Marcin Fastyn - awatar

Marcin Fastyn

Organizator zbiórki


Witajcie na mojej stronie!

Jestem niezbyt dużym, nierasowym kotkiem. Przez wiele lat – nie wiem, jak wiele – żyłem na ulicy, aż tu rok temu ktoś złapał mnie i odniósł do schroniska. Tam znalazłem dach nad głową, zaopiekowano się mną, nadano mi imię – od tej pory jestem Kniaziem – było mi lepiej, niż na ulicy. Jednak wciąż chciałem mieć swojego człowieka, jedynego, wyjątkowego, który troszczyłby się tylko o mnie. Niestety – mijały dni, tygodnie, miesiące – i nikt nie zwracał uwagi na starego, czarnego, bezzębnego kota. Na co komu taki ja? – to pytanie zadawałem sobie nie raz. Aż wreszcie...

Pewnego pięknego dnia do schroniska przyszło troje ludzi – młody mężczyzna wraz z rodzicami. Szukali kotka spokojnego, któremu mogliby dać kochający dom. Rozglądali się po całej kociarni, aż w końcu weszli do mojego pomieszczenia. Podszedłem do tego młodego człowieka, mruknąłem, zacząłem się do niego łasić. I choć potem jeszcze raz obszedł całą kociarnię, ostatecznie wrócił do mnie... i powiedział paniom ze schroniska, że chcą właśnie mnie. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo byłem szczęśliwy?

Niedługo potem byłem już w nowym mieszkaniu. Pierwsze chwile – wiadomo: były niełatwe. Czułem się niepewnie. Chyba dwa dni przesiedziałem pod łóżkiem, wychodząc tylko z rzadka do miski i do kuwetki.

Stopniowo zaczynałem czuć się coraz pewniej, zwiedzać całe mieszkanie. Znalazłem swoje ulubione miejsca – na kocyku na parapecie w sypialni, potem dostałem także bardzo wygodny koszyczek na parapecie w salonie.

Dostawałem pyszne jedzonko (zobaczcie, jaką radość mi dawały ulubione przysmaki!),


miałem swoje zabawki (najlepszą były zwykłe szeleczki do spacerów po balkonie), niczego mi nie brakowało.

Oswajałem się coraz bardziej. Gdy mój człowiek, lub jego rodzice, przysiadali zmęczeni – przychodziłem do nich na kolanka, mruczałem... gdy byli w złym nastroju – próbowałem rozweselać. Robiłem baranki, ocierałem się o nich, nawet lizałem po głowie, by pokazać, jak bardzo są dla mnie ważni.


Niedawno odkryłem nawet, jak to jest fajnie w nocy, zamiast leżeć samemu w koszyczku, przyjść na łóżko swojego człowieka i ułożyć się obok na poduszce. Albo nawet na nim samym...

Zastanawiacie się zapewne, co w takim razie robię tutaj, skoro wszystko było tak cudownie? Czemu proszę o pomoc? Niestety, okazało się, że nie jestem tak zdrowym kotkiem, jak pragnąłbym być. Jeszcze w kwietniu moje wyniki badań były zupełnie dobre, jedynie nerki pracowały trochę gorzej, niż by mogły. Niestety, kolejna kontrola, w połowie czerwca, przyniosła złe wiadomości. Choć czułem się wciąż dobrze, w moim ciele już do głosu dochodził groźny wróg – a nawet dwóch: w mojej krwi było bardzo mało czerwonych krwinek, do tego test na obecność wirusa kociej białaczki dał pozytywny wynik. Mimo to wciąż byliśmy wszyscy optymistami – mój człowiek, weterynarz i ja. Dostałem lek na pobudzenie produkcji czerwonych krwinek, mój człowiek dawał mi go regularnie i wszyscy mieliśmy nadzieję, że przy kolejnej kontroli wskaźniki już będą lepsze.

Niestety. Niecałe dwa tygodnie później siły zaczęły mnie opuszczać. Nie miałem już ochoty na zabawę. Na jedzenie zresztą też. Moje ulubione przysmaczki, które prawie wyrywałem człowiekowi z ręki, leżały tuż przede mną, a ja nie miałem sił ich zjeść. 

Drogę z koszyczka do miski musiałem pokonywać na raty, w kuwecie nie miałem siły zakopywać tego, co ze mnie wyszło. Schudłem prawie kilogram - to aż 1/4 mojej normalnej wagi! Mój człowiek nie czekał do kolejnej kontroli, zaniósł mnie do weterynarza. Zrobili mi nowe badania, dostałem nowe leki – tabletki na wzmocnienie apetytu, zastrzyki, kroplówki. Wyniki badań okazały się jeszcze gorsze, niż poprzednio. Moja krew zrobiła się bardzo rzadka, rozwodniona, blada. Weterynarz orzekł, że konieczna będzie transfuzja, że bez niej mogę nie przeżyć.

Pierwsza próba okazała się nieudana – kot-dawca miał zbyt niskie ciśnienie, i choć chciał pomóc – krew z niego nie wypływała. Spróbujemy jeszcze raz jutro (7 lipca) – może się uda. Jeśli nie, trzeba będzie szybko znaleźć innego kota-dawcę... albo ściągać krew z daleka, z innego miasta. Dzięki transfuzji będę mieć czas na dalsze leczenie, na podjęcie walki o to, by móc wciąż dla mojego Człowieka być najlepszym ze wszystkich kotów.

Niestety – to wszystko ma też swoją cenę. Do tej pory mój człowiek nie miał z tym problemów. Jednak powoli sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Lekarstwa – to najmniejszy problem. Wizyty w lecznicy parę razy w tygodniu, zabiegi – już większy. Jeśli trzeba będzie kupić kocią krew i sprowadzać ją z daleka – będzie naprawdę ciężko. Ja wiem, że mój Człowiek zrobi, co będzie mógł, żeby te pieniądze mieć. Ostatnio mówił coś o powiększeniu... takie dziwne słowo... jakby coś o kretach. Jak powiększenie, to chyba dobrze, prawda? Tylko czemu miał taką zatroskaną minę, gdy to mówił?

Proszę Was, pomóżcie Mu. Ma teraz dużo wydatków, nie tylko na mnie. Za chwilę czeka go też daleki wyjazd, którego nie może odwołać, ani przesunąć – w tym czasie będę pod troskliwą opieką jego rodziców i przyjaciół. Ja wiem – on te pieniądze na moje zdrowie znajdzie. Ale jeśli Wy wrzucicie do tej wirtualnej skarbonki drobny pieniążek (nie chcę, nie proszę o więcej) – mojemu Człowiekowi będzie dużo lżej walczyć o moje zdrowie... Z góry wszystkim Wam ślicznie dziękuję za każde wsparcie... i mruczę do Was, ile tylko mam sił w sobie.

[Od Kniaziowego człowieka]

Cóż mogę więcej dodać do słów Kniazia? Chyba tylko dowody na ich potwierdzenie:

- skany książeczki zdrowia Kniazia

- skany wyników badań krwi

- podsumowanie kosztów weterynarza i leczenia od momentu stwierdzenia anemii i białaczki

18 czerwca - wizyta u weterynarza: 68 zł

20 czerwca - wizyta u weterynarza: 45 zł

29 czerwca - leki dla kota: 48 zł

3 lipca - wizyta u weterynarza: 95 zł

4 lipca - wizyta u weterynarza: 56 zł

5 lipca - leki dla kota: 26,99 + 18 zł

6 lipca - wizyta u weterynarza: 78 zł

łącznie: 434,99 zł

Koszt zakupu krwi i jej transportu (jeśli będzie konieczny): 400-500 zł

Koszt samej transfuzji: 80-100 zł

Koszty kolejnych wizyt i leków - jeszcze niewiadome.

- od dziś (6 lipca) – dla każdej wizyty karta informacyjna wraz z paragonem, dla każdego zakupu leków również (wcześniejsze – nie zachowały się, nie sądziłem, że będę musiał prosić Was o pomoc)

7 lipca:

8 lipca: wizyta u weterynarza w związku z opuchniętą łapą (plus transport 17,94)

12 lipca - pobranie krwi do analizy laboratoryjnej, dodatkowy zastrzyk wzmacniający

13 lipca - odebraliśmy wyniki badań. Krew się bardzo poprawiła (choć do ideału jeszcze wciąż daleko), niestety równolegle pogorszyła się praca nerek, poziom mocznika we krwi w ciągu miesiąca podwoił się. Przyczyn może być wiele - od zmiany diety na surowomięsną (co jest chwilowo konieczne ze względu na krew), przez zmniejszone przyswajanie leku na nerki (nie zawsze Kniaź chce przyjąć pełną dawkę), aż po normalne zmiany wynikające ze starości. W związku z tym Kniazia w najbliższym tygodniu czeka seria codziennych kroplówek pomagających w wypłukiwaniu tegoż...

Oto i nowe wyniki:

 

Dzisiejsza kroplówka na obniżenie poziomu mocznika - 35 zł

14 lipca - kolejna kroplówka antymocznikowa

16 lipca - kroplówka przeciwmocznikowa oraz zastrzyk z witamin

17 lipca: kolejna kroplówka, zastrzyk na wzmocnienie i żeby się Kniaź mniej drapał...

18 lipca - dziś Kniaź dostał ostatnią porcję kroplówki, oraz zastrzyki wzmacniające. Jutro z samego rana będzie mieć pobieraną krew - w pakiecie morfologia, biochemia, PCR na białaczkę oraz rozmaz na mykoplazmę i Haemobartonellę.

Ponieważ już jutro z rana czeka mnie wyjazd, pod moją nieobecność koteł będzie się znajdować pod troskliwą opieką moich rodziców, a przez większość czasu także mojej przyjaciółki, która z nim zamieszka. Ponieważ nie będzie mnie pod ręką, wszelkie rachunki za dalsze leczenie Kniazia przedstawię po powrocie, po 10 sierpnia (chyba, że przyjaciółka da radę je fotografować i mi przysyłać na bieżąco). Natomiast karty wizyt będę dostawać z lecznicy na maila, więc gdy tylko będę mieć internet - będę je zamieszczać, gdy tylko do mnie dotrą.

Koszt dzisiejszej wizyty - 25 zł kroplówka + leki, 200 zł zlecone badania krwi.

26 lipca:
Od czasu poprzedniej aktualizacji Kniaź przeszedł jedną morfologię - mocznik wciąż się nie unormował, oraz 3 kroplówki na jego poprawę (koszty po 25 zł, jeśli nic nie pokręciłem). Wyników badań PCR ciągle nie mamy, być może będą wieczorem. 

Niestety, dziś Kniaź przeszedł kolejną morfologię - trzeba było sprawdzić, jakie są tendencje w jego krwi. Nie ma dobrych wiadomości. Poziom hemoglobin spadł do poziomu sprzed transfuzji i prawdopodobnie pojutrze spróbujemy jeszcze raz wzmocnić go kolejną, by zyskać kolejną odrobinę czasu na dalszą diagnostykę i leczenie. Koszt dzisiejszej morfologii to ok. 70 zł, przewidywana transfuzja - najpewniej znów koło 100 - wszystko rozliczę z lecznicą po powrocie. Dlatego jestem zmuszony podnieść kwotę zbiórki - nad czym serdecznie ubolewam :(

A oto wyniki dzisiejszej morfologii:

Biochemia krwi
Parametr Wynik J.miary Min. Max.
Kreatynina H 2 = mg/dl 1 1,8
Mocznik H 110 = mg/dl 25 70
Morfologia krwi
Parametr Wynik J.miary Min. Max.
MCV (ŚOK) H 59,1 = fL 39 55
MCH (ŚMH) 16,8 = pg 13 21
MCHC (ŚSH) L 28,5 = g/dL 30 38
OB
Erytrocyty L 2,85 = T/l 6,5 10
Hematokryt L 16,8 = % 24 55
Hemoglobina L 4,8 = g/dl 8 15,3
Leukocyty 11,5 = tys./mm3 5,5 19
Trombocyty H 910 = G/l 100 580
Limfocyty 24,8 = % 20 55
Monocyty 6,7 = % 1 9
Eozynofile 2,5 = % 0 12
Neutrofile segmentowate 68,5 = % 35 85
granulocyty# 7,9 = x10^9/l 2,1 15
limfocyty # 2,9 = x10^9/l 0,8 7
monocyty# 0,7 = x10^9/l 0 1,9


Częściowa aktualizacja:

29 lipca

Kniaź przeszedł nową transfuzję. Dzięki pomocy lecznicy "Cztery łapy" udało się znaleźć dawcę. Niestety, koszt okazał się wyższy,  ze względu na konieczność oznaczenia grupy krwi. Więc nie kolejne 100, tylko 340 zł. Na szczęście udało się przetoczyć Kniaziowi całkiem sporo krwi, dzięki czemu wizualnie bardzo przybrał na sile. Oby już na dłużej!

8 sierpnia

Kniaź przeszedł kolejną morfologię, tym razem we współpracy z "Czterema łapami" - dokładniejszą, w niemieckim laboratorium. Niestety liczba erytrocytów i stężenie hemoglobiny wciąż są dość znacznie poniżej normy i jest obawa, że krew nie podlega regeneracji. Kniaź jest ciągle leczony antybiotykami i lekami przeciwwirusowymi (a to bynajmniej nie wszystkie, które codziennie przyjmuje).

Komplet rozliczeń i zaległych rachunków otrzymam z lecznicy po święcie 15 sierpnia, bardzo możliwe, że w postaci zbiorczej.


A oto i wspomniana aktualizacja (od 19 lipca)

I do kompletu rachunek za to wszystko:

Obecnych leków już nie wymieniam, bo to groszowe sprawy.

W związku z powyższym nowy poziom zbiórki to aktualna kwota + zapas na 2 morfologie + ewentualną kolejną transfuzję, gdyby się okazało, że szpik nie pracuje wystarczająco skutecznie.

23 sierpnia

U Kniazia pojawiły się problemy z pęcherzem - choć kuwetę zapełnia regularnie, to, jak się okazało, trochę "produkcji" zostawało w środku kota. Wizyta u weterynarza, podane leki - jakoś udało się zażegnać kłopot, przynajmniej na jakiś czas i obyło się bez cewnikowania w narkozie - z tej mógłby się już nie wybudzić :( Przy okazji została zrobiona morfologia - wyszło, że duże dawki leków mają zły wpływ również na wątrobę - na to dostał również odpowiednie zastrzyki. 

10 września - dziś Kniaź znów odwiedził lecznicę. Trochę wcześniej, niż to było planowane - niestety, czy to z powodu spadku odporności, czy też jako efekt jednego z leków zastosowanych na pęcherz - odnowiła mu się grzybica skóry, na skutek czego:

a) drapie się do krwi, biedactwo...

b) bardzo mocno linieje, w kilku miejscach już pojawiają się łyse placki skóry.

Oczywiście, skorzystaliśmy z okazji i przy okazji pobraliśmy krew do badań - tradycyjna morfologia, biochemia, żelazo, rozmaz na mykoplazmę i tak dalej. Na razie są wyniki tylko badań standardowych. Są nie najgorsze - nerki funkcjonują w miarę przyzwoicie, retikulocyty w szpiku teoretycznie pracują przynajmniej trochę, hematokryt wciąż bliższy jest normie, niż konieczności transfuzji (ale, niestety, spadł trochę od poprzedniej kontroli).  Reszta wyników w najbliższym czasie. Kniaź czuje się lepiej, niż w najgorszych chwilach, ale do ideału trochę brakuje, tym bardziej, że znowu są problemy z karmieniem go...

Koszt kontroli i badań - 120 zł, koszt leków (na co, niestety, paragon mi umknął - 96 zł).

14 września:

Po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy dla Was naprawdę dobre wiadomości o Kniaziu! Otóż najnowsze badania pokazują, że najprawdopodobniej udało się zwalczyć pasożyta, niszczącego jego krew! Co prawda, nie znaczy to jeszcze, że udało się wyprowadzić go z anemii - ale dzięki temu otworzyła się przed nami możliwość zastosować terapię substancją z rodziny EPO, by pobudzić szpik koteczka i zwiększyć produkcję czerwonych krwinek, by nie trzeba już było kolejnych transfuzji (no, przynajmniej przez jakiś dłuższy czas). Lek już zamówiłem w aptece i w przyszłym tygodniu Kniazia czekają dwa zastrzyki.

Z leków - dziś kupiony Encortolon w kolejnej porcji (poprawia szpik) za 13,75. Jutro będzie niestety i na szczęście - więcej.

15 września

Udało się błyskawicznie załatwić Aranesp. Pierwszy zastrzyk od razu dziś, drugi - za tydzień. Według weterynarzy szanse są obiecujące (choć troszkę mnie martwią skutki uboczne z ulotki przeznaczonej dla ludzi - między innymi alergie, wysypki i tym podobne atrakcje. A kotek przecież już ma duży problem z grzybicą! Jednak anemia dużo ważniejsza i to przede wszystkim z nią musimy walczyć. Na pewno się uda!

22 września

Kniaź dostał drugą dawkę Aranespu. Dodatkowo w drugim zastrzyku kolejną porcję leków wzmacniających - Catosal, Rapidexon, witaminę B1.

28 września

Nadeszła pora sprawdzenia efektów podania Aranespu - Kniaź odwiedził lecznicę na pobranie krwi (a przy okazji czyszczenie uszu, w których się dość bujnie rozwijają drożdżaki). Niestety dziś przestał być kotkiem bezproblemowym - w lecznicy zaczął bardzo drapać w transporter, domagając się wypuszczenia, a kiedy wziąłem go na kolanka, żeby głaszcząc - uspokoić, wykonał piękny skok i wybiegł odkrywać uroki okolicy. Zanim go złapałem, w ciągu kilku minut zdołał odwiedzić ogródek kwiatowy, przejść przez ulicę, wleźć pod samochód i jeszcze przegonić mnie po krzakach, przy okazji sycząc na mnie. Ale w końcu dał się pogłaskać i złapać.

W gabinecie też nie chciał współpracować - pobranie krwi odbyło się z pewnymi kłopotami, a czyszczenie uszu to już tylko wyrywanie się i miauki. Na szczęście się udało. 

Zlecono: morfologię, biochemię, kreatyninę, mocznik, parametry wątrobowe oraz pierwiastki (wapń, sód, fosfor). Wyniki powinny być na jutro. Mam nadzieję, że pozwolą Kniaziowi odetchnąć od lekarza przynajmniej na kilka tygodni (a najlepiej - miesięcy, ale bądźmy realistami...)

29 września

A miało być tak pięknie. Miały pomóc te nowe leki, i co? I nic. Jesteśmy na etapie sprzed dwóch miesięcy - czerwonych krwinek coraz mniej, hematokryt coraz niższy. Choć najpewniej udało się zwalczyć mykoplazmę - znowu konieczna będzie transfuzja. Może niekoniecznie jutro, czy w poniedziałek. Ale szybko. By wywalczyć kolejne miesiące dla Kniazia, pewnie do kolejnej transfuzji. Jedno, co jest dobrego w tym wszystkim to to, że Kniaziowi nie dokucza ból, że nie cierpi. Gdyby było inaczej... brrr. A tak - póki można, póki się da - trzeba walczyć i szukać krwi.

3 października

Dziś Kniaziek dostał jednostkę ożywczej krwi (za pomoc w czym dziękujemy serdecznie lecznicy "Cztery Łapy" z Widzewa). Trwało to troszkę dłużej niż powinno, bo pierwotny kot-dawca nie był w stanie współpracować i trzeba było jechać po drugiego. Pomimo to Kniaź zniósł cały zabieg bardzo grzecznie i spokojnie - na pewno zdawał sobie sprawę, że to wszystko dla jego dobra. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie żadnych efektów ubocznych - za to pozytywnych całe mnóstwo.

12 października

Moi drodzy, dziś przyszły wyniki najnowszych, środowych badań Kniazia. Pani weterynarz stwierdziła, że dawno - tzn. od sierpnia, nie było tak dobrze.  Przede wszystkim, kolejny rozmaz potwierdził to, co sugerował poprzedni: śladów po mykoplazmie już nie ma.

Co się tyczy wyników morfologii - zarówno erytrocyty, jak i hematokryt po transfuzji wyraźnie się zbliżyły do (co prawda dolnej) granicy normy i obecnie nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla Kniazia. 

Co więcej, są na tyle dobre, że kolejną kontrolę krwi przewidziano dopiero na za miesiąc, więc bazując na doświadczeniu miesięcy poprzednich, jest szansa, że jeśli Kniaź będzie regularnie przyjmował cykloferon i żelazo, być może uda się odwlec kolejną transfuzję już do nowego roku (co oby!). Radujmy się więc!


8-10 listopada

Różne rzeczy się działy. Przede wszystkim - w czwartek, dzięki pomocy znajomych, udało się pozyskać dla Kniazia niezbędny mu przeciwwirusowy cykloferon. Koszt po przeliczeniu - 61 zł, oryginalnego rachunku z pewnych względów wyjątkowo pozwolę sobie nie przytaczać.

Jednocześnie tego samego dnia odkryłem, że w sumie to Kniaziowi się trochę za bardzo schudło i znów mam ćwierć kota mniej. Z tego względu w piątek z samego rana podreptaliśmy do weterynarza na kontrolę - tak z pół tygodnia wcześniej, niż było to przewidziane.  Pomimo pewnych protestów, pobraliśmy mu krew na morfologię i biochemię, a także, dzięki uprzejmości lecznicy "Oaza", przetestowaliśmy nieodpłatnie najnowszy nabytek lecznicy - nowoczesny i jak spod igły aparat do USG. Okazało się, że wewnątrz kotka wszystko jest z grubsza w porządku i powodów do specjalnych zmartwień nie ma, więc pozostało czekać na badania krwi.

Te odebraliśmy w sobotę rano. I niestety, nie jest różowo. O ile nerki pracują całkiem zadowalająco, o tyle problem erytrocytów (tylko 2,37 T/l przy normie 6,5-10) oraz hematokrytu (tylko 15,1 przy normie 24-55) powrócił w całej okazałości, domagając się kolejnej transfuzji. Może nie już w poniedziałek, ale tak do końca tygodnia dobrze byłoby ją ogarnąć... I koszty robią się już mniejszym problemem, niż znalezienie odpowiedniego kota-dawcy (co pewnie jeszcze się uda), ale przede wszystkim - utrzymanie tej nowej krwi przez jakiś rozsądny czas... ostatnia porcja wytrzymała tylko miesiąc :(

14 listopada

Dzięki nieocenionej pomocy lecznicy "Cztery Łapy" i kota Cezara, Kniaź już dziś mógł przejść kolejną transfuzję. 

Jak zwykle, okazał się pacjentem wyjątkowo wdzięcznym i chętnym do współpracy - choć cały zabieg trwał blisko 3 godziny, cierpliwie go znosił, leżał w swoim transporterku pod ciepłym kocykiem i nie próbował nigdzie uciekać, ani się wyrywać. Jedynie głośno mruczał, gdy był głaskany, często wręcz na dwie ręce...

Na jak długo wystarczy nowej krwi? Czy uda się jeszcze raz choć trochę pobudzić szpik do działania? Tego nie wiemy. W najbliższych dniach planujemy do dotychczasowej terapii dorzucić jeszcze interferon ludzki w odpowiednio rozcieńczonej postaci, by jeszcze skuteczniej walczyć z namnażającym się wirusem...

I rozliczenie dzisiejszej wizyty:

Suma aktualnych kosztów leczenia: 3028,67 zł

Suma pozyskana dzięki zbiórce po odliczeniu prowizji: 2423,45 zł

Jednocześnie obiecuję, że jakakolwiek nadwyżka, która mi pozostanie po zakończeniu leczenia Kniazia z anemii (na tę chwilę dopuszczam tylko myśl o pozytywnym zakończeniu!) – zostanie przekazana innym, równie, lub nawet bardziej potrzebującym kotkom.

Wybierz kwotę

Aktualności

  • Marcin Fastyn - awatar

    Marcin Fastyn

    14.11.18
    14.11.18

    Transfuzję udało się bez problemu załatwić w "4 Łapach", i Kniaziek już jest podpięty pod życiodajny płyn. 50 ml zleci raz-dwa, i kotek odzyska energię, przynajmniej na jakiś czas :)

    Zdjęcie aktualności 21 888

Komentarze

  • Bartek Borczynski - awatar

    Bartek Borczynski

    14.11.18
    14.11.18

    Walczcie dalej chlopaki!

    • Marcin Fastyn - awatar

      Marcin Fastyn - Organizator zbiórki

      14.11.18
      14.11.18

      Będziemy, cały czas!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    12.11.18
    12.11.18

    Nie poddawaj się! Zdrowia dla Kniazia!

  • Bartosz Borczynski - awatar

    Bartosz Borczynski

    12.10.18
    12.10.18

    Super się cieszę, że Kniaź ma się lepiej! Trzymajcie się ciepło i walczcie! Trzymam kciuki!!!

    • Marcin Fastyn - awatar

      Marcin Fastyn - Organizator zbiórki

      12.10.18
      12.10.18

      Bardzo, bardzo dziękujemy - za dobre słowa, za życzenia i za wsparcie również!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    12.09.18
    12.09.18

    Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia 🙋

    • Marcin Fastyn - awatar

      Marcin Fastyn - Organizator zbiórki

      12.09.18
      12.09.18

      Dziękujemy :) Będziemy walczyć do samego końca o to, by jak najwięcej tego zdrowia udało się odzyskać!

  • Anonimowy Darczyńca - awatar

    Anonimowy Darczyńca

    11.09.18
    11.09.18

    Powodzenia!

    • Marcin Fastyn - awatar

      Marcin Fastyn - Organizator zbiórki

      11.09.18
      11.09.18

      Serdecznie dziękujemy!

Marcin Fastyn - awatar

Marcin Fastyn

Organizator zbiórki

Wpłaty - 63

Bartek Borczynski - awatar
100
Bartek Borczynski
Snopsiki - awatar
5
Snopsiki
Anonimowy Darczyńca - awatar
30
Anonimowy Darczyńca
Anonimowy Darczyńca - awatar
50
Anonimowy Darczyńca
Agnieszka - awatar
100
Agnieszka
Gracz AA :) zdrówka dla Kici - awatar
100
Gracz AA :) zdrówka dla Kici
Bartosz Borczynski - awatar
100
Bartosz Borczynski
Katarzyna Kowalska - awatar
50
Katarzyna Kowalska
Bartosz Borczynski - awatar
100
Bartosz Borczynski
Anonimowy Darczyńca - awatar
20
Anonimowy Darczyńca

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe!

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Pomagam.pl korzysta z plików cookie na zasadach opisanych w polityce prywatności, która uległa zmianie. Dowiedz się więcej.