Przez lata to on przyjeżdżał na ratunek. Do psów na łańcuchach, do kotów zamkniętych w smrodzie i odchodach, do zwierząt, o które nikt inny nie chciał walczyć. Dziś Grzegorz Bielawski leży w szpitalu zakaźnym z groźną infekcją, w nodze, którą cztery lata temu niemal stracił, ratując psa, który wcześniej śmiertelnie zagryzł człowieka.
Człowiek, który od lat ratuje innych, dziś sam potrzebuje pomocy.

Trzy dni
W piątek razem z nami odbierał kilkanaście zwierząt z tragicznych warunków. Normalnie pracował. Nic nie zapowiadało tego, co miało się stać.
W sobotę miał 40 stopni gorączki. Dreszcze. Noga czerwona jak ogień, spuchnięta, gorąca, pulsująca bólem przy każdym ruchu. Dwie noce bez snu. W niedzielę nie miał już siły sam dojść do toalety - musieliśmy go prowadzić. Na SOR jechać nie chciał. Jak zawsze myślał, że jakoś to przetrzyma.
W poniedziałek decyzję podjęli za niego lekarze. Wyniki krwi nie zostawiały złudzeń.

To nie był zwykły stan zapalny. To był krzyk organizmu, który przegrywa walkę. Kroplówka, dożylny antybiotyk i natychmiastowe skierowanie na oddział zakaźny. W ciężkim stanie. Z zagrożeniem życia.

Krok od sepsy. A sepsa potrafi zabić w ciągu kilkudziesięciu godzin.
Diagnoza: róża. Ostre zakażenie bakteryjne, które nieleczone kończy się sepsą i śmiercią. Bakterie wchodzą przez najmniejszą rankę - a na interwencjach rany, zadrapania i ugryzienia to codzienność. Wchodzimy tam, gdzie od lat nikt nie sprzątał. W odchody, brud, śmieci. Do zwierząt chorych, zarobaczonych, zaniedbanych. W takich warunkach Grzegorz pracuje codziennie. W takich warunkach się prawdopodobnie zaraził.

Noga, która pamięta 2022 rok
Żeby zrozumieć, dlaczego jest tak groźnie, trzeba cofnąć się o cztery lata.
Policja w całym kraju szukała kogoś, kto przyjmie pod opiekę psa w typie owczarka niemieckiego. Psa, który pod Lipnem zagryzł na śmierć człowieka. Zgodził się tylko Grzegorz. Pojechał po niego, choć interwencja z tym psem i innymi na posesji była trudna i niebezpieczna.

Po prawie dwóch miesiącach opieki owczarek rzucił się na niego. Przez kilka minut szarpał jego prawą nogę. Wyrywał mięśnie, niszczył nerwy. Grzegorz przeżył tylko dlatego, że w azylu byli wtedy wolontariusze z Pogotowia dla Zwierząt. Karetka nie mogła szybko przyjechać - wieźliśmy go do szpitala - naszą karetką do transportu psów.



Tygodnie w szpitalu. Seria zabiegów. Pół roku poza pracą.
Grzegorz stracił przewodnictwo w nerwie strzałkowym. Ma tzw. opadającą stopę - nie jest w stanie unieść przedniej części stopy, każdy krok jest dla niego trudniejszy niż dla innych. Nigdy o tym nie pisaliśmy, bo się nie zgadzał. Maskował swoją niepełnosprawność. Po jeździe na wózku, chodzeniu o kulach i sześciu miesiącach cierpienia - wrócił do interwencji.
W tej nodze do dziś są zaburzenia krążenia. I właśnie w nią uderzyło zakażenie. Dlatego leczenie jest tak trudne, a ryzyko powikłań tak duże.

Nie wiemy, co dalej
Grzegorz od tygodnia leży w szpitalu zakaźnym. Dostaje leki, jest pod stałą opieką lekarzy. Może wyjdzie za tydzień, może za dwa. Nie wiemy, kiedy wróci do zwierząt. Nie wiemy, ile potrwa powrót do sprawności.
Jeszcze kilka dni temu ratował zwierzęta. Dziś znowu płaci za to własnym zdrowiem.
Zwierzęta nie mogą czekać
Koszty się nie zmieniają. Każdego dnia trzeba wykarmić naszych podopiecznych, leczyć chore, opłacić weterynarzy i zabiegi. To kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Zbiórki stoją, adopcji prawie nie ma, a nowych zwierząt w potrzebie przybywa. Na Grzegorzu spoczywa ogromna część pracy - interwencje, sądy, telefon interwencyjny, zdobywanie środków na ratunek dla psów i kotów. Bez niego jest nam bardzo trudno. I zwierzętom też.

Potrzebujemy 90 000 zł, żeby zwierzęta przetrwały ten czas. Żeby miały jedzenie i leczenie, a Grzegorz mógł spokojnie wracać do zdrowia, zamiast ze szpitalnego łóżka martwić się o rachunki i kolejne interwencje.
Leczenie Grzegorza pokrywa szpital. Ta zbiórka jest dla zwierząt, którymi teraz nie może się zająć. Pod opieką Pogotowia dla Zwierząt, w kilku ośrodkach, jest dziś 170 psów i 20 kotów. Pomagamy też w utrzymaniu uratowanych przez niego koni, owiec i kóz. Każde z nich trzeba codziennie nakarmić, wiele leczyć. Miesiąc opieki nad nimi to ok. 45 000 zł.
90 000 zł pozwoli im przetrwać najbliższy czas, w którym Grzegorz musi wrócić do zdrowia.
Przez lata on był dla nich.
Teraz my bądźmy dla niego.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Hanna Roth
Szybkiego powrotu do zdrowia.
Wojciech Ciecwierz
Dużo zdrowia i szybkiego powrotu do swoich podopiecznych 🤩
Anonimowy Darczyńca
Szybkiego powrotu do zdrowia, aby serce które okazał Pan zwierzętom również okazane zostało Panu za tyle lat czynienia dobra ❣️
Ada
Dużo zdrowia dla Pana🐈⬛
Ewa
Szybkiego powrotu do zdrowia.