
OPIS
Mam na imię Krasnalek. Ale od lat wszyscy wołają na mnie Siniaczek.
Każde z tych imion dostałem za coś.
Krasnalek – bo kiedy trafiłem pod opiekę fundacji, byłem maleńką kuleczką. Miałem zaledwie pięć tygodni, ale wyglądałem jak trzytygodniowy koci maluch. Tak niewiele ważyłem, że mieściłem się prawie w jednej dłoni. Tylko moje małe ząbki zdradzały, że jestem odrobinę starszy.
Od pierwszych chwil było wiadomo, że nie będzie mi łatwo. Wirusy nie dawały mi spokoju. Szybko się męczyłem, a zabawa, która dla innych kotów była czystą radością, dla mnie często kończyła się brakiem sił.
Aż pewnego dnia mój nosek zaczął przybierać sinawy odcień. To wtedy lekarze odkryli, że moje małe serce jest chore. Kardiomiopatia. Tak narodził się Siniaczek.
Później przyszła kolejna diagnoza – białaczka FeLV. Dla wielu byłbym kotem, którego nie warto ratować. Ale moi opiekunowie nigdy tak o mnie nie pomyśleli. Pokochali mnie takim, jakim jestem.

I dzięki nim przez jedenaście lat mogłem po prostu żyć. Miałem dom. Miałem przyjaciół. Miałem ciepłe posłanie, pełną miskę i ludzi, którzy każdego dnia udowadniali mi, że nawet chore serce może być bardzo szczęśliwe.

Myślałem, że najtrudniejsze już za mną. Myliłem się.
Kilka dni temu przestałem jeść. Pojawiła się gorączka. Zgasła iskierka, którą zawsze nosiłem w oczach.
Badania. Kolejne pobrania krwi. Niepewność. Najpierw usłyszeliśmy: toksoplazmoza.


Potem przyszły wyniki, których wszyscy bali się najbardziej.
Podejrzana frakcja gamma globulin. Wszystko wskazuje na to, że obok toksoplazmozy przyszło mi zmierzyć się także z FIP-em.

Znów stanąłem do walki. Nie dlatego, że jestem wyjątkowo odważny. Dlatego, że bardzo chciałbym jeszcze żyć.

Leczenie daje mi szansę. To dwanaście tygodni podawania leków. Dwanaście tygodni nadziei zamkniętej w każdej dawce. To nie będzie łatwe ani dla mnie, ani dla moich ludzi.
Ale już tyle razy pokazaliśmy, że nie poddajemy się bez walki.
Nie marzę o rzeczach wielkich. Chciałbym jeszcze zasnąć wtulony w moich kocich przyjaciół. Wygrzewać się w promieniach słońca. Mruczeć, kiedy ktoś delikatnie pogłaszcze mnie po głowie.
Po prostu... być.
Bo życie, nawet to kruche i naznaczone chorobą, jest piękne. A ja przez jedenaście lat nauczyłem się cieszyć każdym jego dniem.

Dziś nie proszę o litość. Proszę o szansę.
Jeśli możesz, zostań częścią mojej historii. Każda wpłata pomaga opłacić leczenie, które może podarować mi kolejne miesiące, a może nawet lata u boku tych, którzy mnie kochają.
Nie wiem, ile czasu przede mną. Ale wiem jedno. Dopóki moje serce bije, chcę walczyć.
A jeśli wyciągniesz do mnie pomocną dłoń... nie będę walczył sam.
Dziękuję za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Dzięki Wam mój kolejny rozdział może dopiero się zacząć.
Z wdzięcznością – Wasz Siniaczek ❤️
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
kjm
Powodzenia!