
Gdyby Kubuś umiał mówić, jego historia byłaby szeptem o bezdomności, porzuceniu i strachu. O dniach, w których chłód bolał bardziej niż głód. O nocach spędzanych gdzieś między drogą a polem, pod gołym niebem, gdy ziemia oddycha już zimą, a wiatr nie pyta, czy masz gdzie się schronić.
Całe jego dotychczasowe życie to tułaczka. Nie wiemy, co jadł. Nie wiemy, gdzie spał. Wiemy tylko, że był niewidzialny. Mijały go setki oczu – nikt nie widział. Nikt nie wyciągnął dłoni.
Kilka dni temu świat na chwilę się dla niego zatrzymał. W przygranicznym rowie, skulony, zmarznięty i brudny, siedział on – mały kot z ogromnym ciężarem na barkach. Znalazła go nasza znajoma. Gdy spojrzał na nią oczami pełnymi prośby, bólu i lęku, wiedziała jedno: nie może odejść. Zabranie Kubusia do domu było odruchem serca.

Ale serce szybko zderzyło się z rzeczywistością. Kubuś był chory. Osowiały. Smutny. Cichy. W gabinecie weterynaryjnym padły słowa, które potrafią odebrać oddech: leczenie będzie długie i drogie. Zamęt w głowie, bezradność, strach – bo jak pomóc, gdy brakuje środków? Wtedy pomyślała o nas. Zadzwoniła. Opowiedziała. Poprosiła.

Od wczoraj Kubuś jest pod naszą opieką.

Dziś trafił do dyżurującej przychodni i został przyjęty do tzw. kociego szpitala. Brzuszek bardzo duży, pierwsze badania, pierwsze podejrzenia… i diagnoza, która za każdym razem powala nas na kolana: FIP.





Podjęliśmy leczenie. Walczymy.

Nie znamy całej historii Kubusia. Nie wiemy, ile dni chodził głodny. Ile nocy przesiedział skulony ze strachu. Ile razy ktoś go minął, nie widząc. Wiemy tylko jedno — on bardzo długo był sam.
Dziś już nie jest niewidzialny. Dziś ma imię. Dziś ktoś wreszcie walczy o jego życie.
Diagnoza FIP jeszcze niedawno oznaczała brak nadziei. Dziś oznacza walkę — trudną, długą i bardzo kosztowną, ale możliwą do wygrania. Podjęliśmy leczenie natychmiast, bo w takich przypadkach nie ma czasu na wahanie. Każdy dzień, każda dawka leku, każde badanie to krok w stronę życia… albo krok za późno.

Kubuś jest zmęczony. Jego małe ciało toczy walkę, której nie powinien toczyć żaden kot. A jednak walczy. Bo chce żyć. Bo zaufał nam — ludziom, którzy wreszcie go zobaczyli.
Dziś to my jesteśmy jego głosem. I dziś bardzo Was potrzebujemy.
Bez Waszej pomocy nie damy rady. Leczenie FIP to ogromne koszty: leki, hospitalizacja, diagnostyka, kontrolne badania. Każda wpłata — nawet najmniejsza — to realna pomoc. To kolejna dawka leku. Kolejny dzień walki. Kolejna szansa.
Prosimy — pomóżcie Kubusiowi wygrać życie.
Udostępnijcie jego historię. Wesprzyjcie leczenie. Bądźcie częścią cudu, który właśnie próbujemy napisać.
Bo Kubuś już wystarczająco długo był sam. Teraz zasługuje na przyszłość.
Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Dla Kubusia
Trzymaj się maluchu ♥️
Anonimowy Darczyńca
Walcz i żyj.