Stowarzyszenie Koty Prezesowej
Mioty z października są zawsze najsłabsze.
To wiedza, którą ma każda osoba pracująca z kotami wolnożyjącymi. Wiedza gorzka, niemal okrutna, bo niczego nie obiecuje – ani nam, ani im.
Te kocięta przyszły na świat zbyt późno.
Zbyt blisko zimy.
Zbyt daleko od bezpieczeństwa.
Nie urodziły się w krzakach ani pod stodołą.
Urodziły się z domu człowieka – i to jest być może najcięższe.
Złapałyśmy je.
Leczyłyśmy.
Karmiłyśmy co do minuty.
Grzałyśmy.
Szczepiłyśmy, kiedy tylko było to możliwe.
I mimo tego wszystkiego odeszły.
Calvados.
Van.
Cztery kociaki z Amigo.
Nie umarły z głodu.
Nie umarły z chłodu.
Umarły dlatego, że były słabe – a świat nie wybacza słabości.
Zostały po nich zdjęcia.
Kilka imion.
I to uczucie, które nie daje się rozbroić rozumem: że człowiek był blisko ich początku, a jednak nie potrafił ich ocalić.
Dostojewski pisał, że cierpienie niewinnych jest oskarżeniem rzuconym w twarz światu.
My nie mamy komu go rzucić.
Możemy tylko zostać przy tych, które jeszcze oddychają.
Ta zbiórka trwa dalej nie mimo tej straty, ale właśnie przez nią.
Bo są kolejne koty.
Kolejne chore.
Kolejne słabe.
I one nie mają czasu na nasze zwątpienie.
Jeśli pytacie, po co dalej pomagać, skoro nie wszystkich da się uratować –
odpowiedź jest prosta i straszna zarazem:
bo tych, których da się uratować, nikt inny nie uratuje.
Dziękujemy, że jesteście.
W tej ciszy po nich – i przy tych, które jeszcze są.







Jacek Świeca
Zdrowia Kotki życzę.
Stowarzyszenie Koty Prezesowej - Organizator zbiórki
Chorują starsze i najmłodsze teraz. 💔