Zbyszek Zubowicz - awatar

Zbyszek Zubowicz

Organizator zbiórki

„-Tato, co teraz zrobisz?

-Teraz pierwsze co przychodzi mi do głowy to… będę mówił ludziom jak ważne jest to by się badali…”

Taka była jedna z moich pierwszych rozmów z moim tatą gdy dowiedzieliśmy się że ma nowotwór.

 

                Ciężko jest nie popaść w zwątpienie w takiej sytuacji. Bardzo ciężko zmotywować się do działania, do walki o samego siebie. Setki razy sam zadawałem sobie to pytanie. Co bym zrobił na miejscu mojego taty? – nadal nie znam odpowiedzi. Wiem tylko że to najsilniejszy facet jakiego znam, który całe swoje życie wpajał mi to że nie wolno się poddać a teraz daje mi przykład tego i chce walczyć o swoje zdrowie i życie.

OD PRZYCZYNY DO SKUTKU

Już od najmłodszych lat robiłem wszystko co mogłem żeby moi rodzice nie sięgali po papierosy, palili odkąd pamiętam. Prośby i groźby małego dzieciaka na nic się nie zdały. Ba! Nawet zapałki wkładane do papierosów żeby przestraszyć dorosłych że to naprawdę niebezpieczne by palić, też nie przyniosły żadnego efektu. Kilkanaście lat potem sam stałem z papierosem za szkołą a wszelka chęć i motywacja ulatywały z dymem kolejnych sztuk, paczek, kartonów.

Nazywam się Zbigniew Zubowicz dziś mam 32 lata, nie palę od roku. Mój tata również nazywa się Zbigniew Zubowicz ma 59 lat i wspólnie z mamą rzucili palenie w grudniu 2017 roku, tj. 9 miesięcy temu. Oboje z moją siostrą jesteśmy z nich niesamowicie dumni, po tylu latach nałogu w końcu wygrali z samymi sobą i świadomie rozstali się z tym okropnym uzależnieniem.

(Co do paradoksu imion mojego i mojego taty nie jest on zamierzony. Do dnia dzisiejszego nie wyjaśniona została przyczyna która kierowała moimi rodzicami by nadać mi imię po tacie. Wiem jednak że jestem z tego dumny, pomimo iż bywało nie jednokrotnie źródłem pomyłek.)

 

Rak pęcherza moczowego - przyczyny i czynniki ryzyka

Głównym czynnikiem ryzyka jest palenie tytoniu (zwłaszcza palenie papierosów). Ryzyko wystąpienia nowotworu mogą zwiększać również niektóre substancje chemiczne, w szczególności u osób, które są pracownikami przemysłu skórzanego, gumowego, tekstylnego, metalowego, naftowego i mających bezpośredni kontakt z barwnikami.

Należy zaznaczyć, że ww. czynniki kancerogenne mogą zadziałać nawet po 30 latach od ekspozycji na nie. Oznacza to, że u osoby, która przez kilka lat paliła papierosy, a następnie, np. w wieku 30 lat, rzuciła palenie, w wieku 60 lat może się rozwinąć rak pęcherza moczowego.



żródło: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/nowotwory/rak-pecherza-jeden-z-czestszych-zlosliwych-nowotworow-ukladu-moczowego_38589.html

NABIERAMY ŚWIADOMOŚCI

O tym że mój tata ma nowotwór, wraz z moją narzeczoną dowiedzieliśmy się będąc w Londynie dokąd wyjechaliśmy chcąc zmienić swoje życie, spróbować czegoś nowego. Po pół roku wróciliśmy do domu. Wróciliśmy do nowej rzeczywistości w której mój tata zaczynał walkę o swoje życie a moja ukochana przywiozła nowe życie pod swoich sercem. Dziadek Zbyszek dostał nową motywację do walki i starań.

Nowotwór pęcherza jest z reguły ciężki do wykrycia. Objawia się krwiomoczem który część osób bagatelizuje. Na wcześniejszych etapach objawia się podobnie do zapalenia pęcherza. Mój tata nie zostawił tego tematu i udał się niezwłocznie do lekarza. Badanie USG wykryło nowotwór w pęcherzu i guzki na wątrobie.

Jednakże dokładniejsze badania wykazały że w pęcherzu mojego taty rośnie nowotwór o wielkości 9 cm na 2,5 cm. Dodatkowo wykryto kilkanaście ognisk nowotworu w jego wątrobie.

Wiecie jak odnajduje się człowiek który staje przed jakąś dużą zmianą która go dotyczy? Z moich obserwacji, szkoleń na których byłem oraz moich przeżyć wynika że w większości przypadków jest tak samo:

  • Szok – „Ale jak to? Mój tato jest chory na raka?”
  • Opór – „Nie ma opcji – nie wierzę w to! To nie może być prawda!”
  • Akceptacja – „Ok. To co teraz? Jak możemy mu pomóc”
  • Adaptacja – „Działajmy! Walczymy o tatę!”

Po każdej jednej rozmowie od momentu kiedy dowiedzieliśmy się o jego chorobie, miałem to nieodparte wrażenie że tata jest pomiędzy fazami 3 i 4. A musicie wiedzieć że większość tych telefonów nie była rozmowami które niosły za sobą dobre wieści…

W następnej rozmowie telefonicznej usłyszałem od taty że prawdopodobnie usuną mu pęcherz moczowy i zastąpią go stomią. Znajoma pielęgniarka wyjaśniła mi jak robi się stomię, jakie są jej rodzaje etc. Pomyślałem ze skoro wytną ten nowotwór to z samą stomią nauczy się funkcjonować i z naszą pomocą po prostu wróci do normalnego życia. Ba! Nawet spotkałem kolegę którego ojciec miał taki zabieg kilka miesięcy wcześniej i wszystko poszło jak z płatka.

Po powrocie z Anglii postanowiłem jak najszybciej odwiedzić swoich rodziców, więc pojechałem do nich by zrobić im niespodziankę. Oczywiście udało mi się to a oni byli wniebowzięci że się pojawiłem. Jeszcze tego samego dnia siedzieliśmy przed domem przy ognisku i rozmawialiśmy o „wszystkim i o niczym”. Postanowiłem że zostanę u nich na kolejne dwa dni bo jak każde dziecko, stęskniłem się za nimi. Na drugi dzień mój tata jechał do Lublina (mieszkają w miejscowości która oddalona jest od miasta o ok. 40 km) po wyniki badań które miały powiedzieć nam coś więcej na temat nowotworu który wykryto. Niestety na dyżurze tego dnia nie było jego lekarza prowadzącego a nikt inny nie chciał odczytać dla niego wyniku. Wyniki przywiózł więc do domu nie wiedząc co oznaczają.

Wziąłem od niego kartkę z wynikiem i nie wiele myśląc wpisałem termin „high grade” do wyszukiwarki internetowej. Wszystkie wyniki wyszukiwania były identyczne – nowotwór wysoce złośliwy. Nawet nie wiecie jak żałuję że to zrobiłem. Że to właśnie JA mu to odczytałem. Jesteście w stanie przypomnieć sobie siebie w sytuacji kiedy strasznie się baliście gdy byliście dziećmi? Pamiętacie minę swojego rodzica który pełen determinacji i powagi mówił Wam „wszystko będzie dobrze! Dasz sobie z tym radę!”. W tym momencie pierwszy raz zobaczyłem w oczach mojego taty strach. I powiedziałem mu to samo.

Następne konsultacje u urologa prognozowały wycięcie pęcherza wraz z prostatą i torebkami nasiennymi. Oczywiście mój tata jako człowiek o ogromnym poczuciu humoru żartował sobie na temat końca swojego życia seksualnego etc. Mama również starała się żartować i dementowała plotki jakoby jakiekolwiek jeszcze istniało ;)

Lekarz który badał mojego tatę, kierując się przeczuciem dał skierowanie na powtórny tomograf, tym razem rozszerzony i o klatkę piersiową. Wynik: nacieki na obu moczowodach, prostacie i mięśniach odbytnicy. W wątrobie progresja wzrostu o 11 mm w ciągu miesiąca. Dodatkowo trzy małe guzki w płucach. Decyzja lekarza – Chemia. To był kolejna trudna rozmowa telefoniczna którą musieliśmy ze sobą przeprowadzić.

TATO JAK SIĘ DZIŚ CZUJESZ?

Ciężko jest powiedzieć jak często zacząłem dzwonić do swojego staruszka. Raz dziennie stał się normą. Równie ciężko jest mi powiedzieć dlaczego to robię i dla kogo to robię? Dla niego? Dla siebie? Nie umiem chyba odpowiedzieć jednoznacznie. Zdaje mi się że chyba dla nas obu. Pamiętam jak byłem kilkuletnim dzieciakiem, miałem może 10 lat i miałem do niego pretensje że nie grał ze mną w piłkę tyle ile ja bym tego chciał. Dużo pracował. Dzisiaj z perspektywy czasu, tego jakim ja stałem się człowiekiem, jak ułożyło się nasze życie i z jakim problemem się borykamy. Zdaje mi się że robię to bo się boję i że go stracę. Pamiętam jak zmarł mój dziadek, tata mojego taty. Człowiek który w naszych sercach pozostawił dziedzictwo dobroci dla innych, bezinteresownej pomocy i empatii. Mój tata tego dnia niósł ze mną kwiaty. Szliśmy w pierwszym rzędzie. Nie jak syn z ojcem. Szliśmy jak bracia. Tylko że tego dnia mój tata dorósł do końca. Dzisiaj miewamy rozmowy w których on sam łamiącym się głosem próbuje mnie przygotować na taką sytuację. A ja jak to dziecko – zapieram się rękoma i nogami.

CHEMIA

Z czym Wam się kojarzy leczenie chemią? Też macie w głowie obraz osoby która jest nadmiernie wychudzona, ma podkrążone oczy i straciła całe owłosienie na ciele? – takie kiedyś było moje wyobrażenie o tej metodzie leczenia. Metoda leczenia to też górnolotne określenie. Bardziej bym to nazwał metodą walki. Dlaczego?

Otóż, któregoś dnia potrzebowałem zadzwonić do mojej koleżanki pielęgniarki pracującej w centrum onkologii w Lublinie. Dzwonię do niej od czasu do czasu gdy czegoś nie rozumiem i potrzebuję wyjaśnień, bądź po prostu by usłyszeć suchą prawdę itp. Tym razem chciałem by wyjaśniła mi jak działa chemia w walce z komórkami rakowymi. Po krótkiej chwili sparafrazowałem jej słowa: „Czyli jeżeli dobrze Cię rozumiem. W trakcie chemii cały organizm dostaje po dupie, zarówno chore jak i zdrowe komórki. A potem jest kwestia tego które będą silniejsze i które pierwsze się podniosą?”.

Ano niestety w leczeniu raka nie ma jednej drogi. Tyle sposobów ile organizmów. Nie każdy jest tak samo silny i nie każdy wykazuje się równie wielką chęcią do życia. W mojej głowie to olbrzymia ruletka która w obecnych czasach otacza nas z każdej strony. Kiedyś ludzie umierali na zawał. Dzisiaj umierają na raka.

Po pierwszej podanej chemii mój tato czuł się całkiem dobrze. Zazwyczaj ten okres po wlewie to jakieś 3-4 dni słabości i ewentualnie gorączki (pomijam rewelacje żołądkowe). Pierwszy raz miał miejsce na początku lipca. Kolejny był ustalony na 12ego lipca.

Zanim podadzą Ci chemię muszą najpierw zbadać krew i sprawdzić jakie masz wyniki. Sprawdzają Cię pod każdym kątem tak by dobrać chemię w odpowiedni sposób, tak by nie zrobić Ci krzywdy. Kiedy mój tata poszedł na drugą wizytę 12.07.2018 usłyszał że nie dostanie dziś chemii. Okazało się że ma niewydolność nerek i wątroby. Szybkie skierowanie na izbę przyjęć na płukanie nerek. Plan na dalsze dni? Po weekendzie spotkanie z radiologiem i decyzja czy można zacząć radioterapię. Druga chemia w piątek za tydzień.\

RADIOTERAPIA

16 lipca w poniedziałek, tata udał się do radiologa na konsultację w sprawie radioterapii. Jak się okazało nie tylko na konsultację. Natychmiastowo przeprowadzono tomograf w celu zlokalizowania ognisk do napromieniowania. Następnie rozpoczął się pięciodniowy cykl naświetleń i nadzieja że w piątek 20 lipca odbędzie się drugi wlew chemii i zmasowany atak na rosnący w moim tacie nowotwór.

Nasze rozmowy przybrały na sile, mają charakter pozytywnego nakręcania się na nadchodzący piątek, że wszystko będzie dobrze i że walczymy na maksa. Mama szaleje z dietą antyrakową, tata szaleje bo mama jest nadopiekuńcza. Każdy ma jakąś rolę w zespole i każdy wspiera tatę w walce z tym cholerstwem.

Tata systematycznie płucze organizm, pochłaniając nawet po 3-4 litry wody dziennie. W konsekwencji chodzi z brzuchem jak kobieta w ciąży, żartują sobie z moją narzeczoną że sam też niedługo urodzi.

                Nadszedł 20 lipca, czas wizyty u lekarza. Wiecie, nie umiem sobie wyobrazić jak wiele siły trzeba w sobie mieć by usłyszeć takie wieści, zadzwonić do swojego dziecka a potem walczyć dalej.

Tego dnia dowiedział się że nowotwór jest nieoperacyjny. Jest zbyt rozległy by operować a wyniki są nie wystarczająco dobre by podać kolejną chemię. Nerki nie chcą pracować, nacieki na moczowodach a w pęcherzu zalegający mocz – szybka wizyta u urologa.

JUŻ JADĘ TATO

Ustaliliśmy wspólnie że jak będzie miał chemię to rano go zawiozę i jeśli będzie się źle czuł to odwiozę go na dworzec żeby mógł pojechać do domu jednym z busów jeżdżących w ich stronę.

Jednak gdy widzisz swojego tatę wyczerpanego i obolałego a na zewnątrz jest dodatkowo jakieś 35 stopni upału to niespecjalnie wyobrażasz sobie że możesz mu pozwolić jechać jakimś brudnym i dusznym busem. A gdy masz świadomość tego że ma założony cewnik, niesie worek na mocz a na plecach ma nefrostomię (dla tych co nie wiedzą – to też taki woreczek tylko podłączony za pomocą plastikowej rurki bezpośrednio do nerki by ułatwić jej pracę)… Nawet się nie wahasz.

MAMA I JEJ „NADOPIEKUŃCZOŚĆ” - DIETA 

Jakieś 8 lat temu moja mama uległa wypadkowi. Spadła z klatki schodowej uszkadzając sobie podstawę czaszki a w następstwie czego nabawiając się padaczki pourazowej. Moja mama nie pracuje tylko zajmuje się domem. Jest miłośniczką kotów więc możecie sobie wyobrazić jak ciepłą i kochaną jest kobietą.

                Nasze rozmowy telefoniczne zazwyczaj sprowadzają się do tego że mama opowiada mi jak mija jej dzień, co robiła wokół domu itd. Tak było do tej pory. Dzisiaj te rozmowy wyglądają zupełnie inaczej.

Mama maksymalnie zaangażowała się w leczenie mojego taty i dbanie o jego dietę. Możemy mówić o nadopiekuńczości, ja mówię o walce o ukochaną osobę. Różnego rodzaju soki, kiszonki itp. Przygotowują je razem. Ciągłe czytanie książek i rygorystyczne prowadzenie jadłospisu dla męża.  Mama się nie podda.

                Walka z rakiem w obecnych czasach może i jest skuteczniejsza niż dawniej jednak mimo wszystko nadal jest to w każdym przypadku ruletka i zgadywanie. Diet które zostały stworzone w celu zwalczenia „nie proszonego gościa” są dziesiątki. Każda z nich ma różne fundamenty i wspólny cel – nie żywić nowotworu. Niestety w każdym przypadku to co pomaga na jedno, szkodzi na drugie. Nie ma ideału. Mój tata zdecydował się na stworzenie środowiska zasadowego w swoim organiźmie oraz na jedzenie pestek gorzkich migdałów. Ponadto po konsultacji z kilkoma lubelskimi naturopatami zaczął pić zioła, czego nigdy nie robił no bo przecież „ziółka to nie dla niego”.

Poza powyższym zdecydował się na jedną z diet odnalezionych w trakcie intensywnych poszukiwań sposobu na wyleczenie się. Dietę niemieckiej uczonej Dr Johanny Budwig, bazującej na spożywaniu odpowiednich produktów bogatych w kwasy Omega-3. Więcej na ten temat powie poniższy link:

https://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_dieta_dr_budwig_cz1.html

26 LIPCA

                Tego dnia mój staruszek zgłosił się po raz kolejny na onkologię w Lublinie. Standardowo o 5:30 czekałem już na niego na dworcu żeby zawieźć go pod same drzwi szpitala. Po badaniu krwi okazuje się że poziom kreatyniny w organiźmie taty wzrósł na 5,55 (norma to 0,66 – 1,25). Decyzja natychmiastowa – wizyta u urologa. Jeszcze tego samego dnia odbierałem mojego tatę z drugą nefrostomią na drugiej nerce. Znów obolałego i zestresowanego.

                Tydzień potem tata robi badania w swojej przychodni zdrowia – kreatynina 2,2. Cieszymy się, nerki walczą, dieta działa. Tylko cholera, pojawił się jakiś ból w jamie brzusznej. Coś jakby wątroba…

CHEMIA PALIATYWNA

Leczenie paliatywne (objawowe) nie ma na celu wyleczenia, czy też zatrzymania procesu chorobowego – mówimy przecież chorobie nieuleczalnej. Jego głównym celem jest łagodzenie objawów nowotworu, objawów towarzyszących, skutków ubocznych stosowanych terapii oraz na eliminowanie lub zmniejszanie bólu nowotworowego. Ważnym elementem jest również wsparcie psychologiczne chorego i jego rodziny w trakcie choroby, a w dalszej kolejności „przygotowanie na śmierć”. U pacjentów z chorobą nowotworową opieka paliatywna, jeżeli zachodzi taka potrzeba, powinna być włączana już w trakcie diagnostyki lub leczenia onkologicznego, czyli wtedy, gdy chory zaczyna cierpieć z powodu swojej choroby. Najczęstszymi objawami pogarszającymi jakość życia, jest ból towarzyszący chorobie nowotworowej, nudności, wymioty, zaparcia lub biegunka wynikające z samej choroby lub stosowanej chemioterapii, osłabienie, brak apetytu, niedożywienie lub wyniszczenie nowotworowe. Inne często spotykane objawy to podwyższona temperatura ciała, anemia, czkawka, duszność, kaszel, patologiczne złamania kości. Nie należy zapominać o problemach emocjonalnych jak lęk, bunt, obniżenie nastroju czy depresja. Ważne są również potrzeby psychiczne chorego jak np. chęć pojednania, zacieśnienia więzi, „dokończenia spraw niezałatwionych”, wykorzystania czasu, który pozostał.

 źródło: https://www.zwrotnikraka.pl/leczenie-objawowe-raka/

                Taką informację tata przekazał mi tego dnia gdy odbierałem go spod szpitala po założeniu drugiej nefrostomii. Nikt nie powiedział wcześniej że chemia oraz radioterapia sa paliatywne. A gdy dopytywał o co chodzi, lekarze zmieniali temat.

Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić ile zdenerwowania i bólu przynosi mi fakt że ktoś nie chce rozmawiać z moim tatą. Człowiekiem który zawsze był otwarty, pomocny i szczery. Jak można tak konkretnego człowieka potraktować w taki niekonkretny sposób? – pytałem sam siebie. Moje rozgoryczenie sięga szczytu gdy piszę ten tekst i naprawdę nie jest proste by opisać wszystkie swoje emocje ale sądzę że gdybyście pisali o swoich rodzicach to większość z Was miała by te same odczucia.

Po kilkukrotnych kontrolach i kolejnych tygodniach, dnia 20 sierpnia kreatynina osiągnęła pożądany poziom. W związku z czym tata dostał kolejny wlew. Zanim został mu podany, zapytał lekarza co ma mu dać chemia paliatywna? W odpowiedzi usłyszał: „Mam nadzieję że choroba się chociaż zatrzyma”.

NADZIEJA UMIERA OSTATNIA

Kiedy spojrzysz na mojego tatę nie wiedząc że jest chory to stwierdzisz że to totalnie zdrowy i silny facet. Nie ma ubytków włosów, nie ma wychudzonej twarzy, dalej żartuje. Malo tego, jeśli będziesz potrzebować pomocy – on Ci jej udzieli.

Nie wiesz że to gość który nie może już pracować bo nie ma siły iść na dłuższy spacer pomimo że do tej pory pracował fizycznie. Nie obnosi się ze swoim problemem na lewo i prawo – jest zbyt dumny. Nie narzeka że go boli, nadal troszczy się o innych, dba o moją mamę.

Ma dwójkę dzieci i czwórkę wnucząt. Najmłodsze (moja druga córeczka) urodziło się 23 sierpnia tego roku, ma zaledwie kilka dni.

Bardzo zależy mi na tym by miała ona szansę poznać swojego dziadzia i go pamiętać. Móc potem powiedzieć o nim swoim dzieciom „Dziadzio Zbyszek to był równy gość! I wiedział wszystko!” – tak samo jak ja mówię o tacie mojego taty.

               

W związku z chorobą, mój tata został wyłączony z życia zawodowego, wierzę że tylko czasowo. Jednakże koszty jakie ponoszą moi rodzice w związku z lekami, środkami medycznymi oraz dietą, są dla nich zbyt wysokie. Ta zbiórka ma za zadanie wspomóc leczenie i przetrwanie mojego taty. On nie przyjmuje innej opcji jak życie a my nie przyjmujemy tego że go stracimy. Stąd terapie alternatywne i walka o rodzinę.

Na świecie jest bardzo dużo osób chorujących na nowotwory różnego typu. Ludzie chorujący to zarówno dorośli jak i małe dzieci. Ciężko jest powiedzieć co bardziej rozdziera Ci serce. Czy gdy choruje Twój rodzic czy gdy będzie chore Twoje dziecko? W innych okolicznościach spotkałem się ze stwierdzeniem że „starzy powinni robić miejsce dla młodych”. To nie jest wojna, nikt nie musi się poświęcać. Koncerny farmaceutyczne, producenci żywności, kosmetyków, lekarze – oni wszyscy pompują w nas tego raka i te ludzkie tragedie.

My po prostu chcemy uratować naszego tatę. Proszę, pomóżcie nam.

‘-Dad, what will you do now?

-The first thing that comes to my mind is... to tell people how important regular health check-up is.’

That was one of the first discussions with my dad when we found out about his tumour.

It is hard not to doubt in this situation. It is really hard to get motivated to do anything, to fight for oneself. A lot of times I asked myself this question. What would I do in my father’s situation- still I do not know the answer. The thing I know is that he is the strongest person I have ever known who has been teaching me not to give up. Now he is a role model to me, he wants to fight for his health and life.

FROM THE CAUSE TO THE EFFECT

Since I have been a child I was trying to discourage my parents to smoke. I did not help much. Even putting matches into the cigarettes packaging did not help to scare them to smoke because it is dangerous. A few years later I was standing by myself with a cigarette behind the school and my motivation was dissapering with the next cigarettes packaging.

My name is Zbigniew Zubowicz and I am 32 years old, I stopped smoking a year ago. My fater’s name is Zbigniew Zubowicz too and he is 59 years old. My father and my mother quit smoking in December 2007 (9 months ago). Me and my sister are very proud of them because after so many years of addiction they won over and gave up this disgusting addiction.

( As fas as the name parodox is concerned – it was not intended. Yet, till this day it isn’t clear what made my parents name me after my father. Although it’s been a cause for a lot of misunderstandings, I am undoubtedly proud of that)

Urinary bladder cancer – causes and risk factors

Smoking tobacco (especially cigarettes) appears to be the main cause for this type of cancer. The risk of its occurrence increases also among the people employed in the leather, rubber, textile, metal as well as oil industry. It needs to be emphasized that some of those cancer-causing factors mentioned above, may take effect even thirty years after being exposed to them. It means that someone who had been smoking for several years and quit e.g. at the age of 30, may be at risk of having urinary bladder cancer at the age of 60.

Source: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/nowotwory/rak-pecherza-jeden-z-czestszych-zlosliwych-nowotworow-ukladu-moczowego_38589.html

RAISE OF AWARENESS

I was in London, together with my fiancé, when the bad news about my father’s having cancer came. We decided to leave Poland to change our life. To live a new one. Yet, after six months we came back home. It was a return to a different reality though – my father has been starting his struggle for life whereas my fiancé has been already carrying a new life in her. She was pregnant. Grandpa Zbyszek was given new motivation for his striving.

The urinary bladder cancer is rather difficult to detect. Its symptoms, like hematuria (or symptoms similar to cystitis which occur at the early stage) tend to be neglected by some people. Luckily, my father wasn’t one of them. He went to see a physician immediately. The CT scan detected tumour in his bladder as well as some liver nodules.

More detailed examination showed that the bladder tumour is 9x2,5cm big. Moreover, several cancer sites in his liver were also visible.

Do you know how somebody facing some drastic change behaves? I guess I do . From my observations, various trainings and my own experience the behaviour pattern is the same in most cases. The stages are:

  • Daze – “How come? My dad’s got cancer?”
  • Resistance – “ No way – I don’t believe it! It  can’t be true!
  • Acceptance – “Fine. And now what? How can we help?”
  • Adaptation – “Let’s do something! Let’s fight for him!”

Every single conversation that we’ve had since I found out about my father’s disease left me with a strong impression that he is somewhere between stage 3 and 4. And you should know that most of those chats usually started with the bad news…

During one phone call my father told me he would probably have this bladder removed and ostomy would be applied. I investigated the issue – my befriended nurse explained to me how ostomy works, what types of stoma can be used, etc. Then, I started thinking that after the bladder removal surgery, my father may learn how to live with stoma. With our help, he would be able to get back to normal life.  What’s more, I even came across my old friend whose father had stoma surgery done few months earlier and he told me everything went like clockwork.

As soon as I came back from England, I went straight to my parents. They were surprised and absolutely delighted seeing me. The same evening we were sitting by the bonfire, talking about everything and nothing. I decided to stay few days longer cause I’ve missed them badly! Next day, my father went to Lublin (the city is about 40km away from their home) to see his latest test results. Those tests were  suppose to give better insight into his disease. Unfortunately, his physician wasn’t there nor anybody who would like to read the results for him. So, he brought it home having no clue what it says.

At home, I took the documents from him and spontaneously I googled the  term ‘high grade’. All matches said the same thing – highly malignant tumour. Can you imagine my regret? It was ME who told him how serious it is! Do you remember yourselves as children when you were  in a situation that paralyzed you? And, do you remember your parent’s face – determined and serious when he or she convinced you saying, “It’s going to be fine! You’ll manage!” That’s what I told my father in the very first moment I saw fear in his eyes.

Another urologic check-up forecast surgery – removal of bladder together with the prostate and semen glands. Typically to his great sense of humour, my dad made some jokes then about the end of his sexual life, whereas my mum denied them laughingly as it were any ;)

It seems that the physician who was examining my father then  had some premonition,  cause he sent him for another CT scan. This time the chest was also scanned. Results: cancer is spreading on both ureters, prostate gland as well as on rectal muscle. Liver tumour progression of 11mm during a month. Additionally, three small lung nodules.  Treatment – chemo. That was yet another tough phone conversation which we had.

DAD, HOW ARE YOU TODAY?

I can’t say how frequent those phone calls to my oldie have become. Once a day, for sure. Also, I can’t say why I’m doing it. And for whom actually? For him? For myself? There is no obvious answer. I guess, I’m doing it for us both. I remember that as a kid, I used to be angry at my dad when we couldn’t play football together for as long as I wanted. He used to be very hard-working. And now, I’m afraid of losing him. I also remember the day my grandfather died. My father’s father was a man of great kindness. His legacy of gratuitous help as well as his deep empathy have stayed in our hearts till now. On the day of his funeral, my dad and I were carrying flowers. We were walking right after the coffin. Next to each other, but not like a father and a son. We were more like brothers then. Today, my father and I happen to talk about similar situation. He speaks brokenly then, trying to prepare me for that moment. And I, just like a child, don’t want to listen to it.


CHEMO

What do you associate chemotherapy with?  Do you also imagine somebody so skinny, with visible hair loss and  dark under eye circles? It used to be my reflection on this way of treatment. Actually.. Is that a treatment at all? I guess, it’s more like a weapon than a cure. Why do I think so?

Well, one day I needed to talk to my befriended nurse who works in oncologist centre in Lublin. I do it from time to time when I need some explanation or just to hear the naked truth. That day I wanted to find out how exactly chemo works. After short talk, I summarized what she had told me, asking her, “So, if I get it right.. while undergoing chemotherapy, the whole organism takes the knock, the malignant  as well as the healthy body cells? And it’s the matter of which would become stronger?”

So, there’s no simple way in treating cancer. As many ways as sufferers. Not everybody is that strong, and not everybody has the same drive to live. To my mind, this disease is like an enormous roulette whose wheel encircles us totally. People used to die from heart attacks. Nowadays, they die from cancer.

My dad got through the first chemo quite well. Generally, he felt weak for 3-4 days. Alternatively, he had fever ( not mentioning some stomach complaints). It was in the beginning of July. Another was dated on 12th July.
 Patients need to have blood tests and other checkups done before each chemo treatment. They are analyzed from heat to toes, so that the treatment they’re going to get is absolutely suitable to them. So that it won’t do any unnecessary harm.  On 12th July my dad appeared for the second chemo treatment but he was informed that he won’t get it due to liver and kidneys failure. So now what? An appointment with a radiologist to consult radiation therapy. Next possible chemotherapy within a week.

RADIOTHERAPY

 On 16th July, my dad underwent some more tests during the radiological consultation. He needed urgent CT scan to find disease outbreaks. Then, five days of body irradiation.  Still, we hoped for the second chemo treatment on 20th July. We planned a massive attack on that tumour growing in my dad’s body.

So, our conversations became overwhelmed by that gutsy attitude. Only positive thoughts – we’re fighting and everything’s  gonna be all right. My mother has gone mad about anticancer diets, which my father finds crazy, indeed. Everyone has their tasks though, and we all try to be mutually supportive for my dad.

He’s drinking hectolitres of water to intoxicate his body. Even 3-4 litres a day. As a result, he looks as if he were pregnant, so he jokes with my fiancé that he’s going to bear a child, too.

 20th July – the date of his appointment finally came. You know what? It’s unbelievable how strong one can be to hear such news, to report it to his child and to keep on struggling after all. That day, my father realized that his tumour is inoperable. It’s way too big. What’s more the test results are not good enough to get another chemo treatment. Kidneys are unwilling to work, ureters are infiltrated and there’s some urine in the bladder. Urologist needed urgently!

I’M ON MY WAY, DAD

It was fixed that if my dad will get another chemo, I’m going to pick him up from the bus station  and give him a lift to the hospital. I planned to do the same on his way back home. Yet…when you see your  parent absolutely exhausted and sore and it’s boiling 35 degrees outside, you just can’t let him take some stuffy bus to get home. He also had a catheter and  nephrostomy tube inserted ( for those of you who are not familiar – nephrostomy is also a kind of catheter that’s inserted through the skin into the kidney to help to drain urine from the body). Taking everything into consideration… I didn’t hesitate any second. I just took him home.

MUM AND HER  ‘OVERPROTECTION’ – DIETING

About 8 years ago my mother had an accident – falling over the staircase she had her skull injured. Consequently, she got post-traumatic epilepsy. My mum isn’t employed, she takes care of the household instead. She’s a cat lover and that speaks for itself how warm and loveable she is.
 We used to talk mainly about what she’s just done or is about to do at home. But right now it’s  different.
 My mother got totally involved in taking care of my father, especially his diet. It may look as if she’s overprotective, but to me it is pure love. They prepare various food together – pickles, juices, etc. Moreover, my mum’s constantly  researching the topic of anticancer dieting. She’s reading books and preparing suitable home menu. She’s not giving up.

Cancer fighting can be more effective than it used to be. However, to some extent, it’s still like  roulette or a guessing game. There are dozens of anticancer diets. They are based on different products yet the they all have one thing in common – not to feed the tumour. Unfortunately, like in every case, if one thing gets cured the other one suffers. It’s pretty far from perfect.
 My father decided to go on an alkaline diet. He also eats bitter almond stones. Moreover, he consulted some local naturopaths and started to drink herbal brews, which he did hardly ever before. He used to think herbs are not his cup of tea.
 Besides, he decided to take another diet which he found while investigating alternative ways for his treatment. Dr Johanna Budwig, a German scientist wrote a diet which is based on food rich in Omega-3 fatty acids. You can find out more here:

https://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_dieta_dr_budwig_cz1.html

JULY, 26th 

That day my oldie visited oncologic ward again. As usual, I was waiting for him at the bus station at 5.30 in the morning  to take him right to the hospital. Blood test shows increased level of creatinine. Estimated levels are from 0,66 to 1,25 – my dad’s got 5,55. He needed to see urologist immediately and I saw him afterwards  with another nephrostomy in the second kidney. I also noticed how  sore and stressed out he was.

A week after, my dad did the test in his local health care centre – creatinine level equals 2,2. Diet works. So does the kidneys. And we are more than happy. But wait… dad’s got some abdominal pain. Looks like it’s the liver…Damn it!

PALLIATIVE CHOMEOTHERAPY

Palliative care does not aim at curing the disease – the disease in incurable after all. Palliative care is care given to improve the quality of life of patients who have a serious or life-threatening disease, such as cancer. Palliative care is an approach to care that addresses the person as a whole, not just their disease. The goal is to prevent or treat, as early as possible, the symptoms and side effects of the disease and its treatment, in addition to any related psychological, social, and spiritual problems.  Palliative care is also called comfort care, supportive care, and symptom management.

Source:  https://www.cancer.gov/about-cancer/advanced-cancer/care-choices/palliative-care-fact-sheet

One of the most important things in this kind of treatment is the psychological support sufferers and their families should get. Palliative care should be provided at any point if needed. From diagnosis till the end of life. Or when the patient begins to suffer due to his/her illness. Pain is one of the most frequent indicators which worsen overall quality of life. Among others are nausea, vom, obstruction, diarrhoea (all of these result either from disease symptoms themselves or from chemotherapy treatment), weakness, lack of appetite, malnutrition or total body depleting. Patients may also suffer from high fever, anaemia, hiccup,  suffocation, cough and pathological bone fractures. Besides, there are emotional drawbacks as well, such as fear and anxiety, mood decline or depression. That is why support in emotional coping is so much needed. Patients may want to reconcile or tighten the bonds with someone. They may wish to finish all the unsettled issues in their lives or just live them to the full for as long as they can.

My dad told me about palliative care when I was taking him home with the second nephrostomy. Till then, nobody said a word that his chemo and radiotherapy are palliative. Even when he asked, doctors changed the topic.
 That’s what gets me really angry. The fact that nobody wants to talk to my dad about the disease is also very painful to me. I can’t even say how much frustrated and disappointed I am. How can nobody talk to the man who has always been open-minded, helpful and honest? Why can’t they speak about the matter if they deal with such a matter-of-fact person like my father? I kept asking those questions to myself. Right now, when I’m writing this text my bitterness climaxes. There are way too many emotions inside me to put them all on paper, but I bet you can imagine that. I guess, most of you would feel the same having in mind your own parents.

Anyway, on 20th August  my dad got another chemo. His creatinine went down to the desired level. Before he got the infusion, however, he asked the doctor what the palliative chemo is for. The doctor answered, “I hope it will stop the disease at least”.

WHILE THERE’S LIFE, THERE’S HOPE

If you saw my father, you would say he’s a strong and healthy man. Unless, you know his that ill. You won’t notice any hair loss nor haggard face. He’s still in good mood, keeps joking and helping anybody in need. You may don’t know however he’s a guy who is incapable of working because he doesn’t have enough strength to go for a walk, even though he used to be a physical worker for years. But he doesn’t complain around – he’s too proud for that. He doesn’t complain about the pain either. He does care about others though, especially about my mother.
 He’s got two children and four grandchildren. The youngest one ( my second daughter) was born this year, on 23rd August. She’s merely few days old.

I really wish she could get to know her grandfather. So that she could remember him and tell stories about him to children of her own. I imagine she would say, “Grandpa Zbyszek was quite a guy! And he knew everything!”. That’s actually what I keep saying about my father’s father.

Due to his illness, my father remains unemployed. I hope it’s only temporary. Yet, it brings about lots of financial problems right now. Expenses that my parents need to bear in order to provide necessary medication, medical supplies and suitable diet really exceed their budget. This fund raising aims at helping them to survive. Living is the only thing my father takes into consideration, and we do not even think of losing him. That’s why we stick to alternative treatment. That’s why we are still fighting.

There are millions of people suffering from cancer. Various kinds. They are both adults and children. It’s hard to say what’s more heart-breaking – having an ill parent or an ill child? In some circumstances I came across such an affirmation: ‘the old should make room for the young’. But it isn’t a war whatsoever. Nobody needs to sacrifice. Pharmaceutical industry, food suppliers, cosmetic companies, even doctors – they all pump this ‘cancer thing’ into us. And what follows are millions of personal tragedies.

We simply want to prevent our tragedy to happen. We want to save our father.

Help us, please.

 

Wybierz kwotę

Komentarze

  • Emilia - awatar

    Emilia

    03.11.18
    03.11.18

    Zdrowia !!!

  • Monika Humieniuk - awatar

    Monika Humieniuk

    29.10.18
    29.10.18

    Życzę zdrowia dla taty!!!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    19.09.18
    19.09.18

    powrotu do zdrowia

  • Mania - awatar

    Mania

    14.09.18
    14.09.18

    Duzo zdrowia dla taty ! Jesteś wspaniałym synem.

  • Świrek - awatar

    Świrek

    12.09.18
    12.09.18

    Zdrówka życzę i trzymam mocno kciuki.

Zbyszek Zubowicz - awatar

Zbyszek Zubowicz

Organizator zbiórki

Wpłaty - 224

Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
100
Anonimowy Darczyńca
Anna Jonasz - awatar
100
Anna Jonasz
Patrycja Bednarz - awatar
1 000
Patrycja Bednarz
Świrek - awatar
50
Świrek
Aleksandra Poniewozik - awatar
50
Aleksandra Poniewozik
Agnieszka Sikora - awatar
50
Agnieszka Sikora
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
10
Anonimowy Darczyńca
Sylwia Rarak - awatar
10
Sylwia Rarak

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.