Anna Witkowska
Orzeczenie młodszego syna


Witajcie! Na wstępie zacznę że wpłata na zbiórkę jest dobrowolna i będziemy wdzięczni za każdy grosz, który na nią wpłynie!
Muszę przyznać że cała społeczność jest niesamowita oraz przecudowna, ale zawsze bałam się napisać. Miałam wyjścia awaryjne, że może uda się i pomoże mops, może prezydent, ale problem jest taki że wszystkie wyjścia awaryjne kiedyś się kończą i zostaje nicość. Właśnie w niej się teraz znalazłam…
Z tym co przyszło mi się zmierzyć w moim młodym życiu nawet nie wiem jak opisać. Można pomyśleć że tragedia to za mocne słowo, ale nie dla mnie jako matki. Od samego początku staraliśmy się i walczyliśmy ze wszystkich sił… ale czasem podchodzi się pod granicę i myśli poważnie „ile jeszcze” oraz „co dalej”. Od samego początku jako rodzice mieliśmy bardzo ciężko, bo będąc w 33 tygodniu pierwszej ciąży usłyszałam słowa, które cięły moje serce jak najostrzejszy nóż na świecie „dziecko zabija Panią, a Pani zabija dziecko, niestety trzeba ciąć” i właśnie przez te słowa nasze dziecko urodziło się przedwcześnie. Zaczęła się walka o rozwój, o normalne funkcjonowanie, o życie. Przez pewien moment było w porządku. Nasz maluszek rozwijał się bardzo dobrze dzięki rehabilitacjom. Zaczęliśmy układać sobie życie, zdecydowaliśmy się na powiększenie rodziny, ale nasze szczęście nie trwało długo. Zauważyłam u naszego Olusia nietypowe zachowania i od razu zaczęłam działać choć słyszałam „jest jeszcze młody, rozwinie się”, „przesadza Pani, to niemożliwe”, więc następną bardzo ciężką, trudną i żmudną rzeczą było diagnozowanie naszego syna pod kątem niepełnosprawności. Niestety tutaj los także nie był łaskawy, potwierdziły się nasze przypuszczenia…nasz malutki bidulek jest niepełnosprawny. Myślałam sobie wtedy jako matka, że to bestialskie, nierealne i krzywdzące, że zawiodłam strasznie. Maluszek urodzony w 33 tygodniu, 1350 g, 42 cm, rozwinął się i nagle świat znowu podcina skrzydła… musieliśmy się przeprowadzić, bo nie było nas już stać na wynajem z powodu zakupu większej ilości prywatnych zajęć. Zmieniliśmy tak naprawdę warunki życia pod nasze pierwsze dzieciątko, mając na uwadze że zaraz pojawi się drugie i będzie ciężko. Wzięliśmy kredyt by wyremontować mieszkanie, za które wynajem płacimy o wiele mniej niż za normalne wynajęte. Jednak i tutaj zaczęły wychodzić wady takiego mieszkanka jak kuchnia w kotłowni z piecem, grzyb na ścianach, smród z kanalizacji, brak centralnego ogrzewania, brak bieżącej ciepłej wody i inne duże przeszkody. Niektórzy pomyślą że to nic, przecież to nie takie złe warunki i da się żyć, mieszkać i normalnie funkcjonować, a inni będą zszokowani dlaczego się na to mieszkanie zdecydowaliśmy. Odpowiedź jest jasna! Dobro naszych przecudownych wyjątkowych dzieci. Z drugim maleństwem także zaczęły się problemy jak zbyt niskie napięcie mięśniowe, opóźnienia… więc od nowa przeżywanie na nowo wizyt: rehabilitacji, a nawet postawienia na swoim u lekarza, by tylko dziecko miało skierowanie, badanie, zabieg. I gdy wydawać by się mogło że jest sytuacja „unormowana”, niestety życie znowu nas zaskoczyło i sprowadziło na ziemię…niepełnosprawność drugiego dziecka została potwierdzona. Znowu od nowa konkretna diagnoza, lekarze, terapie. Jest tego bardzo dużo, ale my musimy dać radę, bo mamy dla kogo. W międzyczasie kilka razy zgłoszono nas do mopsu, bo dzieci są za głośne albo że w nocy się drą, gdzie starszy syn ma lęki nocne, które zazwyczaj kończą się wymiotami, płaczem i kąpielą, a niewiele osób wie, jak ciężko jest czekać aż woda w czajniku się zagrzeje by umyć dziecko całe w wymiocinach. Z każdym zgłoszeniem czułam jak tracę siłę jako rodzic, jaka jest alienacja takich dzieci, a ludzie reagują jak na trędowatych. Mieszkając teraz tutaj na 30m2 w wyżej wymienionym mieszkaniu z grzybem, prosząc o pomoc kogo się tylko dało: mops, asystent, prezydent naszego miasta i wiele innych osób, powiedziało jasno „nie” i odczuwam porażkę. Starając się by dzieci miały jak najlepiej, przedstawiając traumatyczną i tragiczną sytuację słyszeć ciągle „nie”, to jak dostawać nożem raz po raz. A ja tylko chciałam dobrze dla swoich małych kochanych istotek… by mieć gdzie odetchnąć w ciepły wieczór, by dzieci miały się gdzie bawić, spędzić święta ubierając w końcu choinkę, bo tutaj nie ma gdzie jej postawić… i przede wszystkim mieć na terapie dla dzieci, zadbać w końcu o siebie i mieć w normalnych warunkach kuchnie z oknami… prowadzić normalne życie i nie martwić się o sąsiadów ani o terapię.
Ja nie proszę, tylko błagam o pomoc. Jako zdesperowana matka, która pragnie tylko tego co najlepsze dla swoich dzieci…rodziny, swoich 4 ścian, podwórka z daleka od innych ludzi, nie liczenia pieniędzy od 1 do 1 by dzieci miały na terapie, by starczyło na jedzenie i wszystko inne do przeżycia. Bardzo proszę o udostępnienie zbiórki, wpłaty. A ja będę dalej walczyć dla rodziny, może się uda a może poniosę wielką porażkę, choć przyznam szczerze że zbiórka jest moją ostatnią deską ratunku.
Pozdrawiam serdecznie
Mama cudownych chłopców 🌺
Orzeczenie młodszego syna

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!