Fundacja Przytul Kota
Czasem bywa tak, że chory zwierzak przychodzi do ludzi, jakby wyczuwając, że dwunożna i zazwyczaj budząca grozę istota – jest jego ostatnią nadzieją. Wówczas wydaje nam się, że takiemu kotu pisane są mięciutkie posłanka, regularne pory karmienia i towarzystwo ludzi, którzy pogłaszczą, podrapią pod bródką i ucałują Mruczysława, który tyle w życiu przeszedł... Tylko trzeba go wyleczyć, wzmocnić, znaleźć domek. I już.
Niestety, czasem bywa tak, że wraz odzyskiwaniem sił życiowych i zdrowia - zaufanie do człowieka znika. Mruczysław zaczyna się bać, reaguje agresją, kuli się w ciemnym kącie. Nie marzą mu się mięciutkie posłanka i nie potrzebuje drapania pod bródką. On śni o otwartej przestrzeni, wolności i byciu królem na swoim terytorium. Z daleka od ludzi i ludzkiego świata, do którego trafił walcząc o przetrwanie.
Takim właśnie kotem okazał się Amonek, któremu niedawno zwróciliśmy wolność. W Mruczarni był nieszczęśliwy. Młodzieniec znów króluje na swoim terenie, biegając z uniesionym ogonem, a my mamy na niego oko i dbamy, by nigdy więcej niczego mu nie zabrakło.
Owocnych łowów, wolny duszku. Cieszymy się, że mogliśmy Cię uratować.





Po kroplówkach siusiu robi pod siebie, a ponieważ nie ma węchu, nie przeszkadza mu legowisko woniejące moczem. Nie znamy historii Amonka. Nie wiemy co się stało, że oswojony, młody kot znalazł się na ulicy. Co się stało, że jest tak bardzo chory.
Ponieważ infekcja słabo się leczy, ponieważ mimo nawadniania i antybiotyków z oczu i noska Amona nadal płynie krwisto-ropna wydzielina, musimy rozszerzyć badania. Musimy sprawdzić czy z jego odpornością wszystko w porządku. Czy może to „tylko” niedożywienie i wyczerpanie doprowadziły go na skraj życia.

