Zbiórka

Pimpuś trafił pod naszą opiekę pod koniec listopada w wieku ok. 10 tyg. Miał złamanie z przemieszczeniem przedniej łapki. Dr Bieżyński poskładał łapkę i założył gips. Kiedy łapka się zrosła i już miało być dobrze, Pimpek rozchorował się i z temperaturą 40 stopni gorączki trafił do weterynarza (10 grudnia). 

Podejrzenie padło na wirusówkę - kaliciwirozę. Po antybiotykach gorączka spadła. Niestety po 2 dniach opiekunka Pimpusia, Pani Halinka, zastała w domu prawdziwą „rzeźnię”. Pimpek leżał w drapaku cały zakrwawiony. Wpakowała go do transporterka i pognała do weterynarza. Okazało się, że krew sączy się z malutkiej ranki-ukłucia na boku. Nie dała się zatamować, więc pani doktor podała leki przeciwkrwotoczne i założyła tamujący opatrunek. Było podejrzenie, że po prostu któryś ze współtowarzyszy drapnął go przecinając małą żyłkę – w ciągu dwóch godzin miało być po wszystkim. Niestety w nocy Pimpek cały czas krwawił. Nad ranem przerażone nie miałyśmy już innego wyjścia, więc pognałyśmy na całodobowy dyżur weterynaryjny, gdzie kociak został w celu ustabilizowania jego stanu. 

Dostawał duże ilości leków przeciwkrwotocznych, naczynie zostało podwiązane. Czynniki krzepnięcia krwi były bardzo obniżone, podobnie jak hematokryt (choć ten nie przekroczył jeszcze minimum) obecna była też znaczna leukopenia. Nie była znana przyczyna tak poważnego stanu Pimpka (test na panleukopenię był ujemny, testy na FIV/FeLV również – ze względu na wiek Pimpka test potwierdzaliśmy wynikami z krwi, w której obecne były świeże retykulocyty). Stan kociaka był jednak na tyle niestabilny, że zdecydowaliśmy go pozostawić nadal w szpitalu. Wieczorem czynniki krzepnięcia, były już w normie, ale hematokryt nieznacznie się obniżył. O 22 malec miał przetoczoną krew – podwójną porcję. Kolejnego dnia rano pojawiły się nadżerki w pysiu. Były ogromne (1 cm) i było ich naprawdę dużo. Dołączono więc silne antybiotyki, leki przeciwbólowe i kroplówkę dożylną z odżywianiem. Generalnie kotek był cały czas kontaktowy i miał apetyt. Co do przyczyny stanu Pimpka zdania były podzielone, ale ostatecznie najbardziej prawdopodobna wersja to zmutowana kaliciwiroza, która może dawać w zaostrzonej i uogólnionej formie nawet skazę krwotoczną.

Pimpuś mimo, że jego stan się poprawił, nie mógł wrócić do domu. Kontakt ze szpitalikiem był bardzo utrudniony, ponieważ nie mogłyśmy się tam dodzwonić, mimo kilkudziesięciu prób dziennie. Ciągłe zmiany dyżurujących weterynarzy skutkowały tym, że żaden z nich nie był w stanie powiedzieć nam konkretnie w jakim stanie jest kot, a nawet jakie badania wykonano. Odmówiono nam wydania rozmazów do konsultacji z hematologiem, który mógł pomóc w postawieniu diagnozy, uzasadniając, że taka współpraca z innymi weterynarzami się nie sprawdza i możemy zabrać kota jeżeli chcemy go leczyć gdzieś indziej. Do tego wystawiono nam 3 faktury, na kwoty - 242 zł (pierwsza doba pobytu w szpitaliku i podwiązanie naczynia), 400 zł (za krew i transfuzję), 1100 zł (tutaj nadal nie wiemy za co, bo nie możemy się doprosić o specyfikację... było to w każdym razie za 5 dób szpitalnych). Kompletny brak komunikacji, niechęć do konsultacji, pogarszające się wyniki badań krwi (rosnąca w zastraszającym tempie leukocytoza) oraz zabójcze ceny sprawiły, że zdecydowałyśmy o przeniesienia Pimpusia do innego szpitalika, w Rogowie Sobóckim.

Wyprawa i zmiana miejsca wyszły Pimpkowi na korzyść. Od razu wykonano badania diagnostycze, o które prosiłyśmy, wykonano rozmazy do konsultacji z hematologiem, zrobiono USG i genaralnie przebadano kota wzdłuż i wszerz. Przez cały pobyt malca w szpitaliku, który trwał 12 dni, byłyśmy 2 razy dziennie informowane o jego stanie, o spływających do lecznicy wynikach badań oraz o dalszych metodach leczenia. Na koniec, przy odbiorze maluszka, dostałyśmy fakturę na 1264 zł, z dokładną specyfikacją i cenami jednostkowymi podanych leków, badań itd. W piątek Pimpek już w stanie stabilnym wrócił do Wrocławia, gdzie zbiera siły.

Ostatecznie nie do końca wiemy jaka była przyczyna jego poważnego stanu. Najprawdopodobniej przedziwne wyniki badań krwi były spowodowane kaliciwirozą oraz krwotokiem, które zbiegły się w czasie.

W tej chwili maluch ma apetyt i humor, ale pojawiły się niepokojące objawy utrudniające mu poruszanie się. Konsultowałyśmy go u fizjoterapeuty w lecznicy Fizjo-Wet, by ocenić przyczynę jego kłopotów. Rozjeżdżające się tylne łapki i trzęsąca się główka są najprawdopodobniej powikłaniem po kaliciwirozie, którą maluszek przebył. Jeśli to jest przyczyna, to zmiany te są nieodwracalne i Pimpuś najprawdopodobniej zostanie "kiwaczkiem" do końca swojego życia.

Postanowiłyśmy podjąć próbę usprawnienia malca i wysłałyśmy go do Kalisza, do Dagmary z Bandy Trojga tech. wet. rehabilitacja i behawiorystyka, na turnus rehabilitacyjny.

Po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich wyników, historii choroby i objawów, na razie zostały wykonane 2 badania - badanie kału (czasami silne zarobaczenie powoduje pojawienie się objawów neurologicznych) i RTG. Niestety przyczyny nie udało się namierzyć, bo zarówno badanie kału jak i RTG nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

W tej chwili Pimpek ćwiczy i jest naświetlany laserem, bo to mu nie zaszkodzi, ale czy pomoże? Tego póki co nie wiemy. Zostały nam jeszcze dwie możliwości - rezonans magnetyczny lub tomografia komputerowa. Tylko tak dokładne badania są w stanie pomóc odnaleźć źródło problemu. Rozważałyśmy je już wcześniej, ale nie można było poddać tak osłabionego maluszka narkozie. Na razie musimy rozważyć wszystkie za i przeciw, ryzyka i korzyści płynące z badań. Takie objawy jak u Pimpusia zdarzają się z powodu nowotworów. Rok temu miałyśmy małego Dżordża z niedowładem tylnych łapek. Okazało się, że miał chłoniaka. Mamy nadzieję, że to po prostu powikłanie po przebytej chorobie, ale postaramy się zawalczyć o jak największy powrót Pimpusia do sprawności.

Koszty nas przerastają, do tej pory wyniosły ponad 3 tys. zł, a koszty dalszej diagnostyki to ok. 600 zł + rehabilitacja. Dlatego właśnie zakładamy tę zbiórkę i zachęcamy do pomocy maluchowi.



Komentarze

  • Ewa Dąbrowska

    04.04.17
    04.04.17

    Zdrowiej maluchu :)

Wpłaty - 24

  • Avatar Halszka Przychodzeń
    30
    Halszka Przychodzeń
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    15
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Karina
    7
    Karina
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    20
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    20
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Ewa Dąbrowska
    10
    Ewa Dąbrowska
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    35
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar Marcin
    20
    Marcin
  • Avatar Anonimowy Darczyńca
    25
    Anonimowy Darczyńca
  • Avatar zolwik
    50
    zolwik

Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas

Jak to działa?

1

Stwórz zbiórkę

Podaj kwotę, uzupełnij opis, gotowe !

2

Udostępnij

Zapraszaj do wsparcia zbiórki.

3

Zbierz pieniądze

Wykorzystaj najlepsze narzędzie w sieci.

Pomagam.pl wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej

Zamknij

Obróć, aby zobaczyć stronę