Kochani.
Po rozmowach z zaufanymi ludźmi plus kilku nieprzespanych nocach, podczas których zastanawiałam się, czy zasługuję na pomoc, zdecydowałam się założyć tę zrzutkę.
Rok 2025 przeczołgał mnie na tyle skutecznie, że moja głowa, od ponad dekady leczona na depresję, potem na ChAD, potem znowu na depresję, a przez chwilę podejrzewana o PTSD, poddała się i zaufundowała mi turnus w Tworkach. Niestety po dwóch tygodniach musiałam wypisać się na żądanie: po pierwsze, żeby móc zarobić na komfort dalszego chorowania, po drugie, bo mieszkam sama z psem i trzema kotami i logistyka opieki nad nimi trochę spędzała mi sen z powiek.
O tym, że zrobiłam głupotę, zorientowałam się lądujac w Tworkach dwa tygodnie po wyjściu, znowu. Tym razem mam na wypisie, że służby weszły do mnie siłowo, wezwane przez zaniepokojoną koleżankę. Siłowo to dużo powiedziane, po prostu trochę długo zastanawiałam się, czy chcę wpuszczać do domu gromadę strażaków i ratowników medycznych (pogłoski o policji są nieprawdziwe, nie było policji, policji otwieram zawwsze).
Niestety schemat musiał się powtórzyć: dwa tygodnie leczenia i powrót do domu, do zleceń, które są albo ich nie ma, do zwierząt, które nie zrozumieją, że nie mam siły wstać z łóżka, żeby je nakarmić, więc oczywiście wstaję, a potem leżę godzinę bez ruchu, jakbym właśnie przebiegła maraton.
W tej chwili najlepszą i jedyną realną dla mnie opcja jest leczenie na dziennym oddziale psychiatrycznym. Mam skierowanie (do wglądu, mogę również pokazać zaświadczenia ze szpitala), mam termin kwalifikacji (5 lutego). Mam wolę życia i determinację do wyzdrowienia.
Czego nie mam: nie mam pieniędzy na przeżycie tych trzech miesięcy - bo tyle trwa terapia. Odbywa się codziennie od 8.00 do 14.00, więc bardzo trudno byłoby mi znaleźć jakąś pracę fizyczną. Zawód wykonywany przeze mnie do tej pory, czyli zawód pisarki, jest ciężki do uprawiania w stanie psychicznym, w jakim teraz jestem.
Kwota zbiórki, jaką ustawiłam, to koszt czynszu, opłat, kredytu za mieszkanie, karmy dla zwierząt, żwirku, biletu miesięcznego i dziewięćdziesięciu puszek z tuńczykiem (podstawa mojej diety) na czas terapii.
Naprawdę wierzę, że te trzy miesiące mogą uratować mi zdrowie. A nawet, sądząc po ostatnich wydarzeniach, życie.
Ci z Was, którzy lubicie moje książki, a wiem, że jest Was trochę: potraktujcie tę zrzutkę jako inwestycję w rozrywkę, którą znowu będę Wam zapewniać, jak tylko moja głowa znowu powie życiu "tak".
Będę wdzięczna za każdą wpłatę lub udostępnienie.
Justyna
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Eva
Droga Pani Justyno. Wspieram Panią całym sercem. Jestem po terapii na PTSD, koszmarnej depresji, mam też zdiagnozowany CHAD. Za mną 3 miesiące oddziału zamkniętego w szpitalu psychiatrycznym i po jakimś czasie 3 miesiące na oddziale dziennym. To mnie uratowało. Potem jeszcze długa prywatna terapia (to są dopiero koszty - przez wiele lat wspierała mnie finansowo rodzina). Wiem na pewno, że jeżeli Pani zadba o siebie, a to jest bardzo trudne, to wróci Pani do żywych, bo "życie" w koszmarnej depresji to nie jest życia. My możemy uwolnić Panią od dołującej dodatkowo ogromnej troski o problemy finansowe a Pani niech z całych sił walczy o siebie - my będziemy cierpliwie na Panią czekać. Ewa
Anonimowy Darczyńca
powodzenia!
Klaudia
Szybkiego powrotu do zdrowia!
Agata
Trzymam kciuki :)
Anonimowy Darczyńca
♥️