Artur Sypytkowski
Aktualizacja – rok później
29 kwietnia, rok temu z pracy zabrała mnie karetka. To był dzień, który podzielił moje życie na „przed” i „po”. Strach, chaos, a potem diagnoza, która zmiażdżyła mnie psychicznie.
wczoraj- w rocznicę tamtego traumatycznego wydarzenia miałem wykonany kontrolny rezonans oraz została mi podana kolejna dawka leku. Czekałem na wynik z ogromnym napięciem. Dzisiaj go otrzymałem — i mogę w końcu napisać coś, czego jeszcze rok temu nawet nie śmiałem sobie wyobrażać: wynik jest prawidłowy i Nie ma cech wznowy.
Wygląda na to, że obrane eksperymentalnw metody leczenia przynoszą efekty.
Jeszcze rok temu, po usłyszeniu diagnozy, byłem przekonany, że nie dożyję ani Bożego Narodzenia, ani Świąt Wielkanocnych. Żyłem z myślą, że każdy dzień może być ostatnim. Jadłem po 2 kilogramy truskawek dziennie, bo bałem się, że nie będzie mi dane już nigdy się nimi delektować.
Dziś wiem, że walka ma sens. Że nadzieja, choć czasem ledwo tląca się, była warta każdego wysiłku, każdej łzy i każdej nieprzespanej nocy.
Dziękuję Wam z całego serca za wsparcie — finansowe, emocjonalne i to ciche, niewidoczne, ale bardzo odczuwalne. To jeszcze nie koniec tej drogi, ale po raz pierwszy od dawna patrzę w przyszłość z ostrożnym, prawdziwym optymizmem. 💚


Mama Poli
Artur, wspaniale wieści!
Anonimowy Darczyńca
Świetna informacja Artur! :) Jestem przekonany, że Ci sie uda.. :)
Anonimowy Darczyńca
Uwielbiam truskawki :) Mam nadzieje, ze bedziesz sie mogl nimi jeszcze dlugo delektowac. Mocno zycze Ci powrotu do zdrowia!
Olga
Panie Arturze! Cieszymy się razem z Panem 🥰🩷🩷🩷💪💪💪 i nie zostawimy w trudnej sytuacji. Proszę robić swoje i dalej walczyć - ma Pan dla kogo!!! 🫡💪
Ewa
Bardzo się cieszę z postępów w leczeniu. Mocno trzymam za Pana kciuki i wierzę w pokonanie tego cholerstwa. Jest Pan młody, silny i ma dla kogo żyć❤️