
Dramat psa z gm. Stryszów. Pies rażony prądem przez policję i zamknięty na 5 dni sam w domu...
To, co wydarzyło się w gminie Stryszów, zaczęło się od kradzieży… batonika w sklepie, a skończyło na interwencji z udziałem 30 policjantów, negocjatorów i kontrterrorystów. W tym wszystkim był jeszcze on – pies o imieniu Patryk, który bronił swoich ludzi, nie wiedząc, że ci ludzie zawiodą go najbardziej.

W miniony piątek właściciel psa mieszkający w jednej z wsi pod Wadowicami najpierw groził ekspedientce pozbawieniem życia, potem ukradł z półki towar i wrócił do domu. Kolejne groźby miał kierować przy interweniujących policjantach: „Zabiję wszystkie dzieci we wsi i pójdę do nieba…”

W domu przetrzymywał 1,5-roczne dziecko i partnerkę. Zachowywał się agresywnie, w pewnym momencie zabarykadował się w domu wraz z partnerką, dzieckiem oraz psem w typie rasy dog argentyński.
Z uwagi na realne zagrożenie dla życia i zdrowia osób przebywających w środku, w tym małego dziecka, a także podejrzenie, że mężczyzna może dysponować niebezpiecznym narzędziem, na miejsce skierowano negocjatorów oraz funkcjonariuszy pododdziału kontrterrorystycznego Policji. Funkcjonariuszy było aż 30. Zablokowano całą drogę. Ludzie wyszli przed domy obserwować co się dzieje.

Negocjacje nie przyniosły efektu. Gdy policja wkroczyła do domu, pies – dog argentyński – w panice rzucił się, by chronić swoich opiekunów. Wtedy użyto wobec niego tasera. Dostał pełny ładunek prądu.

Po wszystkim właściciel trafił do szpitala psychiatrycznego, dziecko trafiło do rodziny zastępczej, a partnerka zniknęła…
Pies od minionej soboty został w domu sam. Zupełnie sam. Komendant Komisariatu Policji w Kalwarii Zebrzydowskiej przywoził mu jedzenie i wodę, ale pies był cały czas agresywny i zamknięty w jednym z pomieszczeń. Gmina Stryszów szukała pomocy w przejęciu psa. Nikt nie chciał się nim zająć.

Ratujemy go po 5 dniach od interwencji.
Był zamknięty w pokoju przez ponad pięć dni, zaryglowanym tapczanem i gumą założoną na klamkę, żeby przypadkiem nie otworzył drzwi. Pies nie mógł wyjść, nie mógł nawet stanąć na nogach bez strachu.

Policjanci powiedzieli nam wprost:
„Obdzwoniliśmy 14 organizacji – nikt nie chciał go przejąć, wszyscy się bali.”
Ale to pies byłprzerażony. Bo dostał prądem.
Bo nie rozumiał, dlaczego poniósł konsekwencje, skoro bronił ludzi.
Przyjechaliśmy po niego 800 kilometrów.
Nie mogliśmy zostawić go na śmierć. Żaden zwierzak nie zasłużył na to, żeby konać z głodu, strachu i bólu, bo ludzie zawiedli.

Zabezpieczenie psa było bardzo trudne – nie znał nas, nie wiedział, po co przyjeżdżamy. Był przekonany, że zrobimy mu krzywdę, tak jak ci, którzy wcześniej go razili prądem. Bronił się, bo nigdy nikt go nie nauczył, że obcy człowiek może chcieć pomóc.
Dziś pies jest już z nami:
– w złym stanie psychicznym,
– z podrażnioną skórą,
– wycieńczony, odwodniony, w traumie.

Właśnie jedzie do lekarza.
Potrzebujemy Waszej pomocy.
Na diagnostykę, leczenie, opiekę behawioralną, a przede wszystkim – żeby zapewnić mu życie, w którym już nigdy nie będzie musiał drżeć przed człowiekiem.
Ten pies przeżył koszmar, teraz ma szansę dostać drugie życie.
Pomóżcie nam o nie zawalczyć.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!