Leczymy, często walczymy o życie i zdrowie naszych podopiecznych. Tak jest, kiedy prowadzi się przytulisko, w którym większość mieszkańców to seniorzy. Nawet, wtedy kiedy wszystkie starania kończą się niepowodzeniem i ukochany przyjaciel odchodzi, pozostają rachunki do zapłacenia. Dziś otrzymaliśmy fakturę za leczenie Szarusia. On nie był psim seniorem, był stosunkowo młodym psem, ale ogromnie zniszczonym. Gdzie się urodził i w jakich okolicznościach, możemy się tylko domyślać. Jak trafił na ulicę i jak stał się bezdomny też pozostanie w sferze domysłów. On nie mógł nam tego opowiedzieć. Wydaje nam się, że nawet gdyby mógł, to machnąłby ogonem, uśmiechnąłby się całym pyszczkiem i uszkami i nie usłyszelibyśmy żadnej skargi. To był pies, który swoją odwagą, dzielnością i jak się później okazało, radością, pokonywał przeciwności losu. A los jakby sobie go upatrzył i wciąż go doświadczał nowymi przykrościami. Kiedy został znaleziony, wyglądał jak szkielet, brudny, przemarznięty i zagłodzony. Nie było wiadomo, czy przeżyje. Ale Szaruś chciał żyć, kochał życie, kochał poznawać nowe smaki i nowe miejsca. W lutym tego roku zbieraliśmy na kojec i transport dla niego. Do Przystani wniósł mnóstwo radości, miłości i ruchu. Zachęcał nasze dziadeczki do zabaw, prowokował wszystkich ludzi do podskakiwania, biegania z nim do rzucania zabawek. Cieszył się ze wszystkiego. Nie potrzebował wymyślnych zabawek, potrafił bawić się listkiem, patyczkiem, czy kawałkiem szmatki. Wykorzystywał swoje nowe przystaniowe życie w stu procentach, jakby cały czas powtarzał, ważne jest tu i teraz. Dość szybko nabrał ciała, zmienił się z psiego szkieletu pokrytego skórą w psa. Jego fizyczność wreszcie odpowiadała cudownemu charakterowi, jaki posiadał. Nie dało się go nie kochać. Kilka miesięcy po tym, jak dołączył do przystaniowej rodziny, zaczął źle się czuć. Diagnoza weterynarzy nie była dobra. Wcześniejsze lata i miesiące, kiedy chodził głodny, kiedy jego organizm był narażany na ekstremalne temperatury, kiedy był powoli wyniszczany zaczynały się mścić. Szaruś miał bardzo zniszczoną wątrobę. Nie traciliśmy jednak nadziei, był leczony, pilnowaliśmy jego diety i znów było lepiej. W jego pięknych oczach znów pojawił się radosny błysk, znów się wygłupiał, podskakiwał i poszczekiwał. Cieszył się chwilą, cieszył się każdym momentem swojego życia, jakby wiedział, że nie dane będzie mu być tutaj długo. Niestety choroba postępowała i 18 grudnia odszedł Szaruś. Pozostawił po sobie kolosalną fakturę do zapłacenia. 1872 złote…. Nie damy rady sami, musimy zwrócić się o wsparcie w opłaceniu faktury po zmarłym przyjacielu.

Komentarze

  • Ania - awatar

    Ania

    09.01.18
    09.01.18

    Daliście tyle szczęścia Szarusiowi w jego ostatnich tygodniach, dziękuję! <3

Wpłaty - 27

Ilona Żylińska - awatar
5
Ilona Żylińska
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
1
Anonimowy Darczyńca
Ania - awatar
130
Ania
Anonimowy Darczyńca - awatar
100
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
10
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
5
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.