
Yvette przez długi czas była tylko przelotnym gościem na działkach w Ozorkowie. Pojawiała się przy miejscu dokarmiania kotów, znikała na kilka tygodni, czasem na miesiąc, po czym znów wracała. Od pewnego czasu zaczęła jednak przychodzić regularnie. Osoby opiekujące się pobliskimi stadami kotów wolno żyjących zdecydowały więc, że trzeba ją odłowić i wykastrować. I tak Yvette trafiła do nas.

Przyjechała jak wiele kotów wolno żyjących: zabezpieczona z myślą o zabiegu i późniejszym powrocie w miejsce bytowania. Tyle że bardzo szybko stało się jasne, że ten scenariusz raczej się nie wydarzy.
Bo Yvette wcale nie jest dzika. To starsza, , około 10-letnia, całkowicie oswojona kotka, która bardzo potrzebuje człowieka. Choć jest przestraszona, wystarczy zacząć ją głaskać, żeby po chwili włączyła mruczenie. Kiedy się do niej mówi, odpowiada miauczeniem. Lgnie do ludzi i wyraźnie szuka ich obecności.

Niestety widać też, że życie na działkach zdążyło dać jej w kość. Yvette przyjechała do nas poturbowana i obolała, a jej zęby są w złym stanie i wymagają leczenia. Zamiast planowanej kastracji zaczęliśmy więc od badań krwi i sprawdzenia, w jakiej kondycji jest nasza nowa podopieczna.

Jak każdy nowo przyjęty kot Yvette musiała przejść dwutygodniową kwarantannę. Początkowo miała spędzić ją w klatce, jednak zamknięcie było dla niej tak dużym stresem, że zupełnie przestała jeść. Nie mogliśmy pozwolić, żeby trwało to przez kolejne dni. Przenieśliśmy ją więc do naszego niewielkiego pokoiku przy gabinecie weterynaryjnym, który na co dzień służy kotom dochodzącym do siebie po zabiegach.

Tam Yvette spędziła dwa tygodnie. Przez większość czasu pozostawała przestraszona i wycofana. Zmieniało się to właściwie dopiero wtedy, gdy ktoś do niej przychodził. Głaskana powoli się rozluźniała, uspokajała i zaczynała mruczeć. Obecność człowieka dawała jej poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo jej brakowało.
Po zakończeniu kwarantanny Yvette zamieszkała w pokoju z naszymi spokojnymi, starszymi kotami. Nie wdaje się z nimi w konflikty i nie szuka zaczepki. Zazwyczaj wybiera sobie miejsce trochę na uboczu, z dala od pozostałych mieszkańców. Widać, że Mruczarnia i wszystko, co się w niej dzieje, trochę ją przytłaczają. Większość dnia spędza więc cichutko, leżąc w swoim miejscu i czekając, aż ktoś podejdzie, pogłaszcze ją i po prostu przez chwilę z nią pobędzie.

Nie wiemy, jaka jest jej historia. Możemy się tylko domyślać, że kiedyś miała dom. Być może była kotką wychodzącą, znała okoliczne działki, a kiedy straciła swojego człowieka, właśnie tam zaczęła szukać jedzenia i schronienia. Czy została porzucona? Czy jej opiekun zmarł albo z innych powodów nie mógł się nią dłużej zajmować? Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.
Wiemy natomiast, że Yvette nie powinna wracać na działki. Najpierw chcemy zadbać o jej zdrowie, zrobić porządek z chorymi zębami i doprowadzić tę kochaną istotkę do możliwie najlepszej kondycji. Później zaczniemy bardzo intensywnie szukać dla niej domu.

Bo Yvette potrzebuje czegoś, czego Mruczarnia, mimo naszych najlepszych chęci, nie jest w stanie jej dać na stałe. Spokojnego, przewidywalnego rytmu dnia, poczucia bezpieczeństwa i łagodnego opiekuna, który będzie miał dla niej czas. To starsza, nieco lękowa kotka, o której przeszłości niewiele wiemy. Wiemy za to, że przy człowieku wyraźnie się uspokaja i właśnie w nim szuka oparcia.
Zanim jednak zaczniemy szukać dla niej takiego miejsca, musimy zadbać o jej zdrowie. Dlatego prosimy Was o pomoc w pokryciu kosztów badań i leczenia Yvette. Chcemy, żeby kolejny rozdział jej historii zaczął się już zupełnie inaczej niż ten, który przyprowadził ją do nas z ozorkowskich działek.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!