Czarnobiały portret kota z wyrazistymi oczami.

Nieszczęścia chodzą parami

2 460 zł  z 3 500 zł (Cel)
Wpłaciło 37 osób
Agnieszka Moitrot - awatar

Agnieszka Moitrot

Organizator zbiórki

Aktualizacja - jeszcze raz ośmielam się prosić Was o pomoc.

10.03.2026

Nieszczęścia naprawdę chodzą parami.I tego właśnie  w tej chwili doświadczam...

Dopiero co dzięki Waszej nieocenionej pomocy i dzięki niezwykłej Pani dr Ewelinie Przyłuckiej z Mieściska, udało się po wielkiej batalii wyrwać Henię ze szponów śmierci. A teraz, niestety pożegnałam Kubusia - kotka, któremu przed laty też  uratowałam życie, w sytuacji, wydawałoby się beznadziejnej. Kilka lat temu pogryzł go strasznie pies sąsiadów i to w naszym obejściu. Wydawało się, że wszystko jest juz przesądzone, że nie uratujemy go. Był wtedy w krytycznym stanie. Wygryziony przez psa wielki kawał mięśnia z tylnej łapki i urazy wewnętrzne po tym ataku, a także ciągnące się tygodniami ryzyko zakażenia i w końcowym efekcie amputacji łapki, zdawały się przesądzać sprawę. Ale wtedy stał się cud ! Dzięki olbrzymiej wiedzy, determinacji i empatii pana Dr Piotra Włodka z Brzozowa ( mieszkałam wtedy na Podkarpaciu,), który go ratował i dzięki mojej miłości i opiece w domu, Kubuś przeżył.

Tym razem ten cud nie chciał się wydarzyć. 

Dopiero co uratowaliśmy Henię. I nawet bałam się jeszcze w pełni cieszyć z tego, nie dowierzając, że naprawdę wyrwaliśmy ją z łap śmierci, kiedy ...odszedł Kubuś.Choroba przyszła podstępnie, bo po cichu i nagle. Koty ukrywają swoje choroby, czasem do samego końca nie widać, że są już bardzo chore, bo zachowują się normalnie i nie pokazują, że cierpią. A kiedy to już widać, bywa, że jest już za późno na ratunek. Tak też było i w tym przypadku. Wszystko zaczęło się nagle i potoczyło bardzo szybko - ostra niewydolność wątroby. Trudno określić co było przyczyną. Być może olbrzymia ilość antybiotyków, które Kubuś brał przed laty po tym strasznym pogryzieniu przez psa. Brał je bardzo długo i wtedy uratowały mu życie, zapobiegły amputacji łapeczki i sepsie, ale cenę za to przyszło Kubusiowi zapłacić teraz, kiedy wątroba przestała pracować i organizm Kubusia ulegał zatruciu.. 

To była rozpaczliwa walka o życie. Wizyty u Pani dr Eweliny Przyłuckiej, która robiła co tylko było w jej mocy, kroplówki, leki, witaminy, płynna karma, bo Kubuś, jak Henia poprzednio, odmawiał jedzenia - wszystko po to, żeby pobudzić do pracy i ratować kubusiową wątrobę i biedne, wychudzone ciałko. Ale tym razem ten rozpaczliwie wyczekiwany cud jednak się nie wydarzył. Kubuś odszedł. I to w momencie, kiedy wydawało się, że wreszcie zaczyna wracać do zdrowia, zaczyna wreszcie sam jeść, chodzić po domu. Nagły i nieoczekiwany kryzys zakończył jego życie.

Nie znajduję nawet słów, aby opisać jak zawalił się po tym mój świat. To była tak rozpaczliwa walka o uratowanie Kubusia jak za pierwszym razem. Bez snu, tylko z krótkimi drzemkami, żeby się ze zmęczenia nie przewrócić. Trzeba było cały czas nad nim czuwać, wynosic do kuwetki,karmić i poić strzykawką, podawać leki i suplementy. W tym czasie byly dwa epizody, kiedy Kubuś czuł się fatalnie, kiedy myślałam, że to naprawdę już koniec. Ale za każdym razem jednak z tego wychodził. Zaczął otwierać pyszczek szeroko do karmienia i zaczynał stawać na łapki i chodzić. Ale przyszedł trzeci kryzys i ten go pokonał. zakończył jego życie. To stało się 03.03 rano.

Trzeba być kociarzem albo psiarzem, żeby w pełni to zrozumieć i aby wiedzieć jak wtedy rozpada się człowiekowi świat i jak człowiek sam się rozpada z żalu i smutku  nie do wypowiedzenia. Dzisiaj minął tydzień, od kiedy nie ma mojego Kubusia, a łzy wciąż płyną i nie chcą przestać. Trzymają mnie przy życiu moje zwierzęta - psy i koty. 12 zdanych tylko na mnie istot i świadomość tego, że jeśli ja teraz padnę, czeka je straszny los za kratami jakiegoś schroniska. Dlatego po raz kolejny przyszłam prosić Was o pomoc.  Kubusiowe chorowanie, tak tragicznie zakończone, wywróciło ponownie moje życie do góry nogami. Nie byłam w stanie pracować normalnie, w pełnym wymiarze. Po opłaceniu leczenia Kubusia i kupnie leków, suplementów , specjalistycznej karmy powstała dziura, może nie tak okbrzymia, ale jednak jest. Do tego jest jeszcze Henia, która co prawda wróciła do zdrowia, ale nadal, do końca życia potrzebuje karmy oszczędzającej wątrobę i suplementy. Jest jeszcze Daryl, mój najmłodszy kotek, który z powodu ciężkiej infekcji pęcherza ( piasek w cewce moczowej), do końca życia musi otrzymywać specjalistyczna karmę Urinary. Jest jeszcze Sally, która ma prawie 17 lat i nosi pieluchomajtki, bo pęcherz już nie pracuje jak trzeba. Oprócz tego jest pieskiem padaczkowym.

Aby zakończyć już tę litanię smutków i trosk, po prostu proszę Was jeszcze raz o pomoc. Mój dom stał się przed laty małym schroniskiem dla niechcianych, porzuconych, często bardzo skrzywdzonych przez człowieka zwierząt. Kiedy żył mój Mąż, Rene, wszystko było proste, ale o tym już pisałam kiedy Henia była chora. 

Prośba o pomoc to jedna z tych rzeczy, które najciężej przechodzą przez gardło. Ja mam z tym zawsze problem,   zwłaszcza dzisiaj, kiedy tyle zła dzieje się na świecie, kiedy tylu ludzi jest w potrzebie,  kiedy tak bardzo wokół nas cierpią zwierzęta. Ale bez Was nie dam rady, choć staram się. Po prostu tego było dla mnie w tak krótkim odstępie czasu za dużo. A i tak wiem, że muszę się znowu podnieść i iść dalej. Będę wdzięczna za każdą najdrobniejszą, najmniejszą pomoc, każdą złotówkę.

Dziekuję za wszystko 

Agnieszka


Edit

15.01 2025

Kochani, przede wszystkim bardzo dziękuję za wszystkie wpłaty, za każdą osobno, składam Wam podziękowania do samej ziemi. Teraz o Heni. Czuje się  lepiej, chociaż jest jeszcze słaba. Nie ma siły samodzielnie wskoczyć na łóżko. Myślę, że w przyszłym tygodniu pojadę do pani doktor na kontrolne badania. Będę wiedzieć  jak wygląda trzustka i wątroba w obrazie krwi. Mam nadzieję, że będzie już dobrze . Ale Henia jest bardzo, bardzo chuda, zanim dojdzie do siebie, do swojej wagi, minie trochę czasu. Nie chodzi o to, że ma być gruba, Boże broń, ale teraz to sterczące gnaciki. Nic dziwnego, skoro długo nie jadła, z początku wcale, a później odrobinkę. Na szczęście apetyt wrócił,  więc jestem dobrej myśli. Bardzo proszę jeszcze , o ile możecie, o  trochę  pomocy, dla Heni na jedzonko, ale i dla mnie na takie zwykłe wydatki. Na szczęście dzięki Wam zapłaciłam bieżące rachunki, więc pozostaje tylko troszkę uzupełnić mi lodówkę. I dotrwać do końca miesiąca, a potem już z górki. 

Przy okazji zapraszam też na mój mały kanał na YT"Greenelka" no i mój blog Greenelka.pl

Bardzo , bardzo, bardzo dziękuję raz jeszcze.

A tu początek. Co się stało...

Kochani, wiem, że wiele jest potrzeb, wiele nieszczęść i chorób na tym, podobno najlepszym ze światów. Jednak zebrałam całą moją odwagę, aby zwrócić się do Was, w nadziei, że mi pomożecie. 

Oto nasza - moja i Heni historia.

  Zaraz o Heni opowiem, tymczasem wspomnę, że mam w sumie ... 12 zwierząt. Pięć wspaniałych piesków i siedem kotków. 

Jak się u mnie znalazły? 

Wszystkie przygarnięte jak się potocznie mówi - z wielkiej biedy. I dopóki żył mój Mąż, nie było problemu. Jednak od dnia, w którym zostałam sama, bo Rene odszedł nagle w wyniku rozległego zawału, nic nie było już takie jak przedtem. Ostatnie cztery lata były po prostu smutne i naznaczone samotnością. Moje zwierzęta były przy mnie cały czas i tak naprawdę to im zawdzięczam, że żyję. To dla nich wstawałam rano i powoli ogarniałam swoje życie. Wspomnę jeszcze o nich dalej w tym tekście, ale teraz wrócę do najważniejszego powodu, dla którego proszę Was  o pomoc.

Henia jest moją ukochaną suczką, która towarzyszy mi od 13 lat. W dobrych i złych chwilach. 

Pomogłam jej przyjść na świat, a była taka maleńka, że mieściła się w filiżance. Jest córką Hiszpanki Sally, młodej  wówczas suczki , uratowanej przez dziewczyny z tamtejszej fundacji, które wypatrzyły ją w tzw. stacji śmierci, tak w Hiszpanii są takie. Żeby się zanadto nie rozpisywać - dzięki łańcuszkowi dobra, Sally znalazła się u nas.  Była w ciąży i ja sama, choć pojęcia nie miałam o tym jak to zrobić i bardzo się bałam ,(ale od czego jest dr Google ) przyjmowałam poród. Henia urodziła się jako ósme , ostatnie dziecko. ( Cała pozostała siódemka znalazła bardzo dobre domki). Od początku wiedziałam, że Henia, której prawdziwe i pełne imię to Henriette, ponieważ mój Mąż był Francuzem i tak ją lubił nazywać) zostanie u nas. Była słabiutka i w żadnym razie niepodobna do swoich braci i sióstr - puchatych słodkich kuleczek. Była chudziutka, że sterczacymi pociesznie uszkami ,zadartym noskiemi nóżkami cienkimi jak zapałki. Przecięłam jej pępowinę i robiłam sztuczne oddychanie, bo myślałam, że nie przeżyje,  a potem karmiłam z butelki. Więź między nami jest przeogromna. Henia jest szefową całej grupki i cztery pozostałe psy słuchają jej bez mrugnięcia okiem, choć jest malutka.

Niestety w listopadzie tego roku Henia  gwałtownie zachorowała. Było to dokładnie 11.11., co spotęgowało dodatkowo problem, bo wiadomo, że w święto weterynarza ze świecą szukać. Henia dosłownie odchodziła mi na rękach, miała 40,5 stopni gorączki i nie miała nawet  siły podnieść główki. 

Byłam zrozpaczona i nie wiem do dzisiaj jak udało mi się dotrwać do kolejnego ranka. Moja pani dr nie mogła mi pomóc, bo to był długi weekend i wyjechała! Doradziła tylko telefonicznie co mam zrobić, żeby Henia przetrwała noc.

Tak więc w ostatnim momencie dosłownie na drugi dzień  dotarłyśmy z Henią do gabinetu pani doktor i ... diagnoza, która się wyłoniła z badań krwi,  była druzgocąca. Henia miała ostre zapalenie wątroby i niewydolność trzustki !   Byłam przerażona! Natychmiast kropłówki z całą serią leków, na drugi dzień to samo. 

Leczenie trwało i cały czas miałam nadzieję, że Henia podniesie się i odzyska zdrowie. Była bardzo słaba, nie jadła nic przez tydzień, oprócz tego, że otrzymywała pokarm w postaci kroplówek. Kiedy juz wydawało się, kryzys minął i wyniki krwi , jeśli chodzi o wątrobę i trzustkę zaczęły powoli wracać  dr do równowagi, okazało się, że Henię dopadło ostre ropne zapalenie zęba. To stało się kolejnym  powodem, dla którego Henia nie mogła jeść.Zatem następny  antybiotyk i na szczęście stan zapalny ustąpił. Henia wreszcie zaczęła jeść, choć musiałam karmić ją łyżeczką i to specjalnymi wysokoodżywczymi pokarmami, takimi jak żółtko jajka, pokarmy dla szczeniąt i  rekonwalescentów. Tak, dzisiaj moja Henia jest już rekonwalescentką i powoli wraca do swojej dawnej formy, chociaż wciąż jeszcze jest słaba i wygląda jak szkielecik.

Tak wygląda Henia teraz

A tak jeszcze niedawno, przed chorobą.

Ja sama widzę jej powrót do zdrowia jako cud. Już kiedyś w podobnie beznadziejnej sytuacji były moje dwa kotki, pierwszy to Kubuś z raną szarpaną łapki, drugi to Daryl, w zasadzie w agonii z powodu zatrucia moczu ( kamienie w pęcherzu). W obu przypadkach uratował moje kotki pan doktor Piotr Włodek z Brzozowa, na Podkarpaciu, cudowny człowiek i fachowiec pierwszej klasy. 

Półtora roku temu przeprowadziłam się do Wielkopolski i dzięki Bogu, miałam szczęście trafić na równie wspaniałą panią doktor, Panią Ewelinę Przyłucką z Mieściska . Serdecznie polecam dla Waszych zwierzątek, jeśli mieszkacie w pobliżu i macie problem ze zdrowiem Waszych pupili. 

Tak więc zdrowie Heni się poprawiło. Niestety koszty mnie przerosły, bo oprócz terapii Henia dostawać musi dodatkowe środki. które wzmacniają jej wątrobę i trzustkę. To ostropest i enzymy trawienne. Oprócz tego musi mieć dietę nisko tłuszczową do końca życia. 

Jednak oprócz Heni , jak wspomniałam, mam 11 innych zwierząt, a wśród nich są dwa kotki, które z powodu swoich problemów z pęcherzem do końca życia muszą posiłkować się specjalną karmą Urinary, która jest bardzo droga.  Sonia, moja najmłodsza suczka zaś ma alergię pokarmową, nie szkodzi jej tylko karma bez zbóż, również w cenie niestandardowej.

To Ozzy, jedyny chlopczyk wśród piesków. Rumun, uratowany z bukaresztanskiej ulicy. Cichutko i niewidoczny.

Najstarsza suczka zaś, mama Heni - Sally, o której wspomniałam na początku, ma juz 16 lat i nosi pieluchomajtki, bo ma słaby pęcherz. 

Gdyby nie bardzo groźna i trudna sytuacja z Henią, jakoś ogarniałabym wszystko, choć przy dwunastu czworonogach łatwo nie jest. Właściwie trzynastu, bo jest jeszcze bezdomny kot Felix,  który znalazł u mnie schronienie, w tym jedzonko. Nazwałam go Felix, na cześć mojego kochanego kotka Felixa, którego kilka lat temu na Podkarpaciu, w pobliżu mojego domu ktoś śmiertelnie potrącił autem.

Opowiedziałam zatem o wydatkach, które w tym miesiącu szarpnęły mną mocno. I z którejkolwiek strony nie spojrzę, brakuje na życie, na rachunki, których nie popłaciłam, w tym rachunek za telefon, a bez tego byłoby trudno żyć. Będę niezwykle wdzięczna za każą , nawet najdrobniejszą pomoc, która pomoże mi przetrwać w spokoju ten miesiąc, a w kolejnym będzie już lepiej.

Bardzo dziękuję w imieniu moich zwierzaków , Heni i wszystkich innych.

Dziękuję z całego serca, tak czy owak w radości, że Henia wraca do zdrowia.

Pozdrawiam

Agnieszka Moitrot


 

Aktualizacje


  • Agnieszka Moitrot - awatar

    Agnieszka Moitrot

    15.03.2026
    15.03.2026

    Dzień dobry kochani, przepraszam, wiem, że powinnam wcześniej napisać jak czuje się Henia po zakończeniu leczenia i czasie., który uplynal. Jednak byłam zajęta nagłą chorobą Kubusia, mojego ukochanego kotka, o którego życie już wcześniej walczyłam. Teraz przyszło mi znowu zmierzyć się z jego potężną chorobą. Przegrałam te walkę i nawet nie jestem w stanie opisać jak się czuję. Ale wszyscy,którzy kochają zwierzęta, będą to wiedzieć.
    Stąd moje milczenie w sprawie Heni. Jestem Wam winna wyjaśnienie - kilka słów na temat jej obecnej kondycji. Henia czuje się dobrze, jeśli chodzi o zasadnicza sprawę, tzn.stan jej wątroby i trzustki. To jest samo w sobie cudem, bo Henia skończy w maju 14 lat. Ale wydaje mi się, że jej całe życie wypelnione moją miłością i troską,co zaskutkowało brakiem jakichkolwiek dolegliwości, pomogło jej organizmowi zwyciężyć w tej wyczerpującej i trudnej walce z ciężką chorobą, jaką jest niewydolność trzustki i wątroby. Ale coś się jednak zmieniło: Henia biega jak kiedyś na swoich patyczkowatych nóżkach, ma apetyt, ale stała się pieskiem bardzo strachliwym. Zawsze była bardzo mocno ze mną związana, ale teraz nie odstępuje mnie na krok. Chodzi za mną dosłownie wszędzie,jak przyklejona. I nie potrafi samodzielnie ...wskoczyć na łóżko, co przed chorobą nie sprawiało jej żadnych problemów. Musi też do końca życia przyjmować suplementy na wzmocnienie wątroby i trzustki i mieć dietę niskotłuszczową .Ale to niewielka niedogodność w zamian za to, że po prostu jest ze mną. Oby jak najdłużej.Ciesze się z każdego dnia, który spędzamy razem .
    Natomiast Kubuś miał tylko siedem lat, zatem powinien mieć więcej rezerw. Ale w swoim kocim życiu przecierpial bardzo dużo, co opisuję w jego historii. Myślę, że właśnie to sprawiło, że choroba go pokonała i razem z nim powaliła też psychicznie mnie. Ciężko raz po razie konfrontować się z tak trudnym przeciwnikiem jakim jest niewydolność wątroby u kolejnego ukochanego zwierzaka.
    Dlatego postanowiłam z wielkim drżeniem serca dodać te zrzutkę do heniusiowej, która pomogła mi pokryć wydatki na jej leczenie i koszty ,które powstały w wyniku tej bardzo ciężkiej dla mnie sytuacji .
    Resztę opisuję niżej w całej historii.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i dziękuję za całe dobro jakie od Was tutaj otrzymałam i otrzymuję, dziękuję za wszystko.
    Agnieszka.

Słowa wsparcia

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲


  • Gustaw - awatar

    Gustaw

    20.02.2026
    20.02.2026

    Duzo zdrowia dla wszystkich futrzakow i dla Pani! Mam tylko 2 koty i psa, i ciagle cos sie dzieje - moge sobie tylko wyobrazic, ILE dzieje sie u Pani przy kilkunastu zwierzakach! Serdecznie pozdrawiam!

    • Agnieszka Moitrot - awatar

      Agnieszka Moitrot - Organizator zbiórki

      15.03.2026
      15.03.2026

      Bardzo, bardzo dziękuję 💚

  • Bożena - awatar

    Bożena

    16.01.2026
    16.01.2026

    Dużo zdrowia ❤️

    • Agnieszka Moitrot - awatar

      Agnieszka Moitrot - Organizator zbiórki

      16.01.2026
      16.01.2026

      Serdecznie dziękujemy,ja, Heniusia i reszta mojej bandy na czterech łapkach Agnieszka

2 460 zł  z 3 500 zł (Cel)
Wpłaciło 37 osób
Agnieszka Moitrot - awatar

Agnieszka Moitrot

Organizator zbiórki

Zadaj pytanie

Wpłaty: 37

Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Gustaw - awatar
Gustaw
300
Add alt here
Dołącz do listy
Barbara - awatar
Barbara
40
Grażyna - awatar
Grażyna
20
mick8ma - awatar
mick8ma
200
Marzena - awatar
Marzena
10
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
20
Anonimowy Darczyńca - awatar
Anonimowy Darczyńca
100
Add alt here
Dołącz do listy
Edyta - awatar
Edyta
50

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Animals

Podaruj 1,5% Fundacji Pomagam.pl

Animals

Gdy świat się wali, dajemy nadzieję ❤️ Pomagamy chorym i bezdomnym zwierzętom, ratujemy je w sytuacjach kryzysowych np. w czasie mrozów lub powodzi oraz wspieramy schroniska 🏠🐾

Jak odmienić los tysięcy potrzebujących za darmo?

✅ Wybierz Fundacja Pomagam.pl na liście OPP w rozliczeniu PIT.

✅ Wpisz nasz numer KRS 00 00 353 888 w deklaracji PIT.

Dla Ciebie to rubryka. Dla nich szansa, by przetrwać najgorsze.

Poznaj Fundację Pomagam.pl