Edytowane 16 lutego o godzinie 13.13
Wczoraj zapłaciłyśmy kolejną fakturę.
Zostało nam jeszcze 4163 zł do zapłaty.
Edytowane 7 lutego o godzinie 20.20
Tunika zaczęła się podnosić!!! Zaczyna powoli stawać na 4 łapach i próbuje iść do przodu. To szylkretowe cudo bardzo, ale to bardzo chce chodzić i co najważniejsze - jest wielka szansa, że tak będzie!!!
Po raz kolejny długi w lecznicy urosły astronomicznie w krótkim czasie. I odmówiono nam leczenia. Prosimy, przeczytajcie całość. To ważne.
Freja miała podejrzenie triaditis.
Loluś miał permanentne rozwolnienie.
Andzia miała USG, kroplówki, zastrzyki. Ostatnia morfologia wykazała jednak, że nie da się jej uratować. Odeszła za Tęczowy Most.
Białek walczył z permanentnym rozwolnieniem. Jeszcze nie wszystko jest ok, ale kupa jest zwarta i to najważniejsze.
Precel walczył z permanentnym rozwolnieniem. Wrócił już do adopcyjnych rodziców i mamy nadzieję, że tym razem już będzie dobrze.
Roro za bardzo schudł, nie chciał jeść. Trzeba było zdiagnozować go w kierunku triaditis. Na szczęście Roro jest zdrowy.
Robin miał robioną biochemię i elektroforezę. Podobnie Funcik.
Tunika miała rezonans. Okazało się, że ma oponiaka i jest konieczna operacja.
To jest opis problemów naszych podopiecznych z ostatniego miesiąca. Kroplówki, badania, zastrzyki i tak bez końca. Ale jest i radość, kiedy wiadomo, że Tunika może chodzić i żyć jeszcze długo, długo. Że Precel w końcu będzie szczęśliwy u rodziców adopcyjnych, że Roro nie choruje, że Białek i Loluś zaczynają spokojnie rosnąć.
A tymczasem znowu odmówiono nam leczenia. Tunika jest po rezonansie, dziś wyjątkowo została przyjęta, ale przecież generuje koszty i jest to jej ostatnia wizyta. Wszystko musi zaczekać, aż zapłacimy, a płacimy stanowczo zbyt mało. Wiemy o tym. Nie ma na karmę, nie ma na żwirek, za to dostajemy pisma z Gminy, gdzie musimy wyjaśniać, dlaczego nie podajemy najtańszej karmy i najtańszego żwirku. Pamięta się o nas głównie wtedy, kiedy trzeba do nas przywieźć kota. I wielkie zdziwienie, że już kotów przyjmować nie możemy, bo mamy ich krytycznie dużo, a pomoc jest nieproporcjonalnie mała. Burmistrz w swoich postach wychwala mieszkańców Gminy, że stają na wysokości zdania, że to i owo… Tymczasem jeśli chodzi o zwierzęta i pomoc im, mieszkańcy Gminy egzamin oblewają. Zwierzęta są przywożone do Stowarzyszenia i na tym kończy się „pomoc” mieszkańców. Co z oczu to z głowy. Niech inni się martwią, ale przecież pomogłem, zawiozłem… I resztę mam gdzieś.
Jesteśmy zrozpaczone. Długi za leczenie, brak pieniędzy na jedzenie i żwirek. Z jednej strony wielka obojętność na los zwierząt, z drugiej – to zachowanie, że jeśli zwierzęta są przygarnięte, to wystarczy im najtańsza, najgorsza karma. Ale to my sprzątamy potem wymioty i rzadkie kupy, to my musimy jeździć do lekarza, bo coś jest nie tak z żołądkiem, wątrobą, jelitami. Nie możemy się skupić tylko i wyłącznie na pomocy zwierzętom, bo musimy zdobywać środki na ich utrzymanie i leczenie. Wciąż słyszymy, że lecznica, do której jeździmy, jest zbyt droga. Pojawiają się propozycje opieki nad naszymi zwierzętami, ale… na propozycjach się kończy. Słomiany zapał, brak czasu i chęci… to naturalne. Tylko że to my zostajemy z długami, mierzymy się z falą krytyki, że drogo, że po co, jak i dlaczego. W necie łatwo jest usiąść, skrytykować, wydać opinię. Jeszcze się nam nie zdarzyło, żeby taka osoba skorzystała z zaproszenia do nas, przyjechała i REALNIE pomogła: wyczyściła i zmyła kilkadziesiąt kuwet, przygotowała jedzenie i zmyła po jedzeniu, zmyła podłogi, pojechała z nami do weta… Przecież na to jest szkoda czasu, który można przeznaczyć na siebie i swoje zainteresowania. Rozumiemy to. Ale wówczas, prosimy, zostawcie swoje opinie dla siebie. Nie wiecie, jak to jest, jak się jedzie o północy z trzema umierającymi kotami, jak trzeba ratować kota, który teoretycznie zapisany jest na rezonans, a wiadomo, że termin jest na „święte nigdy”, jak obserwuje się zwierzęta i widzi, że ten kot schudł, ten jakoś dziwnie przytył, a tamten ma nadżerkę. A przecież my również pracujemy, musimy się opiekować najbliższymi. Staramy się znaleźć na wszystko czas, możliwości i środki. Ale bez Waszej pomocy, to się nie uda.
Prosimy – wpłacajcie, udostępniajcie, przychodźcie… Wszystko, co wydajemy na koty jest dokumentowane. Opowiadamy się z każdej złotówki. Ale nawet tych złotówek nam brakuje….
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!
Edyta Romaniuk
Powodzenia