Niestety, wpłata na tę zbiórkę nie jest już możliwa.

Pilnie potrzebujemy Państwa pomocy dla psa uwięzionego we wnykach! Ile trwa Jego cierpienie? Tego nie wiemy, ale ciężko nam sobie wyobrazić skalę bólu, jakie to zwierzę musiało odczuwać...


Odbieramy telefon z prośbą o pomoc dla psa, który jest uwięziony we wnykach. Porażajacy widok.
To kilkaset kilometrów, prawie 3 godziny drogi. Wyjeżdżamy od razu. Podobno pies przemieszcza się po wsi. Udaje nam się Go namierzyć. Leży silnie osłabiony przed posesją. Okazuje się, że Jego właściciel zmarł, a osoby mające się Nim opiekować, nie interesowały się zwierzęciem. 
Po rozpytaniu ludzi we wsi dowiadujemy się, że pies porusza się z łapą we wnykach co najmniej 3 dni... nikt nie zainterweniował wcześniej, nikt nie pomógł. Dopiero kobieta, która całe szczęście tamtędy przejeżdżała, ujrzała to wymęczone małe ciałko. To drobny pies, waży około 10kg. Jest wychudzony i bardzo wystraszony.
Boi się człowieka. Kto wie, co musiał też wcześniej przeżyć. Walczymy, żeby zapakować Go do klatki. Jest ciężko, bo pies ma duże problemy behawioralne i reaguje agresją, a my jesteśmy bardzo ostrożni, żeby nie dołożyć mu cierpień przy pakowaniu. W końcu się udaje.
Natychmiast ruszamy do lekarza, który już czeka na zwierzę. Już w przychodni dostaje od nas imię, bo nikt wcześniej nie był w stanie nam odpowiedzieć, czy kiedykolwiek jakieś miał. Teraz nazywa się Nemo.
Zabieramy stamtąd jeszcze jednego psa, kolegę Nemo z posesji. On też jest wychudzony. Podchodzi, ale widać, że też doświadczył wiele złego. Widać, że oba psy głodowały... On otrzymuje od nas imię Koral.
Nemo nie pozwala się do siebie zbliżyć. Udaje nam się Go przytrzymać tak, że lekarz podaje mu narkozę. Inaczej mu nie pomożemy. Teraz, gdy już zasnął i nie walczy, jesteśmy w stanie z bliska zobaczyć to, z czym Nemo się mierzył. Boli od samego patrzenia.
Zaciśnięte ogromne żelastwo miażdży Jego łapę... To pierwszy od dłuższego czasu moment, kiedy Nemo nie cierpi... Lekarz uwalnia kończynę z zacisku. 
Jest szansa. Być może uda się uratować łapkę. Kości nie są zmiażdżone. Dajemy kilka dni, żeby obrzęk zszedł. Być może obędzie się bez amputacji. Nemo jest potwornie wychudzony, same kości. Sierść unosi się od pcheł. Oczywiście od razu otrzymuje antybiotyki i ma pobraną krew do badania.
Przed Nemo decydujące doby. Przed nami znaczące koszty związane z całodobową opieką, codziennym leczeniem, być może amputacją łapy. W razie zabiegu musimy liczyć się ze środkami potrzebnymi na dojście do siebie. Nie mówimy tu tylko o leczeniu weterynaryjnym. Trzeba naprawić też psychikę Nemo, zatem wymaga pracy z behawiorystą. Pod opieką mamy kilkakaset zwierząt, ale jak odmówić pomocy? Nie my. Zawsze staramy się działać, na przekór wszystkiemu. Teraz walczymy dla Nemo. Prosimy, pomóżcie nam w walce o Jego zdrowie i życie.
WESPRZYJ UDOSTĘPNIJ URATUJ NEMO
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!
Wpłata nie jest możliwa po końcu zbiórki.
Zrób jeszcze jeden mały krok.
Nawet 1 zł może pomóc!
