Niestety, wpłata na tę zbiórkę nie jest już możliwa.

W dniu 8 października 2022 odebraliśmy Dżunię - sunię potrzebującą pilnej interwencji chirurgicznej.
Opis interwencji
Już na wstępie przepraszamy za niektóre dosadne opisy i ostrzegamy, że tekst może poruszyć osoby wrażliwe. Nie chcemy jednak umniejszać temu, co spotkało tę niespełna 10 kilogramową suczkę. Postaramy się jednak opisać sprawę w sposób jak najbardziej rzeczowy, mimo, że wciąż targają nami emocje trudne do opisania...
Zaczęło się wczoraj, 7 października. Wieczór, piątek, wiele osób cieszy się z nadchodzącego weekendu i nie myśli o pracy. My dostajemy telefon - "właściciel" zbiegł spod gabinetu weterynaryjnego, nie opłacając wizyty, lecz co gorsza, zabrał ze sobą suczkę, która wymagała pilnej interwencji chirurgicznej. Dżunia, bo tak jej na imię, to około pięcioletnia kruszynka. Od około siedmiu dni, według relacji "właścicielki", nie jadła i nie piła, miała też wymioty i biegunkę. Do weterynarza zdecydowali się zgłosić po tym, jak zaczęła słabnąć. Okazało się, że z jej dróg rodnych wydobywa się krwisto-ropna maź, znów jej sutki są pełne mleka i gotowe na przyjęcie szczenięcia. Kiedy doszło do pokrycia? "Właścicielka" nie wie. Po badaniu pada diagnoza - wewnątrz suni najprawdopodobniej znajduje się przynajmniej jeden rozkładający się płód! Suczka powinna trafić na stół jak najszybciej w celu usunięcia płodu/płodów oraz macicy, bo obecny stan zagraża jej życiu. "Właścicielka" wychodzi z suczką z gabinetu, aby się "naradzić" po czym... znika. W gabinecie zostają tylko jej szelki i smycz.. I tu dziękujemy empatycznej weterynarce - pani Magdalenie, która postanowiła poruszyć niebo i ziemię, aby pomóc suczce. Nie pomaga jednak policja, ani straż miejska. Jakimś cudem, wreszcie wiadomość trafiła do nas, przekazana z innego oddziału TOZ. Na szczęście, "właściciel" przekazał podczas wizyty prawidłowy adres, dzięki czemu mogliśmy udać się na miejsce od razu. Niestety, po 20-tej nikogo nie zastaliśmy na miejscu, a i psa nie było słychać... Według relacji sąsiadów, "właściciele" urządzili sobie libację, po czym zniknęli. Nie straciliśmy jednak nadziei i następnego dnia, 8 października, ruszyliśmy na miejsce ponownie. "Właściciel" dobrowolnie wpuścił nas do mieszkania. Był nietrzeźwy (podobnie jak jego partnerka, która nawet nie obudziła się na nasze przyjście), a swoją ucieczkę tłumaczył tym, że... "kierowniczka nie dała mu zaliczki". Oczywiście, jak to stwierdził "w "rozpaczy" że utraci sunię musiał kupić sobie flaszkę no i jak przyszedł dzisiaj do pracy to kierowniczka kazała mu wrócić do domu".
To na flaszkę było. Na tę dzisiejszą i wczorajszą niejedną też...
Bez dyskusji przejęliśmy prawa do suni i pojechaliśmy szukać pomocy. O niezapowiedzianą skomplikowaną operację w sobotę ciężko, kto to przechodził, ten wie. I tu znowu przyszła na pomoc pani Magdalena. Przyjęła sunię w gabinecie (gdzie podczas badania okazało się, że jej temperatura to zaledwie nieco ponad 35 stopni!!) i pomogła w zorganizowaniu zabiegu na cito - w Katowickim Centrum Weterynarii w Silesi. Dziękujemy klinice za przyjęcie nas z Dżunią i za szansę na uratowanie jej życia.
Jakie będą koszty? Na pewno duże i myślimy, że będziemy potrzebowały Waszej pomocy. Czekamy jednak na konkrety, a przede wszystkim na wynik operacji i konkretną diagnozę. Na pewno damy znać, co dalej z psinką, jak tylko sami otrzymamy informację.
Sprawy tak nie zostawimy. Jesteśmy w trakcie zbierania dowodów przeciwko "właścicielom" o znęcanie się nad Dżunią.

Aktualizacja: Po godzinie 16-tej otrzymaliśmy informację, że podczas zabiegu usunięcia dwóch dużych, martwych płodów u suczki trzykrotnie dochodziło do zatrzymania akcji serca. Jej stan jest bardzo poważny i nie wiadomo, czy suczka przeżyje. Na moment rozmowy suczka jeszcze się nie wybudziła z narkozy. Jest wychudzona i osłabiona. Na stół trafiła tak naprawdę w ostatnim momencie. Gdyby trafiła wczoraj, jej szanse byłyby zdecydowanie większe.
Na tę chwilę nie wiemy jakie koszty poniesiemy za operację i hospitalizację suni, ani nawet, czy przeżyje najbliższą dobę.
Aktualności!
Niestety, po niecałej dobie w lecznicy i udanej operacji, Dżunia odeszła. Tu skończyło się jej cierpienie. W jej imieniu, jak i dla jej pamięci, będziemy walczyć o sprawiedliwość.
Poniżej wklejamy fakturę za jej leczenie.

Dziękujemy za wszystkie wpłaty i okazane serce. "Nadwyżkę" przeznaczymy na diagnostykę Aldonki - suni w naszym schronisku, którą czeka operacja guza Stickera.
Kim jesteśmy?
Jesteśmy chorzowskim oddziałem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce. Od wielu lat prowadzimy Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Chorzowie. Każdego roku przyjmujemy do naszego schroniska ok. 1500 zwierząt, którym udzielamy pomocy. Naszym podopiecznym zapewniamy 24 godziny na dobę ciepłe i suche schronienie, karmę, wodę oraz opiekę pielęgniarzy, prowadzimy także aktywne poszukiwania właścicieli lub nowych domków. Zwierzakom zapewniamy także opiekę lekarzy weterynarii. Poza zwierzętami w schronisku prowadzimy także akcję dokarmiania oraz sterylizacji kotów wolno żyjących z terenu Chorzowa. Działamy również poza schroniskiem – przeprowadzamy interwencje dot. zaniedbywanych zwierząt. Niejednokrotnie odbieramy je skrajnie złych warunków.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!

Piotrek
:)