Tomasz Kuśka
Dużo pracy przed nami...
Soti uczy się chodzić na jednej łapce. Na chwilę obecną jest strasznie bólowa, 90% czasu spędza leżąc. Dziś zjadła pierwszy posiłek od zabiegu i zrobiła siku.
Żyje - to najważniejsze...

Niestety, wpłata na tę zbiórkę nie jest już możliwa.

Cześć :) Mam na imię Soti, przedstawię Wam moją historię.
23 września 2020 roku potrącił mnie samochód na drodze wojewódzkiej nr 42 (Przedbórz - Radomsko). Leżałam na poboczu przy słupku, nie pamiętam jak długo, strasznie mnie wszystko bolało. Nagle ktoś się zatrzymał, pojawił się ON. Wyszedł z samochodu, zaniósł mnie z dala od drogi i w między czasie próbował szukać pomocy. Z tego, co usłyszałam - bezskutecznie. Nagle znalazłam się w kartonie z kocykiem i zostałam umieszczona w samochodzie. Dojechałam do Radomska i trafiłam do weterynarza, który mi "pomógł". Przeszłam zabieg - w mojej nóżce był taki wielki długi drut, który działał jako stabilizator. Były też dwa mniejsze owinięte wokół kości. Moja szczęka również była na drucie.
Pan, który mnie znalazł, zostawił mnie w schronisku. Nie wiedziałam czy dam sobie radę, stałam się niepełnosprawnym kotkiem. Byłam tam prawie dwa tygodnie. Pewnego dnia, zza schroniskowych krat zobaczyłam człowieka - to był ON! Ten człowiek, który mnie uratował! Zabrał mnie do ciepłego domku, gdzie czekały na mnie jeszcze inne kotki. Bardzo szybko się z nimi zaprzyjaźniłam :) Było ich 5!
Pan, który mnie zabrał, zawiózł mnie na zabieg sterylizacji, żebym nie miała komplikacji zdrowotnych. Szybko doszłam do siebie i byłam szczęśliwym kotkiem. Niestety nie wszystko było takie piękne... Po jakimś czasie zaczęła strasznie boleć mnie nóżka. Pojawiła się ropa i jakaś wydzielina, strasznie mnie to bolało. Pan brał mnie do weterynarza na czyszczenie, jadłam antybiotyki, ale to nic nie pomagało! W końcu Pan zrobił mi zdjęcie RTG, w którym widać, że weterynarz, który po wypadku chciał mi pomóc sprawił, że być może teraz stracę całkowicie nóżkę :(
Jeden z drutów jest całkowicie poza kością, drugi na kości, ale pętelka źle zrobiona i ciągle mi się wbija w tkanki miękkie od środka powodując ból i właśnie ropę w tym miejscu. Myślę, że przy usuwaniu druta stabilizującego nikt nie zwrócił na to uwagi i niestety stało się, jak się stało.
Po wizycie u innego weterynarza usłyszałam, że można uratować moją nóżkę! Można dać taką tytanową płytkę i moje kosteczki połączyć, a druty usunąć! Pan weterynarz wspomniał też o amputacji - to smutna dla mnie wiadomość :(
Pan musiał zdecydować. Wiecie co wybrał? Uratuje moją nóżkę. Jestem mu za to bardzo wdzięczna...
Zobaczcie na moje zdjęcia - jestem bardzo ładnym kotkiem :)
Post napisany w silnych emocjach. Podczas ratowania kotki starłem się z niewiedzą urzędników, brakiem pomocy, kończąc na złym zabiegu. Konsekwencją złego zabiegu jest obecny stan kotki, który wymaga leczenia. Jak wiadomo, jest to koszt. Ogromny koszt jak dla mnie, ale nie pozwolę uciąć kotce nóżki. Cena zabiegu - 2500 zł. Jeżeli ktoś chciałby mnie wspomóc finansowo, zapraszam.
Dużo pracy przed nami...
Soti uczy się chodzić na jednej łapce. Na chwilę obecną jest strasznie bólowa, 90% czasu spędza leżąc. Dziś zjadła pierwszy posiłek od zabiegu i zrobiła siku.
Żyje - to najważniejsze...

Twoje słowa mają moc pomagania! Wpłać darowiznę i przekaż kilka słów wsparcia 🤲
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!

Wiktoria
Niestety nie jesteśmy w stanie "prześwietlić" wiedzy "lekarzy", kiedy potrzebna jest natychmiastowa pomoc. Najbardziej cierpi zwierzę, a za nim portfel, a tacy cwaniacy jak ten niekompetentny ktoś kto nazywa się lekarzem cieszą mordy bo zarobili na czyimś nieszczęściu :( Kicia poradzi sobie bez nóżki i będzie pięknym kotem ❤️ Dziękuję, że przygarnął ją Pan i opiekuje się nią. Dużo zdrowia dla Soti i wytrwałości dla Pana!
Tomasz Kuśka - Organizator zbiórki
Cóż więcej dodać... Cokolwiek napisze, nóżka nie wróci na swoje miejsce. Kotka będzie ze mną do końca życia i na pewno nie trafi już do pierwszego, lepszego weterynarza. Mam nadzieję, że sobie będzie radziła, bo póki co jak na to patrzę to płakać się chce... O wyrzutach sumienia nie wspominam, bo ciągle są i długo jeszcze będą. Dzięki za wpłatę :) Pozdrawiam.