidy.pl

- https://pl-pl.facebook.com/ocabidy/

Dane rejestrowe:

KRS : 0000601982 NIP : 911 201 33 95

Adres korespondencyjny: ul . Lipowa 14 A 56-400 Oleśnica

Adres Azylu : Cieśle nr. działki. 333, Oleśnica


MIRA

Pod opieką Fundacji od lutego 2017 przebywa młoda sunia Mira.

Jej smutną historię poznacie Państwo czytając poniższy tekst.

Pragniemy zrobić dla niej wszystko, by miała szansę na adopcję, na kochający dom. Bez Waszej pomocy będzie to trudne, z oczywistego powodu: pieniądze i nieustanny ich brak na koncie fundacji. 


Czy można bać się własnego cienia, odbicia, szelestu, kroków, spadających liści, przejeżdżających samochodów?

Otóż można!

A czy można załatwiać swe potrzeby pod siebie ze strachu, być sparaliżowanym, zostać w bezruchu przez kilka godzin? No niestety też można.

Skąd? Nowa Wieś Goszczańska – pseudohodowla.

Kiedy? 19. 02. 2017.

Kto? Ja - ta wycofana, nieznająca człowieka, dotyku, lękowa do granic możliwości - na imię mam Mira.

http://mojaolesnica.pl/20396,kolejna-pseudohodowla-zwierzat.php

Nie tylko ja miałam przerażone oczy. Moje koleżanki i koledzy z podwórka też. Ale przyjechały ciocie z Oleśnickich Bid i nas zabrały. To był jak los wygrany na loterii. Szkoda, że tak późno, bo albo nikt nie reagował albo nikt nie chciał się wtrącać. Ale nieważne. Udało się! Lepiej późno niż wcale! To połowa sukcesu.... Bo ja nawet nie wiem jak się teraz mam zachowywać. Jestem takim dzikuskiem. Mam tylko 9 m-cy, czyli jeszcze psim dzieckiem. Nikt mnie nie nauczył jak się zachowywać w świecie takich dziwnych dla mnie osobników na dwóch nogach.

Moja mama? Nie pamiętam :( Nie dam się dotknąć, bo się boję. Chciałabym zachować pełną kulturkę ale nie potrafię i sikam to tu, to tam. Jadłam co się ostało, bo inne psy były szybsze a prosić nie śmiałam. Wstyd się do tego wszystkiego przyznać, ale to chyba nie moja wina, prawda?

Ja ze strachu unikam wszystkiego :( - to zachowanie lękowe i z takim wkraczam w dorosłość - a to zły znak dla mnie. Moja mowa ciała ponoć mówi wszystko za siebie.

Kiedy trafiłam do azylu Oleśnickich Bid, co było dla mnie szokiem, to nie wychodziłam z budy przez 2 tygodnie. Dlaczego spytacie? Bo tam wg mnie było bezpiecznie - czego chcieć więcej ? Ludzka ręka nie sięgała tam. A może sięgała a sami się bali? Bo skąd mogli wiedzieć, czego się po mnie spodziewać? Wolontariusze - fajni ludzie - nie krzyczeli, dali pić, jeść, nie bili, próbowali nawiązać ze mną kontakt ale ja na wszelki wypadek nawet nosa nie wychylałam. Byłam sparaliżowana. I w cale nikomu nie robiłam na złość. Po prostu. Bałam się spojrzeć w ich stronę. Jadłam i piłam kiedy już sobie pojechali. Jak była cisza i spokój. A swoje potrzeby załatwiałam szybko koło siebie. Koło tych wynalazków zwanych miskami.

W końcu ciocie powiedziały dość Mireczko!! Czas wyjść do ludzi, do świata. Pokazać jaka to ja piękna sunia jestem. Zapoznać się ze smyczą, spacerami, z dotykiem. I co?? No i lipa! Myślałam, że "to" chce mnie zjeść, krzywdę zrobić. Wyrywałam sie, wykręcałam, jakieś fikołki robiłam. Jak ciocie przykucnęły, żeby mnie uspokoić, to chciałam wskoczyć im do rękawa, bo tam ciasno i ciemno. Ciągle zdarzały mi się wpadki. Marzyłam, żeby wyjść na prostą, biegać, skakać, tulić się a przede wszystkim nie bać się. Dobrze, że za marzenia się nie płaci. I tu spotkała mnie kolejna niespodzianka. Z racji tego, że u mnie z socjalizacją kiepsko (od urodzenia), ciocie jednogłośnie postanowiły oddać mnie pod opiekę szkoleniowca. Naszą niezastąpioną behawiorystkę, która działa cuda! Czyli jest dla mnie jakaś szansa!

Ponoć inni moi pobratymcy, tacy jak Ford, Furia i Jeżyna, to szczęściarze. Bo im się udało! Właśnie dzięki owej specjalistce od psich zachowań. I taka praca ma sens! Bo oni mają domy, bo ich marzenia się spełniły. A to dopiero "strachy na lachy" były.

No dobra, przygadał kocioł garnkowi :)

Możliwe jest niemal całkowite wyeliminowanie mojego strachu właśnie poprzez codzienną pracę nade mną. Poprzez zaznajamianie się z jak największą liczbą nowych bodźców, których będę doświadczać w swoim życiu. Będę się tam uczyć wszystkiego od początku. Nowych dźwięków, nowych ludzi, dotyku, poznawać kumpli, koty, dzieci i inne bajery.

Ale to czasochłonne i pochłaniające trochę pieniędzy.

Dlatego proszę Was kochani ludzie o wsparcie finansowe. Bo bardzo tego będę potrzebowała. Na pewno czeka mnie jeszcze nie jedna wizyta w gabinecie u takiego Pana w białym fartuchu, w którym pachnie lekarstwami. Boję się Go trochę, ale mówią, że on mi we wszystkim pomoże. Niestety nic nie jest za darmo :(

Jedzonko, które mi serwują też kosztuje, no i całkowite utrzymanie.

Pomożecie mi wyjść na prostą ?

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij