
HORROR w gospodarstwie - pseudohodowla pinczerów miniaturowych!
To miała być prosta interwencja. Szybko okazało się jednak, że trafiliśmy do horroru, w którym cierpienie zwierząt było codziennością.
Na jednej posesji żyło blisko 40 psów. Wychudzone, zapchlone, zaniedbane, część na łańcuchach, część w klatkach, w ciemności i prowizorycznych kojcach, inne biegające półdziko wśród śmieci. Po obejrzeniu ich stanu nie mieliśmy wątpliwości — te psy nie mogły tam zostać ani chwili dłużej.
Właściciele zwierząt - Janina i Krzysztof O. - przyznali, że kobieta założyła „hodowlę” psów. Bez problemu oprowadzili nas po posesji, jakby nie widzieli problemu w warunkach w jakich żyją zwierzęta, a były one dramatyczne.
Ze zgłoszenia jednak wynikało, że zwierząt powinno być więcej. Zaczęliśmy więc pytać o brakujące psy. Właścicielka najpierw twierdziła, że je oddała, później przyznała, że je schowała, bo spodziewała się kontroli…
Cztery małe psy wyniosła w klatce w głąb pola kukurydzy, kilkadziesiąt metrów od zabudowań. Siedziały tam zamknięte, niewidoczne z drogi i posesji. To miały być te „cenniejsze”. Były bez wody, w pełnym słońcu. Ledwo mogły się obrócić.
Kolejne psy zostały wywiezione jeszcze dalej. Trzy zamknięto w samochodzie dostawczym. W środku panowała ciemność, psy nie miały dostępu do światła, ani świeżego powietrza. Trudno wyobrazić sobie, co czuły zwierzęta zamknięte w obcym samochodzie, w smrodzie, bez możliwości wyjścia i bez pojęcia, co się z nimi dzieje.
Kolejne 7 ukryto w budynku gospodarczym. W środku walały się deski, śmieci i różne przedmioty, o które psy mogły się poranić albo które mogły na nie spaść. To nie było miejsce do trzymania zwierząt. To był brudny, niebezpieczny składzik, do którego przeniesiono psy tylko dlatego, że właściciele uznawali je za bardziej wartościowe i nie chcieli ich stracić.
Na głównej posesji obraz był równie ciężki. Pinczery miniaturowe i małe kundelki na łańcuchach. Jeden z głodu zagryzł kurę. Inne biegały luzem, lub w prowizorycznych kojcach, ale wszystkie żyły w syfie, brudzie, głodzie i strachu. Część z nich była odizolowana od człowieka i bodźców zewnętrznych.
Mała suczka - matka szczeniaków - urodziła je i schowała się z nimi… pod starym samochodem. Widocznie to uznała za najbezpieczniejsze miejsce na posesji. Wyjęcie ich stamtąd zajęło nam ponad godzinę. Maluchy chowały się w śmieciach i w podwoziu samochodu…
Ostatecznie odebraliśmy 35 psów. Wszystkie trafiły bezpośrednio do lekarza weterynarii. U wszystkich stwierdzono różne problemy zdrowotne będące skutkiem długotrwałego zaniedbania - silne zapchlenie, wychudzenie, zaniedbaną sierść, przerośnięte pazury, zapalenia spojówek i inne.
Na zdjęciu ok. 8 tygodniowy szczeniak z widocznymi pchłami.

Dziś te psy są już bezpieczne, ale ich ratowanie dopiero się zaczęło. 35 zwierząt to ogromne koszty leczenia, diagnostyki, karmy, leków, szczepień i dalszej opieki. Część z nich będzie potrzebowała także sporo pracy, żeby przestać bać się człowieka i nauczyć się normalnego życia.

Prosimy Was o pomoc w ich ratowaniu. Każda wpłata naprawdę ma znaczenie.






Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Siula
Zdrówka dla piesków ❤️♥️
Anna i Tolek
Powodzenia ❤️
Iwona
❤️
Anonimowy Darczyńca
Dziękuję
Jola
Dziekuje za ratunek❤️