Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Niestety, wpłata na tę zbiórkę nie jest już możliwa.

"Karol - historia, o tym, że gdy nawet świat się wali, nie warto tracić nadziei"
Mam na imię Karol. W maju skończyłem 44 lata. Jeszcze dwie dekady temu byłem zwyczajnym, szczęśliwym chłopakiem. Świat stał przede mną otworem- piękna dziewczyna, paczka przyjaciół, wakacyjne wyjazdy, beztroska. Wydawało mi się, że nic nie może tego przerwać.
Ale w 2001 roku moje życie zatrzymało się w miejscu. Pojechałem do Stanów Zjednoczonych, by studiować i pracować. Chciałem rozwijać skrzydła. Tymczasem jeden niefortunny skok do basenu sprawił, że na zawsze wylądowałem na wózku inwalidzkim. Miałem wtedy zaledwie 20 lat. W jednej chwili świat, który znałem, rozsypał się jak domek z kart.
Jestem sparaliżowany czterokończynowo. Ruszałem tylko głową. Musiałem nauczyć się życia od nowa, jak dziecko - od jedzenia, po najmniejsze codzienne czynności. Patrzyłem, jak moi dawni przyjaciele bawią się, podróżują, zakochują, a ja leżałem w łóżku jak kłoda, bez czucia, bez nadziei. Wstydziłem się ludzi, chciałem zniknąć, nieraz myślałam, że lepiej byłoby odejść niż tak żyć.
Przy życiu trzymali mnie moi rodzice. To oni - zwłaszcza mama- walczyli o mnie dniem i nocą, wierząc że jeszcze stanę na nogi choćby w sensie psychicznym. Operacje w Polsce i za granicą, rehabilitacje, obozy, setki godzin bólu i wyrzeczeń- wszystko po to, bym odzyskał choć kawałek siebie.
I odzyskałem. Powoli. Wbrew wszystkim złym słowom i szyderstwom. Samochód, którego początkowo chciałem użyć do ostatniej podróży, stał się moją wolnością. Dzięki wytrwałości i morderczej pracy nad sobą, usiadłem na wózku aktywnym, nauczyłem się funkcjonować na nowo. Rozpocząłem studia informatyczne w Łodzi. Sport stał się moim nowym życiem- byłem założycielem drużyny rugby na wózkach Flying Wings. Przez 15 lat byłem zawodnikiem i najlepszym niskopunktowcem w kraju. Zagrałem nawet na mistrzostwach świata w Vancouver. Wreszcie znalazłem ludzi takich jak ja- którzy rozumieli ból i wagę każdego małego zwycięstwa.
Po studiach założyłem firmę. Najpierw informatyczną, później budowlaną. Nikt nie wierzył, że " człowiek na wózku" może prowadzić biznes, kierować ludźmi, podpisywać kontrakty. Często odsyłano mnie z kwitkiem, traktowano jak kogoś, kto prosi o jałmużnę. Słyszałem słowa, których nigdy nie powinien usłyszeć żaden człowiek: "Niepełnosprawnych nie wspomagam". Ale nie poddałem się.
W 2011 roku otworzyłem firmę budowalną. Zdobyłem trudny certyfikat kompetencji zawodowych, pisząc pięciogodzinny egzamin... długopisem trzymanym w ustach. Zdałem za pierwszym razem. Każda porażka czyniła mnie silniejszym. Każde upokorzenie było dla mnie jeszcze jedną cegłą w murze, którą musiałem przebić.
W 2014 roku na zgrupowaniu rugby poznałem kobietę mojego życia. Ludzie mówili: " To się nie uda". My wiedzieliśmy, że nie możemy bez siebie żyć. Rok później oświadczyny w Hiszpanii, a w 2016 roku ślub i tańce do rana. Razem budowaliśmy naszą przyszłość, naszą firmę, nasze marzenia. Podróżowaliśmy, spełnialiśmy swoje małe i większe pragnienia.
W 2019 roku podpisaliśmy ogromny kontrakt z firmą Budimex, na budowę gazociągu Strachocina- Granica Państwa. Zatrudnialiśmy 40 osób. Pracowaliśmy uczciwie, w pocie czoła, pomimo trudności, ale napotkaliśmy skałę - dosłownie i w przenośni. Prace wymagały dodatkowych kosztów - ponad milion złotych inwestycji w specjalistyczny sprzęt. Budimex obiecał rozliczenie..., które do dziś nie nastąpiło.
Z miesiąca na miesiąc byliśmy zwodzeni. Spotkania, mediacje, pisma - i nic. Presja, strach przed karami, groźby. Nasza firma popadła w długi, musieliśmy zwolnić wszystkich pracowników, sprzedać maszyny i siedzibę. 15 lat pracy, wyrzeczeń i marzeń- wszystko zostało nam odebrane.
Ostatnie lata mijają na niekończących się rozprawach sądowych. Bezsilność i rezygnacja towarzyszą mi każdego dnia. Całe życie przełamywałem bariery, walczyłem ze stereotypami, wierzyłem, że ciężką i uczciwą pracą można wszystko. Dziś, po latach walki, zostało nam tak niewiele- oprócz wiary i nadziei.
Wierzę, że Bóg nie zostawia nas samych. Wiem, że każda próba ma sens, choć czasem pytamy z żoną: "Boże, gdzie jesteś?". Ale On przychodzi- czasem pod postacią trzech mężczyzn, którzy pomagają wnieść mnie na piąte piętro, gdy winda się zepsuje.
Narodziłem się drugi raz. Pan Bóg miał dla mnie inny plan, niż ten, który sam na początku wybrałem. Choć dziś walczę nie tylko o firmę, ale o poczucie sprawiedliwości, o wiarę w ludzi, w uczciwość- wciąż podnoszę głowę. Bo wiem, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu- wszytko jest na właściwym.
Dlatego proszę - nie tylko w imieniu swoim, ale w imieniu naszej ciężkiej pracy, wszystkich ludzi, którzy stali za tą firmą, mojej rodziny, mojej żony - o pomoc. O sprawiedliwość. O to, by 15 lat życia nie zostało zdeptane przez tych, którzy mają więcej pieniędzy, więcej prawników i więcej możliwości.
Bo nawet, gdy świat legnie w gruzach, można go odbudować - ale nie samemu...
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!
