Stowarzyszenie Koty Prezesowej
Mruczka jest po operacji.
Operacja była trudna.
Złamania były ciężkie, skomplikowane, takie, które nie wybaczają błędów ani zwłoki.
Ale Mruczka żyje.
Czuje się dobrze.
Jest po drugiej stronie tego etapu, którego tak bardzo się baliśmy.
To nie był moment na ulgi ani oddech.
To był moment decyzji — i ona zapadła bez czekania na system.
Dziś wrzucimy fakturę i kartę leczenia.
Przepraszamy, że nie wczoraj.
Wczoraj inne koty musiały jechać na cito — białaczka, pilne przypadki, brak wyboru.
Tak wygląda rzeczywistość: zawsze ktoś cierpi teraz.
Dziś opłacamy fakturę, dziś uzupełniamy dokumentację.
Nie chowamy niczego.
Nie wygładzamy rzeczywistości.
Mruczka jest teraz zamknięta w klatce na minimum 4 tygodnie.
Nie dlatego, że tak chcemy.
Dlatego, że tylko tak ma szansę prawidłowo chodzić.
Jest już w swoim nowym domu — raczej już na zawsze.
Bez ulicy.
Bez samochodów.
Bez procedur.
Dziś ma kontrolę.
Dziś sprawdzamy, czy to, co zrobiono na stole operacyjnym,
ma szansę stać się jej przyszłością.
To jeszcze nie koniec.
To jest etap, w którym ból zamienia się w cierpliwość,
a nadzieja — w tygodnie zamknięcia i czuwania.
Dziękujemy tym, którzy pomogli zdążyć.
Reszcie mówimy jedno:
ta historia wydarzyła się pomimo, nie dzięki.
Jeśli ktoś jeszcze pyta, po co są takie zbiórki —
oto odpowiedź.
Kot chodzi albo nie chodzi.
Reszta to teoria.
Faktura i karta po operacji w zbiórce













