Niestety, wpłata na tę zbiórkę nie jest już możliwa.

Na początku roku, po tym, kiedy pod moją opiekę trafiły dwa małe kociaki, urodzone w grudniu na naszej wsi - Placuch i Awusia, zainteresowałam się sprawą okolicznych kotów. Po ich adopcji zapowiedziałam karmicielce, że pomogę w kastracji grupki czterech kotów, które ktoś kilka lat temu podrzucił pod jej dom.
Udało się z powodzeniem znaleźć miejsce na kastrację dla (jak się okazało) czterech kotek, z których jedna była w ponownej ciąży. Wieść o pomocy przy kastracji się rozniosła, jednak nie zwiększyła się tym samym miesięczna ilość kotów kastrowanych przez gminę - PIĘĆ.
Zgłosili się do mnie po pomoc sąsiedzi oraz Państwo, mieszkający w okolicy. Jak to na wsiach bywa - koty były podrzucane, przychodziły, potrzebowały pomocy, aż w końcu było ich już za dużo. 
Razem z moją koleżanką Klaudią, która udziela się wolontaryjnie na rzecz zwierząt w okolicy, pojechałyśmy zobaczyć, jak wygląda sytuacja kotów. Miałyśmy tylko zrobić zdjęcia zwierząt do kastracji, tymczasem ...
Okazało się, że na miejscu są 2 kocury, 4 kotki i 4 małe kocięta. Dwie kotki są znów w ciąży - jedna na końcówce, druga w połowie. Kotka, która jest w połowie, ledwie 8 tygodni temu urodziła 4 kocięta, z czego jeszcze żył tylko ostatni ...



Trzy kociaki od burej kotki były w całkiem dobrym stanie i nie wymagały natychmiastowej pomocy, natomiast kociak od białej kotki, który leżał w oborze ... Na początku myślałyśmy, że nie żyje, dopóki właściciel nie wziął go na ręce.



Okazało się, że Mały Kot właściwie już umiera - zapadnięte oko (do amputacji) , drugie zaropiałe, zaawansowany koci katar, okropne rzężenie w płucach, apatia, brak apetytu, pchły, smród z pyszczka ... Śmierć była kwestią dni.


Nie tracąc czasu, natychmiast pojechałyśmy z Małym Kotem do weterynarza. Tam dostał kroplówkę, antybiotyk, krople i płyn do dokarmiania strzykawką, ponieważ nie podejmował jedzenia. Zabrałyśmy również białą kotkę, u której została potwierdzona połowa ciąży i minimum cztery płody. (Z wcześniejszych miotów kotki nie uchował się ani jeden maluch, wszystkie chorowały i umierały).



Już jutro (21 sierpnia) wszystkie koty z tego miejsca zostaną zawiezione na kastrację do weterynarza. Koty zostaną zabezpieczone również przeciw pasożytom.
Mały kot dziś już czuje się lepiej, a koszt amputacji oka (ze zniżką) powinien wynieść około 1000zł, do tego dochodzą koszty utrzymania.
Jedną koteczkę z maluchów (najmniej dziką) uda się umieścić w dt, jak tylko zwolni się miejsce, a pozostałe maluchy zostaną wykastrowane za około 4-5 miesięcy.
Jednak to nie wszystko! Kotów potrzebujących w mojej najbliższej okolicy jest więcej! Tu mamy 6, ale kolejne 5 do kastracji ma sąsiadka, która również pomaga okolicznym kotom. To wciąż nie wszystko - lista jest długa, ponieważ w kolejce na kastrację czekają kolejne koty: w Potęgowie dwie matki kociaków, które odławiałyśmy w zeszłym tygodniu, za około miesiąc trzy około pięciomiesięczne kociaki z Potęgowa, w Runowie jest kolejne 10 kotów.
Ustawiłam próg zbiórki na 3 tysiące, jednak wszystko co będzie ponad, zostanie, co do grosza, przeznaczone na kastrację okolicznych kotów oraz wyleczenie Małego Kota, a wszystkie działania będę na bieżąco pojawiać się na moim profilu na Instagramie.
Mam chęci, czas znajdę, ale potrzebuję Waszej pomocy, aby świat wokół siebie zmieniać na lepsze!
Marta 
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!

Karolina
Dziękuję Marta że masz siłę i że poświęcasz życie żeby pomagać tym małym istotkom. Podziwiam i szanuję ogromnie Twoje dobre serduszko 😘
MagdalenaK
Marta, robisz niesamowitą robotę! 😍❤️💪🏼
Ola G
powodzenia kotki!
Asia
Marta robisz super robotę. Cieszę się, że mogę wesprzeć Twoje działania :)