



Aktualizacja 30.10.2026
Kochani, dzisiaj dzień wizyt u pani dr Eweliny Przyłuckiej. Mialam nadzieję, że wreszcie choć trochę sytuacja u mnie się uspokoi, że po ciężkiej chorobie Heni, odejśćiu za Tęczowy Most Kubusia, Malutkiego i śmiertelnym wypadku Mijeczki,będzie w naszej gromadce trochę oddechu. Ale stało się inaczej. Sonia ma straszna alergię, nie wiadomo na co, bo już wypróbowałam prawie wszystkie warianty hipoalergicznej karmy, ktora naturalnie do tanich nie niależy. Bezzbozowe, bezkurczakowe, z ziołami , teraz zamówiłam specjalna karmę zindykiem, dotrze w przyszłym tygodniu. Sonia dostała zastrzyki odczulające i trzeba będzie je powtarzać co jakiś czas. Przy okazji zaszczepiłam ją. Byłam też z Jimmym, moim białym kotkiem, który od dawna ma nawracające problemy z uszkami. Jednak nie chodzi o wnętrze uszek, ale o to, że co jakiś czas pojawiają sie na uszkach, na zewnątrz , rany i strupy. Te rany pojawiaja się i znikają, teraz właśnie jest nawrót choroby.Pani dr powiedziała, że to typowe dla białych kotów. Jimmy otrzymał antybiotyk, uszka pani dr posmarowała specjalną maścią.Ja będę smarować maścią cynkową - zalecenie pani dr.Jimmy będzie mieć też usuwane kły, bo pojawiło sie zapalenie w buzi.
Jakby tego było mało, we wtorek jadę też z Sally, bo wydaje mi się, że ma cukrzycę. Ale to oczywiście zbada i stwierdzi, albo nie pani doktor. Sally bardzo duż pije i bardzo schudła. Przy okazji trzeba skontrolować krew Heni, po przejściu przez nia w zeszłym roku ciężkiego zapalenia Trzustki i wątroby.
Tak więc spokoju nie ma, za to kolejne zabiegi, choroby i wydatki. Na razie wizyta kosztowała 170 zł, ale kiedy będzie przebadana Sally i Henia, koszty wzrosną. Nie udźwignę tego kochani, przy mojej 10 tce zwierzaków nie dam rady. Dlatego proszę jeszcze o trochę wsparcia. Jeśli nie możecie pomóc choćby symboliczna złotówką, prosze o szerokie udostępnianie. Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję
Wasza Agnieszka
Aktualizacja 21.10.
Tak wygląda dzisiaj Kubuś z Lasu. A niedługo będzie troszkę lżejszy, bo pozbędzie się jajeczek:)
Kochani,dzięki Wam udało się Kubusia odkarmić, bo i dzisiaj jest już innym kotkiem, urósł ,nabrał ciałka i ma blask w oczkach.


Aktualizacja 08.10.26

Kochani, w sytuacji mojej i gromadki moich zwierząt nastąpiła dramatyczna zmiana. Wydarzenie,które sprawiło,że od dwóch dni nie potrafię powstrzymać się od łez. Moja koteczka Mia zginęła. Ktoś ją przejechal. Nie potrafię nic więcej dodać ... Więc jesteśmy w 10, z Kubusiem z lasu. I powiem Wam, że najchętniej dałabym nura pod kołdrę i w ogóle nie wstawała.Dokladnie tak czułam się po śmierci mojego Męża.I wtedy uratowały mnie moje zwierzęta.Czy chciałam czy nie, musiałam dla nich każdego dnia wstawać , karmić je,wychodzić na spacer. I dzisiaj też , w ten sam sposób próbuję się pozbierać.Nie jest to łatwe, bo strata Mii jest trzecią stratą kota w tym roku. Nie ma Kubusia i nie ma Malutkiego.
Pracuję zdalnie, piszę. Tyle, że sytuacja w ostatnich miesiącach przygniotła mnie tak, że nie jestem w stanie skoncentrować się jak zazwyczaj. A przy dziesiątce zwierząt są wydatki ogromne. Stąd moja ogromna prośba do Was i jednocześnie wielkie podziękowania za Waszą pomoc. Dziękuję za wszystkie dobre słowa,komentarze, życzenia, trzymanie kciuków,żebym przetrwała i za każdy, nawet najmniejszy grosik. Dziękuję 💚 💚 💚
Aktualizacja 0210.26.
Kochani, myslałam, że pasmo moich nieszczęść się wyczerpało, że w końcu zaświeci dla naszej gromadki choć małe światelko. A jednak stało się inaczej. Widocznie los ma dla mnie niejedną niespodziankę. jakby ich było mało. W marcu pożegnałam Kubusia - niewydolność wątroby, w sierpniu odszedł Malutki - mój słodki rudy kotek na niewydolność nerek. Jeszcze nie zdążyłam się z tego otrząsnąć, a nagle dwa tygodnie temu znikła moja kotka Mia. Mia jest jedyną moją kotką, która wychodzi na dwór. Dzieje się tak dlatego, bo ona od początku swojego życia, czyli od ośmiu lat nie chodzi na kuwetę. Po prostu prosi żeby ją wypuścić i szybko wraca. Dwa tygodnie temu w środę nie wróciła. Podejrzewam, że przestraszył ją niewykastrowany duży kocur z wioski. Mia wpadła w panikę i od tej pory szukam jej wszędzie. Mieszkam w malutkiej wiosce i nie ma tu wiele możliwości, żeby się schować, ale wokół są lasy. Które też przeszukuje. Jak do tej pory bezskutecznie. Rozlepiłam plakaty, dałam posty na SM, nic. Jak kamień w wodę. Zwróciłam się też w mojej rozpaczy i desperacji do pana Krzysztofa Jackowskiego.
Według jego wizji Mia jest w okolicy i często wraca w miejsce ,gdzie są ławki. Jedyne miejsce gdzie są ławki tutaj, to cmentarz i kościół. Ale Mia może się przemieszczać. Raz jest tutaj, raz tam. Kręcę się w kółko. I tak w rozpaczy mijają mi dni.





A przecież mam jeszcze inne zwierzęta : pampersową Sally, Henię, która do końca życia musi przyjmować enzymy trzustkowe po swoim zapaleniu trzustki i wątroby, kota Daryla, który musi być na specjalnej diecie, musiałam odpchlić pieski, bo gdzieś złapały pchły, muszę zaszczepić Sonię , a gdzie jeszcze rachunki. Za telefon, za szambo... Krótko mówiąc, jestem w rozsypce finansowej totalnej., no i jestem sama. Na razie skupiam się na szukaniu Mii, a potem będę dalej patrzeć. Pracuję z domu, piszę ale nie mogę się skupić, cały czas myślę, gdzie może być moja kotka, noce sa coraz zimniejsze. Czasami czuję, że za chwilę oszaleję, po prostu za dużo tego na raz na mnie spadło. Myślę że może ta wioska nie była dobrym wyborem... Mieszkam tu dwa lata i w tym czasie straciłam cztery koty, bo jeszcze była Lady - odeszła na raka w grudniu 24 roku.Chociaz oczywiście wciąż wierzę , że Mia się odnajdzie.Prosze, trzymajcie za to kciuki. Dlatego jeszcze raz proszę Was kochani o jakąkolwiek pomoc , zanim się jakoś ogarnę. Każdy,najmniejszy grosik pozwoli mi na zapłacenie bieżących rachunków ,karmę etc . Dziękuję Wam , że zechcieliście mi towarzyszyć i trzymacie za mnie kciuki, żebym się nie załamała.
Dziękuję 💚 wam z całego serca
Agnieszka
Aktualizacja 17.09.26
Kochani, spieszę z nowinami. Mój Kubuś z lasu ,mój leśny koteczek czuje się coraz lepiej, znikły już prawie smarki ,które trzymały się uparcie noska, ma duży apetyt i widać, że nasz dom przypadł mu do gustu. Zawsze dziwiłam się, że choć mam tak dużą gromadkę łapek i ogonków,nigdy nie było tutaj konfliktów i zazdrości .To fenomen w tak licznej rodzinie. Podobnie jest z Leśnym Kubusiem. Dopasował się idealnie. Lada dzień pojadę z nim do kontroli, zabiorę też Henie, bo musi mieć sprawdzoną wątrobę i trzustkę po zeszłorocznym zapaleniu. W kolejnym rzucie pojedzie Jimmy,który ma problemy z zębami i uszkami. No a potem nadejdzie już czas na kastrację Leśnego Kubusia . Czas płynie, a nasz statek, na którego pokład wskoczył Kubuś, nie kołysze się i płynie dalej.,mimo licznych raf i gór lodowych po drodze. Dzięki Wam kochani za każdą złotówkę,za każdy grosik, za każde słowo wsparcia i za każde udostępnianie.
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka



Kochani, znalazłam w lesie maleńkiego kotka. Z masą kleszczy w sierści, z bliznami. Co go poturbowało? Lis? Inny kot? Byl bardzo zabiedzony i wyniszczony. Taki mały szkielecik. Burasek. Wydawalo mi się, że ma najwyżej 3 miesiące. Jednak kiedy pojechałam do mojej pani dr, Eweliny Przyluskiej w Mieścisku, którą wszystkim Wam przy okazji serdecznie polecam, jeśli mieszkacie w okolicy, okazalo się, że jest to kot , który ma około roku., może nawet troszkę więcej. Nie ma nawet już jednego kła. Gdzie go stracił? Nie wiadomo. Może wypadł sam, z osłabienia. W każdym razie kotek wygląda jak mały kociaczek. Pani doktor powiedziala, że musiał w tym lesie przebywać już długo... Jest u mnie i raczej nie wydaje mi się, że uda mi się znaleźć mu domek, poza tym przywiązałam sie do malucha. Badanie, odrabaczanie, odpchlenie, wzmacnianie witaminami, elektrolitami... Kotka nazwałam Kubuś, bo do złudzenia przypomina mojego kochanego Kubusia, ktory odszedł za Tęczowy Most po ostrym zapaleniu wątroby w marcu tego roku.. Kotek powędrował do klatki , na kwarantannę i byl niesamowicie grzeczny i spokojny.Na pewno byl wyczerpany. Kiedy wyszedł do moich kotów i psow, wyglądało to tak jakby znal je juz długo. Zero konfliktów i zaczepek. Kubuś wciąż zmaga się z resztkami infekcji dróg oddechowych i wciąż jest zbyt chudy. Kiedy już całkiem wydobrzeje, czeka go kastracja. Niie ukrywam, że obciąża mnie finansowo ta sytuacja, dlatego z bólem serca, ale i z nadzieją na choćby drobną pomoc, otworzyłam tę zbiórkę.
Ale to nie jedyny powód. Prawie w tym samym czasie straciłam mojego kochanego kotka - Malutkiego. Kota niezwykłej urody, w kolorach rudości i bursztynu.Kochanego przez każdego, kto go znał. Nawet nie potrafię powiedzieć ile łez wylałam. Malutki był kotkiem bardzo mocno związanym z moim s.p.Mężem. Kiedy umarł, Malutki popadł w depresję. Stracił apetyt, był apetyczny. Starałam się zapewnić mu jak najlepsze kocie życie bez jego ukochanego pana i myślę że udalo mi się. W tym roku niestety Malutki opuścił mnie na zawsze. Mial niewydolność nerek.
Te dwie sprawy przerosły mnie. Malutkiego nie ma, ale zostaly koszty. Jest nowy kotek. Dlatego z ciężkim sercem ośmielam się prosić Was o pomoc. O nawet najdrobniejszy grosz. Bo mam, oprócz nowego Kubusia jeszcze 10 zwierząt. 5 psów i 6 kotów, w tym 3 psy są już stare : Henia, którą uratowałam w zeszlym roku dzięki Waszej pomocy z ciężkiego zapalenia trzustki i wątroby. Henia do końca życia musi dostawać enzymy na trawienie, jej mamę Sally - z padaczką i w pampersach i Ozzusia - pieska z bukaresztańskiej ulicy. I jakoś sobie radzimy, ale kiedy zdarzają się takie dramatyczne historie i w dodatku dwie na raz, to finansowo nie daję rady. Dlatego serdecznie proszę Was o pomoc, jeszcze raz. Jeśli czujecie taką potrzebę serca i jesteście w stanie, będę za każdy malutki grosik wdzięczna. A jeśli nie możecie, to proszę o udostępnianie mojej zrzutki.
Bardzo , bardzo dziękuję w imieniu Heni, Saly, Soni, Ozzusia, Ritki, Darylka, Jimmusia, Bruni, Mii, Miecia i Kubusia.
Agnieszka










Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Paweł
Dla Kubusia z lasu
Agnieszka Moitrot - Organizator zbiórki
Popłakałam się. Dziękuję.Po prostu dziękuję Ci Paweł.Razem z Kubusiem i wszystkimi moimi zwierzakami.
Kot Q
Kuba - przetrwałeś tyle partyzancie to żyj nam teraz długo i nie pękaj!
Agnieszka Moitrot - Organizator zbiórki
KocieQ, to ja, Kuba. Ciężko było, nie wiedziałem czy dam radę, ale bardzo się starałem, trochę blizn mi zostało, ale jestem , jestem i żyję, mam kolegów i koleżanki, psie i kocie i super życie teraz, hej🐈⬛💚Pozdrowionka