Pierwszy raz w życiu znalazłam się w sytuacji z którą nie umiem sobie poradzić i jestem bezsilna dlatego proszę Was o pomoc.
We wrześniu adoptowałam kocurka ze schroniska.Schroniskowy Miki od razu skradł moje serce, dostał nowe imię Kenzo i nowe życie w którym wszystko miało być już dobrze,miał być szczęśliwym i zdrowym kotkiem.
Zgodnie z umową adopcyjną 18 stycznia Kenzo został wykastrowany i 2 dni później zaczęły się straszne problemy i nasz dramat, który trwa do dziś. 21 stycznia Kenzo zaczął się dziwnie zachowywać..nie chciał jeść.. pojechałam do weterynarza ale nic niepokojącego nie zostało zdiagnozowane. Odetchnęłam z ulgą jednak kolejnego dnia rano stan kotka bardzo sie pogorszył i pojechałam do kolejnego weterynarza. Na miejscu okazało sie, że kot ma bardzo wysoką gorączkę, która nie spadała pomimo podania leków w związku z czym rozpoczęła się diagnostyka aby znaleźć przyczynę coraz gorszego stanu kotka. Dostał kroplówki, lekarze zaczęli podejrzewać kocią białaczkę,fip lub fiv. Zrobiliśmy badania w tym kierunku i przerażona, zabrałam kota do domu. W domku trochę mu się poprawiło po tych wszystkich lekach,więc miałam nadzieję,że najgorsze za nami. Niestety, bardzo się myliłam. W poniedziałek stan Kenzo nagle bardzo się pogorszył, przestał jeść,kładł się w dziwnych miejscach,nie było z nim kontaktu. Pojechałam z nim szybko do kliniki całodobowej,gdzie okazało się ,że kotek ma płyn w brzuszku i bardzo wysoką gorączkę. Lekarze zaczęli walkę o jego życie, przeprowadzili bardzo rozległą i ryzykowną operację, której kot mógł nie przeżyć,ale bez zabiegu umarłby na pewno. Okazało się ,że Kenzo ma bakteryjne zapalenie otrzewnej, sepsę,miał w brzuchu ponad pół litra ropnego płynu.
Ale Kenzo to młody kotek wojownik i przeżył operację,udało mi się zdobyć dla niego mrożone osocze,żeby miał więcej szans,walczy i ja też się nie poddam. Zrobię wszystko,żeby go uratować. Jest na bardzo silnych antybiotykach,cały czas przebywa w szpitalu,raz jest lepiej ,raz gorzej,ale cały czas ma szansę na przeżycie,więc leczymy go dalej.
Spotkałam cudowną Panią weterynarz,która robi wszystko,żeby go z tego wyciągnąć,ale kot ma w sobie bardzo odporne na antybiotyki bakterie. To wszystko kosztuje mnie bardzo dużo nerwów i stresu,ale niestety pochłonęło także wszystkie moje oszczędności i nie jestem już w stanie płacić dalej za jego leczenie i na razie robię to niejako na kredyt.
Dlatego,jesli ktokolwiek z Was może wpłacić chociaż złotówkę na pomoc mojemu kotkowi,to błagam, zróbcie to. Bez Was nie będę w stanie spłacić długu w lecznicy i walczyć dalej bardzo jego życie i zdrowie. Dla mnie ten kotek jest częścią mojej rodziny i nie wyobrażam sobie,żeby miało go nie być,a bez leczenia i pobytu w szpitalu nie ma szans na przeżycie. Dodałam zdjęcie kosztów z jednej kliniki, muszę jeszcze wziąć kosztorys z drugiej.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!