Cztery koty patrzące przez okno na zewnątrz.

Miaurmageddon 2026

200 zł  z 9 900 zł (Cel)
Wpłaciły 2 osoby w ciągu 8 dni.
Wpłać terazUdostępnij
 
Agnieszka Matlakiewicz - awatar

Agnieszka Matlakiewicz

Organizator zbiórki

Drodzy Darczyńcy,

cieszymy się, że jesteście tu z nami (niektórzy kolejny rok)!

Jeśli jesteście nowi, to zapraszamy Was na nasz fanpage (https://www.facebook.com/miaurmageddon) na Facebooku i konto na Instagramie (http://instagram.com/miaurmageddon).  Tam zawsze znajdziecie aktualne informacje o naszych zwierzętach.  I trochę wstępu, bo to ważne.

Jesteśmy Agnieszka i Wiktor, wspólnie od ponad 8 lat prowadzimy dożywotni dom stały dla dziewięciu kotów i dwóch świnek morskich. Wszystkie nasze koty (i świnki też!) są niewychodzące, a każdy z nich ma swoją historię.

Gniewcia (Gniewko) - to już ponad dziesięcioletnia kotka. Odłowiona jako maleńka, jeszcze w Gdańsku (gdzie mieszkałam przed przeprowadzką do Żywca). Była cała spleśniała od wilgoci, bo mieszkała z mamusią w krzakach. Nigdy nie zapomnę cyklu kąpieli w Nizoralu… Gniewcia była w naszym domu pierwsza, bo przyjechała ze mną do Wiktora. Od razu pokochała okienka (widoki! z jednej strony ulica, z drugiej drzewa z ptaszkami) i od tej pory rezyduje głównie na półeczce wiszącej na oknie. Miała problemy z oddychaniem, ale dostała kilka lat temu zastrzyk sterydowy i sytuacja się unormowała. Choruje na nadciśnienie, na które dostaje leki i (odpukać) jest stabilnie. Największa gaduła w stadzie. 

Mysia - druga w kolejności adoptowana kicia, a tutaj, w Żywcu, pierwsza (Gniewko przywiozłam ze sobą z Gdańska). Mysię wzięliśmy jako - chyba - dwumiesięczne kociątko spod klasztoru w Leśniowie od pani, która opiekuje się zwykle ponad dwudziestoma kotami i ciągle ktoś jej koty podrzuca. Mysiunia generalnie jest koteczką alergiczną. Seryjnym kichaniem reaguje najprawdopodobniej na roztocza - ma w roku okresy, kiedy kicha seriami, zwykle gdy działają kaloryfery. Od pewnego czasu używamy specjalnego psika przeciw roztoczom i jest lepiej. Ma też nawracające infekcje typu katarek, ale w ostatnim roku udało się w końcu znaleźć odpowiedni antybiotyk i jest stabilnie(j). Mysia lubi spać w znanych sobie tylko miejscach i mieć spokój. Lubi stado, ale jest indywidualistką, nabiera jednak z wiekiem pewności siebie. 

Mysiek - ośmioletni kocur z bogatą historią przebytych i aktualnych chorób. Adoptowany przez nas jako maleńki kociaczek. Swój pierwszy atak “odłączenia” tylnych łapek miał już w pierwszym dniu swojego pobytu u nas. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Wyglądało na zaparcie małego kociątka. Przez około dwa lata wszystko było w porządku, a potem “odłączenia” wróciły i zaczęły się powtarzać. Nasza wetka po licznych badaniach (RTG, USG i co tylko) i uważnej obserwacji (notowaliśmy każdy zauważony atak) wpadła na pomysł, że to objaw padaczki, a to co obserwujemy to nie odłączenia, a przykurcz mięśni tylnych łap. Od tego czasu Mysiek dostaje dwa razy dziennie luminal - i ataki ustały. Co kilka miesięcy kocur ma badania krwi i oznaczanie poziomu luminalu. To jednak nie wszystko - Mysio cierpi również na IBD, czyli nieswoiste zapalenie jelit. Kocur ma pogrubione ściany jelit, ale bierze steryd, je hipoalergiczną karmę (Trovet) i jest naprawdę dużo lepiej. Większość objawów ustąpiła, wymioty są sporadyczne, a kiedyś zdarzały się kilka razy dziennie. Kocur wyraźnie przytył - zgodnie z planem - i o to chodziło. 

Mruczynka - nasza najbardziej tajemnicza koteczka. Wracaliśmy kiedyś ze sklepu i na pomniku, tuż obok naszego domu, siedziała Mała Kicia. Wydawała nam się naprawdę maleńka, a kiedy podeszliśmy, okazało się, że jest trochę większa. Wzięliśmy ją na badania, potem do domu. Rozpuściliśmy wici i wyszło, że nikt koteczki nie szuka. I tak została z namij. Śmiejemy się, że jest bezobsługowa, bo to naprawdę niezależna kicia. Kiedy potrzebuje przychodzi na mizianki, kiedy człowiek przechodzi koło niej i pogłaszcze - przyjmuje z mruczeniem. W zeszłym roku miała kompleksowy przegląd zdrowia i wszystko jest w porządku. 

Gryś - ma jakieś 4 lata z hakiem. Czasem mamy wrażenie, że wrócił w nim nasz kocurek Gruś, najbardziej opiekuńczy kot jakiego kiedykolwiek spotkaliśmy (zmarł kilka lat na mokrą postać FIP). Grysio jest bardzo towarzyski, aktywny, lubi się bawić. Jak tylko pojawia się u nas nowe kocię, to leci się przywitać i poznać. Robi to z taką energią i entuzjazmem, że kilka razy chodził potem ze śladami pazurków na pyszczku. To jednak kwestia czasowa, bo razem ze znikającym śladem zmienia się też nastawienie nowego kota i wszystko jest w porządku. Ostatnio miał jakiś problem z uchem, ale udało się wyleczyć kocurka. Hobby Grysia to podglądanie ptaszków przez osiatkowane okno i zabawa z kocurkiem Szarusiem. Generalnie jest kocurem, którego jest wszędzie pełno. Jednocześnie jest też skrytym, łazienkowym miziakiem, przychodzi do człowieka, włazi na wannę i cioraniem domaga się tulenia, miziania i wszelkich oznak atencji. 

Szaruś - kocurek znaleziony w śniegu, przyniesiony Wiktorowi do pracy. Był ciemnoszary i okazało się, że był tak brudny - do dziś się śmiejemy, że “wyjaśniliśmy” Szarusia. Poza tym miał świerzb i ogólnie uszy pachniały mu piwnicą z zapleśniałymi kartoflami. Szybko udało się wszystko wyleczyć, a Stado przyjęło nowego członka. Szaruś od początku jest kotem niesamowicie ufnym wobec ludzi - od razu robi pokabrzuszek. Za to chyba nie miał wcześniej zbyt dużych kontaktów z innymi kotami - wyglądało to tak, jak gdyby dopiero u nas uczył się kociego “języka”. Czas mijał spokojnie, aż nasz Szary Kocurek w lutym 2024 r. zachorował na FIP, ale udało nam się go wyleczyć. Koszty leczenia mogliśmy pokryć dzięki pomocy naszej rodziny oraz dzięki naszym oszczędnościom. Od sierpnia 2024 r. Szaruś jest ozdrowieńcem, a swoje leczenie zakończył z bardzo dobrymi wynikami. No i zauważalnie urósł. Ten kot ma jasno sprecyzowane potrzeby - dostęp do ciepełka, jedzonka i głaskania. Ludzie są mu potrzebni do szczęścia, najlepiej aby któreś z nas było w zasięgu jego wzroku. No i kaloryfery - Szaruś potrafi zalec na drapaku przy kaloryferze opierając przednie łapki o samo źródło ciepła. 

Musia - koteczka adoptowana przez nas w 2024 roku po odejściu Hebe. Osoby, które znają grupę bazarkową Pomocne Paputki znają dobrze Musię, ale pod imieniem Felicja (a jej dom tymczasowy pod imieniem Łajza). Koteczka była jedną z bohaterek edycji lipcowej. Kiedy braliśmy Munię, to była w trakcie leczenia FIP (na którą zbierała na bazarku, więc koszty leków były pokryte, my płaciliśmy za badania). Musia kurację kończyła już u nas, a od stycznia 2025 roku jest ozdrowieńcem.  Niedługo potem zrobiliśmy jej badania. Na RTG wyszło, że koteczka ma śrut w okolicy bodaj 10 kręgu w kręgosłupie  - nikt wcześniej tego nie sprawdzał, to był dla wszystkich szok. Wygląda jednak na to że Musi to nie przeszkadza, porusza się zupełnie normalnie. Oprócz tego, okazało się, że Musia ma pewną postać padaczki pofipowej, trudno to określić. Jeszcze kiedy do nas trafiła, to miała przewlekły kaszel i okazało się, że to nie astma ani nic innego, tylko coś w mózgu - bo Musia miała neurologiczną postać tej choroby. Nasza koteczka dostała próbnie niewielką dawkę sterydu i... trafione. Ataki kaszlu ustąpiły - no, może raz na kilka tygodni kaszlnie, ale w ogóle nie ma porównania do tego, co działo się wcześniej. Musieńka ma jeszcze problem z lewym okiem, bo z uwagi na wypadek (sami nawet nie wiemy, co się stało, bo było to przed adopcją) prawie straciła oko, no i oko zostało uratowane, ale prawie na nie nie widzi - widać tam zrosty i źrenica nie reaguje na światło. Ciśnienie obu oczu jest jednak w porządku, więc uff.  Niedługo, bo 03.01.2026 r. zabieramy Musię na kontrolne USG, badania krwi i wszelkie konieczne badania, zobaczmy, co tam w kici gra - wiemy, że przy odratowaniu Musieńka miała coś w rodzaju ostrego zapalenia nerek, więc musimy te nerki kontrolować. 

Luna (Lusia) - mniej więcej dwuletnia kotka, adoptowana w marcu 2025 roku.  Nie planowaliśmy wcześniej dziewiątego kota, ale Szaruś tak bardzo potrzebował energicznego towarzystwa (ozdrowieńcy czasem zachowują się jak małe kociaki i to JEST ten przypadek), że chcieliśmy odmłodzić stado. I tak oto pojawiła się Luna zwana Lusią. Koteczka ma ciekawą przypadłość - nie do końca "umie" wymiotować - były próby - a jest półdługowłosa, co skutkuje tym, że trzeba szczególnie dbać o to, by nie była zakłaczona. 

Burasia - około pięcioletnia, półdzika kotka. Adoptowana 28.10.2025 r. niedługo po odejściu Dakoty (11.10.2025 r.). Wiemy, wierzymy (i co tylko), że to Dakota ją nam wysłała i w pewnym sensie jest tu z nami (one zawsze wracają). Burasia jest bardzo nieufną kotką, która ma ogromną awersję do bycia łapaną. Dopiero uczy się nas, naszego dotyku, naszej uwagi, choć z tygodnia na tydzień jest lepiej. Zdrowotnie koteczka jeszcze dochodzi do siebie - kiedy ją adoptowaliśmy, była zarobaczona, a je jelita były w średnim stanie. Cały czas, praktycznie od pierwszego dnia u nas, jest na karmie specjalistycznej i powinna być na niej jak najdłużej. Miała też stan zapalny zębów, który  - szczęśliwie - po antybiotyku ustąpił, ale kiedyś trzeba będzie te ząbki też uporządkować. Każdy dzień z Burasią to małe kroczki, ale czasu mamy sporo i nigdzie się nie spieszymy. Na chwilę obecną jej stan się stabilizuje, kontrolę mamy za 3 miesiące, żeby specjalistyczna karma mogła jeszcze podziałać - jeden węzeł chłonny jeszcze jest dyskusyjny.

Mamy też dwie świnki morskie: Popkornika i Pandusia. Mają swój własny habitat (ok. 1m2 powierzchni). Koty uważają je za takie inne koty, a i świnki uznają nasze koty za swoje stado - aż po kwikanie, żeby jakiegoś kotka okazać, bo świnka dawno żadnego nie widziała i ma manko… Koty ograniczają się do patrzenia na świnki i - okazjonalnie - do podżerania świnkom sianka. Zdrowotnie obie świnki są pod stałą kontrolą i jak na razie jest całkiem w porządku.

Nasze życie kręci się wokół naszego stada, dwa razy dziennie (5 rano i 17) następuje wydawka leków (Mysiek, Gniewko, Musia). Stado to nasz priorytet w każdej sytuacji.  Jesteśmy tak naprawdę domem stałym na zawsze. Myśleliśmy o byciu domem tymczasowym, ale nie potrafilibyśmy oddawać kotów, bo za szybko się przywiązujemy. Tak jednak wyszło, że często trafiają do nas koty, które potrzebują specjalnej opieki - jak Musia chora na fip i teraz z powikłaniami, czy Hebe, która nie miała jednego oczka, była po wypadku - do dziś nie wiemy, jak straciła oko -  i pobyt w schronisku działał na jej niekorzyść, czy teraz Burasia, która była uważana za kotkę nieadopcyjną, a jednak jest u nas. 

Mieszkamy w ponad stuletnim domu, który nie przeszedł jakiegoś bardziej gruntownego remontu, bo znów, przy takiej gromadce, to technicznie trudne. Udało się jednak w 2025 roku odnowić trochę dach, by nie kapał, w przyszłym roku trzeba będzie chyba wymienić rynny, bo są w coraz gorszym stanie. Wszystko idzie powolutku, bo zawsze są jakieś ważniejsze rzeczy. W 2025 roku sporo funduszy przeznaczyliśmy na leczenie Dakoty, oczywiście z Waszym ogromnym wsparciem! 

To, co dla nas robicie, jest dla nas bardzo budujące, cudowne i niezwykle to doceniamy. Wiemy, że są ludzie, którzy nas i nasze koty bardzo lubią i chcą wspierać (nawet bez okazji), stąd też ta zbiórka. Dwie poprzednie zbiórki chcę zamknąć, zakończyć zeszły rok i etap, a otworzyć nowy. 

Na bieżąco będziemy publikować wszelkie rozliczenia (paragony, faktury) przekazanych przez Was darowizn. 

Skąd taka kwota zbiórki? W zeszłym roku (2025) na koty wydaliśmy 22 694,95 zł - i to nie jest pełna kwota, bo na pewno nie ma tu wliczonych wszystkich kosztów weterynaryjnych, większości żwirku i niektórych leków - tutaj są zakupy internetowe na kotki, maxi zoo, kuwety, większość leków.  

No i właśnie - część tej kwoty, a dokładnie 8788 zł, pokryliśmy z dwóch  (https://pomagam.pl/miaurmageddon i https://pomagam.pl/kotadakota), głównie bazarkowych, zbiórek, co znacznie odciążyło nasz budżet... 

Tutaj mamy podobny zamysł, stąd podobna kwota, miejmy nadzieję, że nie będzie potrzeby (stuk puk w niemalowane futro) jej zwiększać.

Dziękujemy Wam za dotychczasowe darowizny i mamy nadzieję, że będziecie dalej z nami. 

Poniżej poglądowy fragment tabeli i przykładowe faktury / paragony.

Wszelkie Wasze wsparcie, które tu otrzymamy, będzie przeznaczone na karmę, leczenie, żwirek lub inne potrzeby naszych zwierząt.

Dziękujemy!

Aktualizacje


  • Agnieszka Matlakiewicz - awatar

    Agnieszka Matlakiewicz

    06.01.2026
    06.01.2026

    Kochani,
    przede wszystkim dziękujemy Wam za zaufanie i pierwsze wpłaty!

    W zeszłym tygodniu na badaniach była Musia. USG, ciśnienie, ciśnienie oczu okej, osłuchowo też ładnie. Leki na padaczkę pofipową działają najlepiej jak można.

    Badania krwi wyszły połowicznie dobrze, bo biochemia nawet w porządku, ale morfologię mamy do powtórki za miesiąc.

    Miejmy nadzieję, że wyjdzie lepsza. Po neurofipie Musia może jeszcze długo dochodzić do normy, więc jesteśmy dobrej myśli.

    Życzymy Wam miłego tygodnia!!

    Zdjęcie aktualizacji 180 381

Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Urszula Gie-eM - awatar

    Urszula Gie-eM

    01.01.2026
    01.01.2026

    Najlepsze życzenia na Nowy Rok 2026 😘🤛😻

    • Agnieszka Matlakiewicz - awatar

      Agnieszka Matlakiewicz - Organizator zbiórki

      01.01.2026
      01.01.2026

      Uluś, dziękujemy najpiękniej! i Dla Ciebie i Małżonka również najlepsze życzenia. 🥹🥰

  • Anna P - awatar

    Anna P

    01.01.2026
    01.01.2026

    Pomyślności futrzakom w Nowym Roku!

    • Agnieszka Matlakiewicz - awatar

      Agnieszka Matlakiewicz - Organizator zbiórki

      01.01.2026
      01.01.2026

      Awww, dziękujemy! 🥹 Również pomyślności z całego serca! 🥹🥰

200 zł  z 9 900 zł (Cel)
Wpłaciły 2 osoby w ciągu 8 dni.
Wpłać terazUdostępnij
 
Agnieszka Matlakiewicz - awatar

Agnieszka Matlakiewicz

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 2

Urszula Gie-eM - awatar
Urszula Gie-eM
100
Anna P - awatar
Anna P
100
Add alt here
Dołącz do listy

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

fundraiser thumbnail
Załóż swoją zbiórkę

Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!

fundraiser thumbnail