Grupa ludzi siedzących przy stole, prowadzących dyskusję.

Ppłk w niebezpieczeństwie

9 260 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciło 76 osób
Wpłać teraz Udostępnij
 
Aleksandra Czwojdrak - awatar

Aleksandra Czwojdrak

Organizator zbiórki

Pan podpułkownik ukrywa się od ponad czterech lat. Od dnia upadku Kabulu w sierpniu 2021 roku codziennie ociera się o śmierć.

Pozbawiono go domu i wszystkiego, co miał. Udokumentowane są przypadki okaleczania dzieci, których rodzice byli zatrudnieni przez poprzednie władze jego kraju, zagrożeni są więc też jego bliscy.

Do czasu zakończenia długotrwałych i mozolnych procedur imigracyjnych (toczą się one dziś w trzech różnych krajach zachodnich) pan podpułkownik jest zdany całkowicie na pomoc z zewnątrz, pomoc od osób, które okażą mu współczucie w tej niemożliwie trudnej sytuacji.

Okazując mu serce, zadbamy o podstawowe potrzeby jego rodziny oraz w dosłownym sensie uratujemy im życie, co jest niemożliwe bez zapewnienia im bezpiecznego miejsca.

Gorąco proszę każdego, kto może, o dołączenie do wsparcia dla pana podpułkownika i o umożliwienie mu przetrwania do dnia, gdy będzie mógł znów żyć jako wolny człowiek.

Walczył o wolną, demokratyczną ojczyznę — ale walczył jednocześnie o wyzwolenie naszego świata od terroryzmu. To nasz sojusznik i przyjaciel, człowiek prawy i odważny. Okażmy mu serce. Każda, nawet najdrobniejsza suma jest dla nich na wagę złota i dosłownie na wagę życia.


*******************************************************************

Pan ppłk poprosił mnie o pomoc i upoważnił do zorganizowania tej zbiórki. Udostępnił mi wszystkie potrzebne materiały na swój temat: dokumenty, zdjęcia, listy z rekomendacjami. Jestem z nim w stałym kontakcie. Skontaktował mnie też z osobami z Zachodu, które znają go osobiście, aby dodatkowo potwierdziły autentyczność jego osoby i jego trudnego położenia.

Poniżej zamieszczam więcej szczegółowych informacji i screeny niektórych materiałów od niego otrzymanych, w razie życzenia mogę służyć dodatkowymi.

********************************************************************

Bardziej szczegółowy opis osoby pana ppłk i jego obecnego położenia 

Jako podpułkownik Sił Powietrznych Afganistanu służył w armii swojego kraju w okresie wojny NATO z al-Kaidą, ISIS i innymi terrorystami, blisko współpracował z siłami powietrznymi NATO. Jako prawnik był prokuratorem wojskowym i ścigał korupcję w afgańskiej armii, wszechobecną podczas NATO-wskiej misji Resolute Support. Był też osobą odpowiedzialną za zatwierdzanie ataków powietrznych. Na zdjęciu powyżej widać go na posiedzeniu Komisji ds. Zapobiegania i Ograniczania Ofiar Cywilnych w Biurze Rady Bezpieczeństwa Narodowego Afganistanu (rysy jego twarzy zamazałam ze względów bezpieczeństwa), jakie odbywało się z udziałem wysokiej rangi wojskowych NATO, m.in. włoskiego generała Zanellego. Nasz przyjaciel był jednym z jej najważniejszych uczestników.

Jest patriotą o demokratycznym nastawieniu, zwolennikiem nowoczesnego państwa. W tym roku skończy 34 lata, z wykształcenia jest prawnikiem i politologiem, oprócz pełnienia służby wojskowej wykładał stosunki międzynarodowe na prywatnej uczelni Khana e-Noor w Kabulu. Służąc ramię w ramię z wojskami NATO wierzył w dalszą demokratyzację i modernizację swojego kraju, brutalnie przerwaną w latach osiemdziesiątych przez napływających z Iranu mudżahedinów. Powrót na drogę demokratycznych reform w okresie misji NATO utrudniała jednak panosząca się nawet na najwyższych szczeblach władzy korupcja i przestępczość, której zachodni sojusznicy nie próbowali niestety przeciwdziałać.

Wskutek jego działalności w Dywizji Planowania Ataków Powietrznych i jako prokuratora wojskowego stał się już podczas misji Resolute Support celem dla terrorystów i nie mógł opuszczać bazy ze względu na zagrożenie życia, widywał się z rodziną tylko raz w roku.

Nagła, chaotyczna i nieprzemyślana ewakuacja Amerykanów i wojsk NATO 15 sierpnia 2021 roku zaskoczyła wszystkich, w tym ich afgańskich sojuszników.

– Tak, to było wielkie rozczarowanie – przyznaje pan podpułkownik. – Z ręką na sercu, nigdy bym nie przypuszczał, że USA oddadzą cały Afganistan. Osobiście przewidywałem, że zostanie wdrożone jakiegoś rodzaju porozumienie pokojowe.

Ewakuacja zachodnich wojsk, przeprowadzona nieoczekiwanie i bez jakiegokolwiek planu z dnia na dzień, gdy nowi władcy stali już u wrót miasta, umożliwiła ucieczkę na Zachód wielu osobom na fałszywych papierach, w tym osadzonym w pobliskim więzieniu o zaostrzonym rygorze, którzy w chaosie tego dnia wydostali się na wolność. Bezładna ucieczka sił zachodnich pogrążyła z kolei w sytuacji bez wyjścia partnerów i współpracowników NATO na miejscu, o ich ratowaniu nikt nie pomyślał. Ewakuował się ten, kto zdążył na czas dotrzeć do jednego z wylatujących z Kabulu samolotów i wcisnąć się na jego pokład.

Niestety naszego przyjaciela nie było w tym gronie. Jego rodzina znajdowała się w tym dniu na drugim końcu kraju, a on sam w jeszcze innym miejscu zabezpieczał teren, aby jego koledzy piloci mogli uciec swoimi samolotami do sąsiednich krajów.

Od tamtego czasu, od 15 sierpnia 2021 roku, musi się ukrywać. Taki jest los tysięcy innych afgańskich oficerów i komandosów, którzy walczyli ramię w ramię z wojskami NATO, oraz tłumaczy, policjantów i innych osób, które współpracowały z NATO lub z poprzednim rządem. Regularnie docierają informacje o kolejnych ginących oficerach.

Pan podpułkownik wydał na kryjówki i utrzymanie rodziny wszystkie oszczędności, jakie zgromadził w okresie służby wojskowej oraz przez pierwsze lata pracy w ościennych krajach (obecnie wydalają one Afgańczyków). Skonfiskowano jego rodzinny dom, pozbawiono wszystkiego jego rodziców (również odebrano emeryturę jego wiekowemu ojcu). Jego krewni byli już przetrzymywani i torturowani. (To już rodzinna tradycja. Za poprzedniego reżimu, w latach dziewięćdziesiątych jego ojca, nauczyciela z długoletnim stażem, również spotkał podobny los za organizowanie nauki dla dziewcząt. Po wypuszczeniu na wolność musiał się ukrywać, a siedmioletni wówczas bohater naszej zbiórki stał się jedynym żywicielem rodziny, musiał zająć się pracą zarobkową).

Pan podpułkownik ukrywa się więc w tej chwili razem z żoną i 12-letnim synem, który od blisko pięciu lat nie chodzi do szkoły i nie może bawić się z rówieśnikami. Tata uczy go angielskiego, matematyki i umiejętności komputerowych. Razem z nimi w kryjówce mieszkają też pozbawieni wszystkiego wiekowi rodzice, dwie niezamężne młodsze siostry i dwaj z bracia rodzinami. Muszą jakoś odbudować swoje życie w Afganistanie w sytuacji, gdy w każdej chwili grozi im niebezpieczeństwo, a kraj jest pogrążony w bezprecedensowej zapaści gospodarczej.

Po wykorzystaniu wszystkich swoich oszczędności nasz przyjaciel jest zmuszony liczyć na pomoc z zewnątrz, by pokrywać comiesięczne koszty utrzymania oraz opłat za kryjówki i ewentualnej pomocy medycznej, z której żyjąc od czterech i pół roku w tak ogromnym stresie i biedzie muszą nieraz po kryjomu korzystać. 14-osobowa rodzina -- od osób wiekowych po dzieci, w tym cztery małżeństwa -- ukrywa się w wynajmowanych czterech pokojach. Takie warunki można znosić przez parę tygodni, lecz przez ponad 4 lata?

W toku są procedury azylowe naszego przyjaciela w trzech krajach zachodnich. Na początku roku pan podpułkownik z żoną i synem byli już o krok od otrzymania wizy do Stanów Zjednoczonych, gdy wskutek dużego napływu osób na fałszywych papierach prezydent Trump wstrzymał realizację programu wizowego. Są duże szanse na to, że wnioski o azyl w tych krajach zostaną rozpatrzone pozytywnie, jednak procedury wizowe są długotrwałe i mozolne. Jeśli wszystko ułoży się pomyślnie, możliwość wyjazdu pojawiłaby się w ciągu kilku miesięcy, może się jednak okazać, że potrwa to jeszcze rok, a nawet dwa lata. Do tego czasu rodzina ta nie ma szans na przeżycie i stanięcie na własnych nogach bez pomocy z zewnątrz.

Z najwyższym wysiłkiem nasz przyjaciel zdołał zlokalizować dwie osoby, z którymi współpracował podczas misji Resolute Support, i osoby te chętnie udzieliły mu wsparcia. Pomoc ta jest jednak dalece niewystarczająca na potrzeby 14-osobowej rodziny, która musi się ukrywać, by mieć szansę na przeżycie.

W swoim życiu pan podpułkownik ratował życie wielu osób i wielu osobom pomagał. Teraz on sam potrzebuje pomocy.

*******************************************************************

Poniżej kilka zdjęć z okresu jego służby wojskowej ramię w ramię z wojskami NATO w okresie misji Resolute Support. Jego twarz ze względów bezpieczeństwa zamazałam.

*******************************************************************

Poniżej trzy screeny rekomendacji od urzędników i wojskowego z krajów NATO, którzy osobiście poznali pana ppłk i współpracowali z nim. Niestety, aby móc je tu zamieścić, musiałam mocno pomniejszyć ich rozmiar i są w tej postaci trudne do odczytania. Każdemu jednak chętnemu udostępnię je w oryginalnym rozmiarze. Ze względów bezpieczeństwa zamazałam jedynie jego nazwisko oraz funkcje, które pełnił.

****************************

Jeszcze bardziej szczegółowo życie i obecną sytuację naszego przyjaciela opisałam na blogu:

https://www.salon24.pl/u/panidubito/1460662,zdradzeni

Pan ppłk był kilkakrotnie bohaterem artykułów prasowych i wywiadów:

Podcast dziennikarki "The Washington Examiner" i Fox News:

https://www.youtube.com/watch?v=EYWSTNmKNzg

Dziennikarka australijskiego radia ABC:

https://www.abc.net.au/listen/programs/radionational-breakfast/afghan-speaks-as-trump-ban-throws-future-in-limbo/104854186

Wśród kilku artykułów prasowych, w których mowa o tej sytuacji, jest m.in. ten w "San Francisco Chronicle":

https://www.sfchronicle.com/us-world/article/refugee-ban-20050175.php

I ten na łamach "AP News":

https://apnews.com/article/refugees-trump-immigration-executive-orders-resettlement-afghans-2a673e3a01ff6fa5006ef47f50dba158

Niestety pomimo takiego nagłośnienia tragicznej sytuacji w krajach zachodnich prócz paru osobistych znajomych pana podpułkownika nie znaleźli się inni chętni do pomocy.

Uratujmy mu życie!


„Jeśli odmówisz ratunku prowadzonym na śmierć i tym, którzy idą na stracenie;

Jeśli powiesz: Nie wiedzieliśmy o tym;

Czy ten, który waży serca, nie rozumie?

A ten, który strzeże twojej duszy, nie pozna?

I czy nie odda człowiekowi według jego uczynków?”

Księga Przysłów 24,11-12 (UBG)

9 października 2025

Ogromnie dziękuję za kolejne, tak hojne wpłaty! 

Serdecznie proszę o w miarę możliwości udostępnianie tej zbiórki i pamięć o naszym przyjacielu. Jak najszybsze wydostanie się z kraju to priorytetowa kwestia jego bezpieczeństwa, a właśnie z ewakuacją wiąże się największy koszt.

Parę dni temu pan podpułkownik przesłał mi dwa króciutkie filmiki ze swoim 12-letnim synem. Na jednym chłopiec przedstawia się po angielsku: "My name is ..., I'm from ...", bardzo płynną angielszczyzną. Na drugim coś pisze w notatniku. Nie chcę jednak zamieszczać tych filmików publicznie, aby nie robić z chłopca "narzędzia marketingowego", a także ze względu na jego bezpieczeństwo, ponieważ on też jest zagrożony. Wycięłam jednak fragment kadru z filmiku, na którym coś pisze. W świetle słońca litery ledwo widać, ale spróbowałam nieco polepszyć kontrast i być może dojrzycie napis: "Please save us!". Na obydwu filmikach widać, że chłopiec pomimo tych trudnych okoliczności dorastania to bardzo pogodne, szeroko uśmiechające się dziecko. Choć gdy przez ułamek sekundy jego twarz pojawia się na zbliżeniu, w oczach widać dojrzałość ponad jego wiek, wręcz dorosłość.


15 października 2025

Ogromnie dziękuję w imieniu pana podpułkownika i własnym za życzliwość i tak hojne wpłaty! Spełniają one nie tylko funkcję praktyczną (umożliwiają przeżycie), ale są też wsparciem moralnym -- jak powiedziała mi niedawno osoba z Anglii, która przez dwa lata zajmowała się pomocą weteranom z tego kraju, brak pewności co do wyżywienia, niepewność jutra, konieczność całkowitego zdania się na pomoc z zewnątrz stanowi dla nich bodaj największe obciążenie psychiczne. A muszą oni myśleć nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o swoich bliskich, którzy razem z nimi są zmuszeni przebywać w zamknięciu.

Uzgodniłam z naszym przyjacielem, że przekażę mu dotychczas uzbieraną kwotę (981 zł) i właśnie to zrobiłam za pośrednictwem Western Union, dodałam parę groszy od siebie i koszt przekazu. Łącznie wysłałam 1030 zł, co odpowiada kwocie 17.681,40 afganów. Oto pokwitowanie otrzymane od Western Union. Nazwisko dla bezpieczeństwa zamazałam:

Przy okazji donoszę, że sprawy wizowe wydają się być na dobrej drodze, pojawiło się światełko w tunelu i cień szansy na to, że sprawy przybiorą nieco szybszy obrót. Byłoby wspaniale, gdyby tak się stało, choć będzie to się wiązać z koniecznością prędkiego uzbierania na koszty wiz i przeprawy przez granicę.

Niezmiennie polecam jego i jego rodzinę Waszej pamięci i modlitwom.


2 stycznia 2026

Powracam do zwyczaju aktualizowania zbiórki poprzez uzupełnianie jej opisu -- tak chyba wygodniej jest czytać, niż wkradać się do poszczególnych aktualizacji pod spodem.

Osiągnęliśmy poziom ponad 10% planowanej minimalnej kwoty. To dużo -- i za to wielkie dzięki dla wszystkich wspierających -- ale i niedużo, ponieważ o ile z grubsza dajemy radę zapewniać naszemu przyjacielowi i jego bliskim bezpieczną kryjówkę i wyżywienie (za co pan podpułkownik jest naprawdę ogromnie wdzięczny, bo lęk o los najbliższych, że nie będzie miał czym ich nakarmić, był dla niego wielkim stresem), o tyle wciąż jest nas za mało, aby zapewnić mu ewakuację.

Przekazałam naszemu przyjacielowi w noc sylwestrową kolejne 1050 zł ze zbiórki i dodatkowe 350 zł od zaprzyjaźnionych sąsiadów i ode mnie, czyli łącznie 1400 zł. Dało to razem 24.758 afgani. Nasz przyjaciel zrobił z tego następujące zakupy:

Food essentials

  • Sack of third grade rice: 2,300 AFN
  • Sack of flour: 1,130 AFN
  • Liquid cooking oil, two bottles (10 liters total): 1,260 AFN
  • Beans, four kilograms: 400 AFN
  • Chickpeas, four kilograms: 400 AFN
  • Mung beans, four kilograms: 300 AFN
  • Tomato paste, one carton: 1,100 AFN
  • Macaroni, ten packs: 400 AFN

(Niestety zbiórka nie pozwala mi wgrać w tym miejscu więcej zdjęć...).


Hygiene and Household

- Shampoo, three large bottles: 150 AFN

- Toothpaste: 150 AFN

- Laundry soap: 100 AFN

- Zinc soap, three bars: 150 AFN


Power and Connectivity

- Power bank for mobile phone: 1,600 AFN

- Power bank for Wi Fi device: 1,500 AFN


Dziś będą kupować gaz do gotowania:

Price per kilogram: 53 AFN

Total cost: 50 × 53 = 2,650 AFN


Jeśli dobrze liczę, łączna kwota wynosi: 10.940+2.650 = 13.590 AFN

Przypomnę, że jest to koszt życia wieloosobowej rodziny, która póki nasz przyjaciel się ukrywa, również jest zagrożona i musi się ukrywać z lęku o własne życie / zdrowie.

W tej kwocie nie są uwzględnione produkty żywnościowe kupowane na bieżąco (warzywa, nabiał, mięso), inne nagłe potrzeby, np. koszty pilnych interwencji medycznych, a przede wszystkim koszt kryjówki, prądu, wody. Który postaram się podać w następnym wpisie, gdy skontaktuję się ponownie z panem podpułkownikiem.


13 stycznia 2026

Z poślizgiem podaję resztę kosztów życia pana podpułkownika i jego rodziny:

Za kryjówkę płacą w tej chwili 11.000 AFN.


Oto zestawienie wszystkich kosztów, jakie w tej chwili ponoszą. Wklejam je bezpośrednio z mejla, nie tłumacząc na polskl:

Fixed Expenses

  • House rent: 11,000 AFN
  • Electricity: 6,000 AFN
  • Internet: 2,000 AFN
  • Gas: 3,000 AFN

Food and Essentials

  • Rice (Grade 3), 25 kg: 2,300 AFN (Grade 1 would be 3,500)
  • Wheat flour (Grade 2), 1 bag: 1,170 AFN (Grade 1 would be 2,000)
  • Cooking oil (Grade 3), 10 liters: 1,260 AFN (Grade 1 is 300/kg)
  • Beans, 4 kg: 400 AFN
  • Chickpeas, 4 kg: 400 AFN
  • Macaroni, 10 packs: 450 AFN
  • Sugar: 300 AFN
  • Potatoes, 10–15 kg × 30 AFN/kg: 300–450 AFN
  • Onion, variable (10 AFN/kg, unknown quantity)
  • Other vegetables: 2,000 AFN
  • Meat, 4 kg: ~2,000 AFN

Health Expenses

  • Dental treatment (Arif & Mother): 10,000 AFN
  • Treatment (Farzaneh): 5,000 AFN
  • Mother’s asthma medicine: 1,000 AFN
  • My medicine & tests: 1,400 AFN

Note: Health expenses vary significantly month to month. This month they totaled 17,400 AFN, but in the future these costs could be higher, lower, or even zero.

Hygiene / Cleaning

  • Soap & washing powder: 500 AFN
  • Toothpaste, shampoo, soap: 500 AFN


Estimated Total Monthly Expenses: 51,000–51,130 AFN (depending on variable items like potatoes and onion)

****

A zatem miesięczne koszty ich utrzymania wynoszą nieco pond 51.000 AFN, czyli ok. 2800 złotych. Na naszej zbiórce w ciągu 3,5 miesiąca uzbieraliśmy dwukrotność tej miesięcznej kwoty. Brakującą resztę uzupełniam ze środków, które przekazują mi bezpośrednio odwiedzający mnie znajomi, oraz z własnych środków. Amerykański znajomy naszego przyjaciela założył też dla niego zbiórkę w euro, niestety wpłaty pojawiają się na niej tylko sporadycznie, choć ze względu na wyższą wartość euro są oczywiście bardzo cenne.


Nasz przyjaciel podaje dodatkowe szczegóły dotyczące ich utrzymania:

  • Wszystko gotują w domu na kuchence gazowej, sami również pieką chlebki pszenne. Gdyby kupowali gotowe w markecie, potrzebowaliby kupić 42 chlebki dla 14 osób (3 posiłki dziennie), co przy koszcie 10 AFN za chlebek dałoby miesięcznie sumę 12.600 AFN za sam chleb! Piekąc samemu, sporo zaoszczędzają.
  • Ich śniadanie składa się z: chlebka i filiżanki herbaty z cukrem. Tylko rzadko mają do tego jakiś nabiał, również rzadko jadają owoce.
  • W kosztach nie zostały uwzględnione ubrania, skarpety, rękawiczki itd. Jak mi powiedział nasz przyjaciel, rodzina ma jeszcze zapasy odzieży z ubiegłych lat, on sam jednak nie miał. Jak to pokazałam w jednym z wpisów poniżej, kupił sobie kurtkę (raczej jesienną niż zimową) i koc do okrywania się. Dodam, że plagą w Afganistanie (prócz plagi głodu) stały się wyłączenia prądu. Ponieważ ogrzewają się prądem, bywa, że w mieszkaniu jest dłuższy czas lodowaty chłód. Poprosiłam, żeby kupili sobie dodatkowe koce.
  • Jeśli pan podpułkownik przypomni sobie jakieś drobniejsze wydatki, to poda i zamieszczę je tutaj.


Jeśli przeanalizujecie koszty podane przez niego, zauważycie, że żywią się głównie węglowodanami (mąka pszenna, ryż), i to skromnie, z dodatkiem warzyw strączkowych, a ilość białka zwierzęcego i warzyw w ich jadłospisie jest symboliczna. Poprosiłam więc pana podpułkownika, aby jedli więcej białka i warzyw, to jest ważne dla zdrowia, szczególnie w ich ciężkiej sytuacji, tym bardziej, że jest tam kilkoro dzieci, które szczególnie potrzebują składników odżywczych do wzrostu i rozwoju. Będę się więc rozglądać za pieniędzmi na ten cel. Nie będzie to w przeliczeniu na złote ogromny wydatek, ale w sytuacji, gdy ciągle brakuje środków, będzie to kwota istotna.

Na sercu leży mi też sprawa ich mieszkania-kryjówki. Gdyby podpułkownik z żoną i synem dostali wizy już niedługo, problem wielkiej ciasnoty by się nieco rozwiązał, każda rodzina miałaby jeden pokój dla siebie. Jednak czy tak się stanie, tego nie wiemy. Niestety wynajęcie czegoś większego dla dużej rodziny, złożonej z czterech rodzin z dziećmi, oznacza w praktyce wynajęcie całego domu, ponieważ tak rozległych pięter nikt tam nie buduje. A to zwiększałoby koszt wynajmu co najmniej dwukrotnie, do równowartości około 1400 zł miesięcznie.

Proszę więc Was o nieustanną pamięć o tej rodzinie, aż do szczęśliwego rozstrzygnięcia ich trudnej sytuacji. Potrzeby są wielkie i nawet o wszystkich nie piszę...

I na koniec -- pan podpułkownik przesłał mi kolejną partię zdjęć.

Jedno jest z dawnych dobrych czasów -- widać go z jego psem Alexem (musiał go w swojej obecnej sytuacji powierzyć cudzej opiece, podobno jednak Alex ma dobrze w nowym domu) oraz kolegą "gorylem". Jak wspominałam wyżej, już podczas misji NATO był na celowniku i nie mógł ruszać się z bazy, a jeśli już, to z obstawą. Niestety jego twarz będziecie mogli zobaczyć dopiero wtedy, gdy będzie bezpieczny (a jeśli ktoś chciałby zobaczyć ją już, proszę o kontakt, a prześlę zdjęcia na email).

A to zdjęcie z wczoraj -- jego 12-letni syn (bardzo mądry chłopiec, kiedyś zamieszczę jego wypowiedzi) usiłuje uruchomić w laptopie stary dysk CD z nagranym ślubem rodziców :-)

Jak widać, żyją "na walizkach"...  :-(


15 stycznia 2026

Wczoraj przekazałam panu podpułkownikowi kolejną transzę prezentów od Was, uzupełniając ją dodatkowo środkami, które miałam pod ręką. Poprosiłam, żeby przeznaczył to na uzupełnienie jadłospisu o dodatkowe białko i warzywa. Powiedział mi też, że mają za mało naczyń (talerzy) i że gdy jest posiłek, to często jedni muszą czekać, aż drudzy zjedzą, a już zwłaszcza gdy przyjeżdżają goście (parę dni temu odwiedził ich wujek, miesiąc temu sporo czasu spędziła u nich jego najstarsza siostra z córeczkami, ta, o której tragicznym losie kiedyś tu pisałam, ok. dwa tygodnie temu na kilka dni przyjechała druga siostra z innego miasta na badania, ponieważ cierpi na potworne bóle głowy). Z tych pieniędzy pan ppłk dokupi więc trochę dodatkowych naczyń stołowych.

Nasza zbiórka ma już 3,5 miesiąca, postanowiłam więc przedstawić tu jej rozliczenie za ten okres. Poniżej zestawienie wypłat ze zbiórki -- łącznie była to kwota 5.770 zł, w sześciu transzach (obrazek w dwóch kawałkach, bo większych zdjęć zbiórka nie mieści):

Poniżej zamieszczę skany przekazów do naszego przyjaciela. Są to kwoty przeważnie mniej lub bardziej większe od uzbieranych na zbiórce, bo dorzucam parę groszy od siebie i ewentualnie to, co podrzucą mi bezpośrednio zaprzyjaźnione osoby, które nie umieją wpłacić na zbiórkę :-)

Raz zapisywałam sobie na dysku potwierdzenia odebrania, innym razem potwierdzenia, że pieniądze czekają już w banku na odebranie. Nasz przyjaciel odbiera je tego samego dnia, w ciągu kilku godzin od ich wysyłki.


Przekaz 1

Przekaz 2

Przekaz 3

Przekaz 4

Przekaz 5

Przekaz 6

20 stycznia 2026

Od upadku Kabulu upłynęły 4 lata i 5 miesięcy. Co robił przez ten czas pan podpułkownik?

Nasz przyjaciel przegląda stare zdjęcia i niedawno pokazał mi właśnie jedno zrobione w dniach bezpośrednio po wycofaniu się NATO z Afganistanu. Widać na nim, że jest rozgoryczony i zdesperowany, mówi, że płakał wtedy rzewnymi łzami. 

Nie miał jednak czasu do stracenia i nie mógł sobie pozwolić na żałobę, miał na utrzymaniu rodzinę, a z dnia na dzień stracił obydwa źródła utrzymania -- w Afgańskich Siłach Powietrznych i na uniwersytecie w Kabulu. Pojechał więc do sąsiedniego Iranu, aby zarabiać na życie. Pracował na budowach.

Właśnie gdy był w Iranie, dotarła do niego wieść, że skonfiskowano jego rodzinny dom, gdzie mieszkała cała rodzina, ta która dziś się ukrywa. Również gdy był w Iranie, skontaktował się z nim kolega pilot z USA, z informacją, że uruchomił dla niego procedurę wizową i że pan podpułkownik powinien teraz jechać do Pakistanu (gdzie znajduje się konsulat USA) i tam czekać na swoją wizę.

Po około roku pracy w Iranie, pod koniec 2022 roku, wyjechał więc z tego kraju i za resztę zarobionych pieniędzy kupił roczną wizę do Pakistanu. Mieszkał tam w wynajmowanych pokojach w oczekiwaniu na wizę, chwytając się dorywczych prac, aby zarobić na siebie i rodzinę w kraju. Właśnie podczas pobytu w Pakistanie próbował go zwerbować nasz napastliwy sąsiad. Trwała już wtedy wojna w Ukrainie i ktoś za naszymi wschodnimi granicami był najwyraźniej dobrze zorientowany w kompetencjach pana podpułkownika. Zaproponowano mu pracę w analogicznej jednostce, jak służył w swoim kraju, z tym, że celem nalotów mieli być nie terroryści, a ukraińskie miasta. Miał dostać mieszkanie, sowite wynagrodzenie i mieć zapewnione wszelkie udogodnienia. Widziałam formalne pismo po rosyjsku, choć stało w nim zupełnie co innego, niż mu ustnie zaproponowano. Nasz przyjaciel odmówił. Druga strona nie ustępowała. Bombardowano go telefonami (których nie odbierał), aż wreszcie w Pakistanie zapukał do jego drzwi w tanim hotelu wysłannik obcego agenta. Gdy podpułkownik ponownie odmówił współpracy, tamten zaczął mu grozić. Nasz przyjaciel zmylił jego czujność i uciekł z hotelu w zupełnie inne miejsce, nic nikomu nie mówiąc. Tamten już go więcej nie odnalazł. Upływały kolejne miesiące, aż wreszcie minął rok, Amerykanie jednak się nie odezwali. Wiza straciła ważność i pan podpułkownik z pustymi rękami wrócił do kraju.

Rok 2024 przesiedział w kryjówce. Na wizy pieniędzy już nie miał, pracować w kraju nie mógł, bo się ukrywał, zresztą kondycja gospodarcza kraju jest taka, że nie ma pracy nawet dla zwykłych ludzi. Zarobione za granicą pieniądze się skończyły i trzeba było zacząć korzystać z pożyczek. Za to na pociechę w połowie roku odezwali się nareszcie Amerykanie. Wiza była na dobrej drodze. Sprawę pilotował Amerykanin Mark, z którym skontaktowała naszego przyjaciela pracownica Czerwonego Krzyża z Londynu, poznana podczas misji NATO. Procedura wizowa szybko zmierzała do końca, pozostały jeszcze do wykonania tylko badania medyczne, już siedzieli na walizkach.

I przyszedł rok 2025. I Trump. Który z dnia na dzień zawiesił program wizowy dla afgańskich sojuszników. Nadzieje prysły. Zostali bez środków do życia. Możecie o tym czytać w artykułach, które linkuję wyżej, i słuchać w wywiadach przeprowadzanych przez zachodnie dziennikarki. Nawet gdyby pan podpułkownik nie musiał się ukrywać, i tak nie miałby gdzie pracować. Afganistan pogrążał się w coraz większej zapaści gospodarczej, pracy i tak nie było, wygłodniałe matki w burkach żebrały na ulicach o jedzenie dla dzieci. Nasz przyjaciel zwracał się o pomoc do wielu zachodnich organizacji charytatywnych, ale żadna nawet mu nie odpisała. Wówczas Mark (jestem z nim w kontakcie) utworzył dla niego zbiórkę w euro. Wpłaciło na nią tych paru kolegów naszego przyjaciela z Zachodu i zbiórka stanęła w miejscu.

Wkrótce potem na X natknęłam się na pana podpułkownika. Zapytałam, jak można mu pomóc (ponieważ miałam niejakie pojęcie o nieszczęsnym losie tych naszych sojuszników). Poprosił mnie o udostępnianie tej zbiórki. Zaczęłam ją więc udostępniać i przekonałam się, że zrozumienie okazaliście jedynie Wy, ludzie z Polski. Dlatego dla ułatwienia uruchomiłam zbiórkę polską, w polskich złotych. Proszę o dalsze wspieranie jego i jego bliskich, aż doprowadzimy sprawy do szczęśliwego zakończenia.

Na koniec inne zdjęcie z irańskich placów budowy.

27.01.2026

Wczoraj przekazałam naszemu przyjacielowi kolejną transzę Waszych podarunków. Pomagam.pl przelało mi uzbierane przez ostatnie kilkanaście dni 820 zł (przepraszam za dziwną wielkość skanu, logika wielkości rubryk proponowanych przez zbiórkę ciągle mi umyka, nie potrafię ich dopasować, duże się nie mieszczą, malutkie wyglądają na wielkie):

Tu natomiast potwierdzenie odbioru przez pana ppłk -- jak widać kwota jest większa, ponieważ dodałam podarek przekazany mi przez mieszkającą po sąsiedzku Basię oraz co nieco od siebie:

Dziwna inwersja dat (wygląda na to, że pan ppłk odebrał pieniądze, zanim pomagam.pl mi je wypłaciło) wynika stąd, że lokalny Western Union stosuje jakieś dziwne datowanie (czas atlantycki czy Honolulu?), poprzedzające o jeden dzień mój faktyczny przekaz, z kolei pomagam.pl rejestruje przelewy z 2-3 dniowym opóźnieniem. W praktyce wygląda to tak, że natychmiast po zleceniu przelewu na pomagam.pl zlecam przekaz do naszego przyjaciela, a on odbiera pieniądze w ciągu kilku godzin.


28.02.2026

Już miesiąc nie robiłam aktualizacji. I z tego powodu, że był to miesiąc ciężki dla mnie osobiście, i również dlatego, że było trochę problemów z finansami dla pana ppłk.

Ok. 9 lutego dowiedziałam się, że nasi przyjaciele po uiszczeniu opłat zostali bez grosza. Na zbiórce nie było wiele (460 zł) -- ale dzięki Wam była to już konkretna kwota -- postanowiłam więc, że dorzucę ze stówkę od siebie i wyślę, co jest.

Na poniższej liście ostatnich wypłat ze zbiórki widać ostatnią wypłatę z ostatniego miesiąca (820 zł), rozliczoną już przeze mnie na stronie zbiórki (wpis powyżej). Dwie mniejsze wpłaty przekazałam już naszemu przyjacielowi kilkanaście dni temu i za chwilę o tym opowiem.

Zaraz zrobiłam więc panu ppłk przekaz na uzbierane 460 zł + sto parę zł ode mnie. Western Union przyjął przekaz do realizacji i powiadomił mnie (a ja naszego przyjaciela), że pieniądze już czekają oraz jaki jest numer przekazu (konieczny do odebrania pieniędzy). Oto owo potwierdzenie:

Po kilku godzinach po otrzymaniu tej informacji zajrzałam do poczty internetowej -- i zmroziło mnie. Spodziewałam się jak zwykle otrzymać potwierdzenie odebrania pieniędzy, a tymczasem... czekała tam na mnie następująca wiadomość:

Bardzo się przestraszyłam. Przekazy podarunków od Was do naszego przyjaciela robię już przecież prawie od pół roku, przeciętnie 2x w miesiącu i nigdy nic podobnego się nie wydarzyło. Do głowy przychodziła mi tylko jedna interpretacja tej wiadomości.

Na szczęście okazała się ona fałszywa. Zajrzałam zaraz do messengera i znalazłam w nim wiadomość od niego -- bank nie chciał mu wypłacić tych pieniędzy, ponieważ...  za mało czasu upłynęło między jednym przekazem a drugim! (A upłynęły 2 tygodnie!). Do dziś nie umiemy tego zinterpretować. Kto wprowadził takie przepisy? Bank na własną rękę? Reżim? W banku poradzono mu, aby wysłać przekaz ponownie w przyszłym tygodniu.

Tak też zrobiłam, a ponieważ kilkoro z Was zrobiło przed ten czas wpłaty, wypłaciłam tę dodatkową kwotę (80 zł, jak widnieje na screenie powyżej), dodałam znowu co nieco od siebie i zleciłam przekaz.

Gdy już go zleciłam, Western Union odmówiło współpracy -- dostałam komunikat, że moje karty płatnicze są nie takie i są nieważne. (A są ważne, z szacownego banku PKO BP, i żaden sprzedawca nie zgłasza co do nich wątpliwości). Pomimo wielokrotnych prób z paroma kartami komunikat był zawsze ten sam. Czyżby jakiś cyberatak? Zdesperowana postanowiłam więc wypróbować innego usługodawcę. MoneyGram. Tam z kolei proces weryfikacji mnie jako nadawcy przekazu okazał się czasochłonny i mozolny. Ostatecznie jednak udało mi się przez to przebrnąć i zaakceptowano mój przekaz, a pan ppłk odebrał go bez problemów.

Niestety MoneyGram nie przesyła potwierdzenia odbioru pieniędzy, ale najważniejsze, że potwierdził to sam obdarowany.

Ze zbiórki pobrałam więc wlutym ogółem 540 zł (jak widać na samej górze dzisiejszego wpisu), a ostatecznie dorzuciłam do przekazu jeszcze kwotę 260 zł.

Później -- jeśli nie liczyć jednej zbawiennej kwoty -- na naszej zbiórce nastała martwa cisza. Dzięki Bogu pojawiło się parę wpłat na zbiórce Marka w euro. Nie kokosy, ale pomogły opłacić choć to, co niezbędne. Dzięki temu nasi przyjaciele dociągnęli do końca miesiąca.

Ja tymczasem szykuję się do wysyłki uzbieranych od tamtego czasu podarków i serdecznie zachęcam każdego z Was do wsparcia, w takiej kwocie, na jaką możecie sobie pozwolić, obyśmy choć zbliżyli się do niezbędnej kwoty miesięcznego wsparcia. Każdy grosz jest cenny! A niedługo trafi w całości w godne ręce. Ważne są też udostępnienia zbiórki. Żeby zaspokoić naszym przyjaciołom minimum potrzeb, musimy uzbierać co miesiąc ok. 3 tys. zł (to jest 14 osób... I kosztowna, jak na tamtejsze warunki, kryjówka, do tego dochodzą jeszcze alarmy medyczne, nieuwzględnione w tej kwocie, oraz rosnące ceny podstawowych produktów, normalne zjawisko w sytuacji dużych niedoborów). Tymczasem w lutym uzbieraliśmy niewiele ponad połowę tej minimalnej kwoty...

Zdesperowany ppłk poszedł dziś szukać pracy. Oczywiście nie znalazł, jego kraj jest dziś w gospodarczej czarnej dziurze wykreowanej przez reżim. Jeśli jednak pojawi się jakaś możliwość, ma zostać powiadomiony. "Czy to aby dobry pomysł? -- spytałam. -- Już w tej chwili ryzyko jest i tak duże". "No właśnie, ryzyko już jest duże, to co szkodzi, żeby było jeszcze większe?" -- roześmiał się. A ja na to: "Skoro tak, to czemu nie iść na całość? Zacznij uprawiać hazard". Oczywiście był to żart, ale w tej sytuacji chyba tylko śmiech może nas ratować. Przynajmniej od czasu do czasu. Każde jego wyjście z kryjówki to wystawianie się na dodatkowe niebezpieczeństwo, a codzienny kontakt z wieloma przypadkowymi ludźmi z zewnątrz wydatnie by to ryzyko zwiększył. Ale cóż, na razie nawet nie ma takiej możliwości.

Proszę więc wszystkich -- i wypróbowanych przyjaciół, i przyjaciół nowych -- abyście nie zapominali o tym dzielnym człowieku i jego bliskich. Liczymy na to, że niedługo przyjdzie ratunek, słyszymy o różnych światełkach w tunelu. Wówczas nasz przyjaciel sam będzie pomagał innym. Ale na razie muszą mieć co do garnka włożyć. A nie mają nawet na skromną porcję nabiału i witamin z warzywniaka. Ich zdrowie i życie zależy w tej chwili tylko od nas.

Pamiętajcie też, proszę, o drugiej założonej tutaj przeze mnie zbiórce -- dla taty widniejącego poniżej młodzieńca. Gdybyśmy uzbierali na źródło jego utrzymania, sytuacja całej rodziny bardzo by się poprawiła. W tej chwili obydwaj bracia są w podobnej sytuacji, choć panu ppłk grozi znacznie większe niebezpieczeństwo.

Na koniec wkleję zdjęcie znanego Wam już syna naszego przyjaciela oraz jego wspomnianego wyżej malutkiego bratanka. Syna nie mogę pokazać w całości, jest już duży i gdyby zajrzał tu ktoś niepowołany, chłopiec byłby zagrożony. Natomiast na maluchy nikt z donosicieli chyba nie zwraca uwagi...

05.03.2026

Wypłata kolejnej transzy środków ze zbiórki i próba ich przekazania naszemu przyjacielowi znów nie obyła się bez niespodzianek. Przesyłanie pieniędzy do tego najnieszczęśliwszego kraju świata powoli zmienia się w thriller. Dotąd nie wiem dlaczego, przez pierwsze pół roku naszej akcji nie było w tym żadnych kłopotów.

Wypłaciłam pieniądze ze zbiórki 2 marca (w potwierdzeniu wypłaty jest jak zwykle data późniejsza) w kwocie 1650 zł.

Niezwłocznie wysłałam przekaz do naszego przyjaciela, w kwocie wyższej o 150 zł dzięki wsparciu od Basi zamieszkałej na sąsiednim pagórku (czyli 1800 zł + 14,90 zł opłaty).

Zaraz pojawiła się informacja, że pieniądze są już do odebrania:

Gdy jednak pan podpułkownik zjawił się w oddziale banku, oznajmiono mu, że przekazu odebrać nie może i już! A ja za chwilę dostałam o tym znane mi już powiadomienie bez żadnego wyjaśnienia:

Ponowiłam przekaz dzień później, niestety o 10 zł mniej niż na pierwotnym przekazie, bo akurat nie miałam więcej własnych środków, a opłata w MoneyGram jest nieco wyższa -- tego właśnie serwisu użyłam tym razem, przeczulona już na punkcie Western Union. Również tym razem na szczęście się powiodło, pan podpułkownik otrzymał pieniądze. Jest to ostatecznie kwota o 140 zł wyższa niż wypłacona przez zbiórkę:

Jak zawsze przepraszam za zamazywanie niektórych podstawowych danych -- jest to konieczne ze względu na bezpieczeństwo naszych przyjaciół. Wszystkie potwierdzenia mam u siebie zarchiwizowane, są też one dostępne na moich kontach w serwisach transferowych, na życzenie mogę je bez problemu udostępnić w mejlu.

Sytuacja w Afganistanie -- jak na całym świecie -- jest bardzo dynamiczna, wręcz dynamiczniejsza niż gdziekolwiek poza samym Bliskim Wschodem. W tej chwili kraj ten, pogrążony w beznadziei, otaczają wojny od południowego zachodu (Iran) i od północnego wschodu (Pakistan). O ile wojna w Iranie nie wdziera się jeszcze przez granicę (choć docierają wieści o porozumieniu obydwu reżimów, przedstawiciele ajatollahów mogą więc gościć u przedstawicieli reżimu i może nawet ukrywać się w tym kraju), o tyle wojna z Pakistanem to wojna tego kraju przeciwko islamistom, których Pakistan sam wyhodował i nasłał na Afganistan. Według deklaracji Pakistanu jest to wojna z reżimem, a jednak nikt z reżimu jeszcze nie zginął, ginie ludność cywilna mieszkająca na obszarach przygranicznych...

W związku z tą wojną sytuacja robi się jeszcze cięższa, niż była! Po pierwsze, wskutek zamkniętego ruchu granicznego z Pakistanem, skąd sprowadzano gros towarów, ceny żywności i podstawowych artykułów poszybowały w górę nawet o 100%. Druga konsekwencja jest równie nieciekawa -- reżim ogłosił mobilizację i obwieścił w meczetach, że wszyscy są obowiązani stawić się na wojnę. Oznacza to intensyfikację nalotów na prywatne domy... Tym większa więc prośba, aby mieć ich w swoich myślach.

Na deser dzisiaj zdjęcie Doni. To siostrzyczka Orhana (zdjęcie w poprzednim wpisie), córeczka średniego brata bohatera naszej zbiórki. Przypomnę przy okazji, że właśnie dla nich założyłam oddzielną zbiórkę: pan major chce pracować i sam zarabiać na życie, niestety pozbawieni wszystkiego przez reżim muszą dostać na początek "wędkę", ponieważ w ich kraju nie ma pracy, a dla takich jak on -- w ogóle. Taksówka to jeden z najpewniejszych tam sposobów na zarobek

Aktualizacje


  • Aleksandra Czwojdrak - awatar

    Aleksandra Czwojdrak

    06.03.2026
    06.03.2026

    Drodzy Przyjaciele,
    Wczoraj przekazałam naszemu koledze kolejną transzę Waszych darów -- i znów nie obyło się bez przygód, na szczęście podpułkownik odebrał już pieniądze. Sprawozdanie z tej teoretycznie prostej operacji zamieściłam w opisie zbiórki, zapraszam do lektury, wystarczy wejść na koniec tekstu.
    Piszę tam też krótko o obecnej sytuacji w ich kraju, wciśniętym między młot dwóch różnych wojen a kowadło reżimu na miejscu. Nie poprawia to już i tak tragicznego położenia Afgańczyków...

    Zdjęcie aktualizacji 185 136

Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Leszek - awatar

    Leszek

    05.02.2026
    05.02.2026

    Powodzenia!!!

    • Aleksandra Czwojdrak - awatar

      Aleksandra Czwojdrak - Organizator zbiórki

      05.02.2026
      05.02.2026

      Wielkie dzięki w imieniu naszego przyjaciela z rodziną! Dziękuję za dołączenie do tej operacji ratunkowej :-) Wszystkiego dobrego :-)

9 260 zł  z 50 000 zł (Cel)
Wpłaciło 76 osób
Wpłać teraz Udostępnij
 
Aleksandra Czwojdrak - awatar

Aleksandra Czwojdrak

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 76

Ewa - awatar
Ewa
30
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
100
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
200
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
150
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
100
k&r - awatar
k&r
200
Leszek - awatar
Leszek
300
Kinga - awatar
Kinga
50
Add alt here
Dołącz do listy
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
1 000

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

People

Podaruj 1,5% Fundacji Pomagam.pl

People

Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Wspieramy chorych w pozyskaniu środków na leczenie, pomagamy zwierzętom i reagujemy natychmiast w pilnych sytuacjach kryzysowych 🚨

Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?

✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.

✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.

Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.

Poznaj Fundację Pomagam.pl