
Są takie święta, kiedy zamiast kolejnej ozdoby na choince, pojawia się coś ważniejszego: nadzieja.
W Pegasusie co roku próbujemy zrobić jedno: odczarować czyjś koniec i zamienić go w początek. Tym razem to były dwa życia.
Najpierw był ON - Perun.

2,5-letni ogierek, jeszcze „dzieciak”, a stan już niepokojący. Pojechaliśmy tam z myślą, że czeka na nas trudny przypadek. Ale rzeczywistość zawsze potrafi uderzyć mocniej.
Perun nie stał dumnie. Był spięty jak struna. Widzieliśmy w nim zwierzę, które nie wie co to bezpieczeństwo. Nogi za długie i krzywe, ciało bez mięśni, jakby całe zbudowane z samego „jakoś to będzie”.
Do tego oddech - głośny, świszczący, taki, który brzmi jak ostrzeżenie.
W takich miejscach krzywa noga i młody wiek nie są „problemem do leczenia”. Są wyrokiem. A my nie pojechaliśmy po wyrok. Pojechaliśmy po szansę.
I wtedy okazało się, że to nie jest historia o jednym koniu.
Gdy Perun był już przy nas, kiedy wydawało się, że „to wszystko”, ktoś z naszych ludzi powiedział: „Czekaj… tu jeszcze ktoś jest.”
To nie był żaden konkretny odgłos, nie dramatyczna scena — raczej ten rodzaj ciszy, w której nagle słyszysz, że coś… woła.
To była mama.

Klacz z oczami, które trudno opisać bez wzruszenia - miękkimi, dobrymi, takimi, w których jest więcej pytania niż pretensji. I od razu było widać, że Perun ma je po niej. Ona również miała „jechać dalej”. W to samo miejsce. Bez prawa do pożegnania.
W Pegasusie często powtarzamy, że ratunek ma sens wtedy, kiedy jest kompletny. I wtedy padło to zdanie, które brzmi jak przysięga:
„Już nigdy nikt jej nie zabierze dziecka.”

Dziś są bezpieczni. Ale ratunek ma swoją cenę - i przyszła faktura.

Święta potrafią wyglądać jak cud.
Tylko że cud w naszym świecie to nie magia - to transport, klinika, badania, lekarze, leki, pasza, czas i ludzie.
A potem… rachunek, który nie znika, nawet gdy serce jest pełne ulgi.

Perun jest młody, ale jego organizm nie zachowywał się jak u zdrowego, zadbanego konia. Dlatego musieliśmy działać szybko.
Co już zostało zrobione / co opłacamy:
- odrobaczenie i szczepienia - to podstawa
- transport ponad 500 km - od handlarza do kliniki i azylu
- kastracja - żeby Perun mógł żyć spokojnie, bez hormonalnego napięcia, bez ryzyka zachowań, które w grupie kończą się nieszczęściem (dla niego i dla innych),
- badania - bo przy takim oddechu i takiej kondycji nie można „zgadywać”, trzeba wiedzieć,
- odżywienie i odbudowa - mądrze i bezpiecznie: tak, żeby nie zaszkodzić, tylko wyprowadzić go na prostą.

Prosimy, pomóż nam spłacić ratunek Peruna.
Nie prosimy o więcej niż teraz jest niezbędne. Prosimy o to, żebyśmy mogli spokojnie powiedzieć: „Tak, uratowaliśmy. I mamy spłacony jego nowy początek.”
Bo obietnica w Pegasusie jest prosta: będą najedzeni i wolni.

A nasze jedyne marzenie to:
pełne magazyny, pełna paszarnia, pełne miski - nie tylko w święta, ale w każdy zwykły dzień.
Dziękujemy, że pomagacie nam robić cuda, które mają sens także po świętach.
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!