
Ewa Mrau była osobą szanowaną i wysoce rozpoznawalną w środowisku łódzkich kociarzy. Przez wiele lat zajmowała się wyłapywaniem i kastracją kotów wolno żyjących, a jej działalność realnie wpłynęła na ograniczenie kociej bezdomności w Łodzi. Dla wielu była wzorem – człowiekiem, który całe życie poświęcił tym najsłabszym. Pomaganie tym, od których świat się odwrócił, stało się jej misją, a w końcu – ostatecznym celem życia.
Jak to jednak bywa w przypadku osób, które całkowicie oddają się działalności charytatywnej na rzecz innych, Ewa z czasem zupełnie zapomniała o sobie… Skupiona wyłącznie na kotach, zaniedbała własne zdrowie, a mimo dramatycznie pogarszającego się stanu, wciąż próbowała działać. Pod koniec grudnia trafiła do szpitala. Krótka hospitalizacja nie przyniosła jednak ratunku i 5 stycznia 2026 roku Ewa zmarła, pozostawiając w żałobie wiele osób, które spotkała na swojej drodze.
Gdy Ewa trafiła do szpitala, w jej mieszkaniu przebywało kilkanaście dorosłych kotów – w większości nieoswojonych, zdziczałych, chowających się na widok obcych. Opiekę nad tą dramatyczną sytuacją przejęła Anna Skrzycka - kolejna osoba doskonale znana łódzkim kociarzom. Ania podjęła się wyłapania wszystkich kotów z mieszkania Ewy i szukania dla nich pomocy. To nie było proste zadanie. Po zniknięciu opiekunki i wejściu do mieszkania obcych ludzi, koty wpadły w panikę. Pochowały się w najciemniejsze zakamarki, a jedyną bezpieczną metodą ich wyciągnięcia, było zastawianie klatek-łapek. Sama akcja wyłapywania trwała kilka dni.
Ania zwróciła się o pomoc do kilku fundacji działających na terenie województwa łódzkiego, w tym również do nas. Nie przewidywaliśmy przyjęcia na raz takiej liczby kotów wraz z początkiem roku. Wiedzieliśmy jednak, że te stworzenia nie mogą zostać same. Zdecydowaliśmy się pomóc – najpierw przyjęliśmy trzy dorosłe koty, a wkrótce potem dołączył do nich czwarty.
Chcielibyśmy napisać, że jedyne, co im dolega, to stres po zmianie miejsca i utracie dotychczasowej opiekunki. Niestety, nie byłoby to zgodne z prawdą. Cała czwórka trafiła do nas skrajnie wychudzona, wycieńczona, w bardzo złym stanie zdrowia.
Wszystkie są dorosłe, wszystkie mają książeczki zdrowia. Każdy z nich ma za sobą jedno szczepienie z lat 2018–2019, wszystkie zostały kiedyś wykastrowane – o to Ewa dbała zawsze - a trzy z nich również zaczipowane.
To, co zawiodło, to nie intencje. Zabrakło sił, zdrowia i możliwości, by tym kotom zapewnić odpowiednią opiekę. Szczegóły na temat zdrowia kotów znajdziecie poniżej - prosimy jednak, by nie stały się one przyczynkiem do sporów czy obraźliwych komentarzy pod adresem osoby, która nie może się już bronić. Zależy nam na uczciwym przedstawieniu stanu kotów, które do nas trafiły - dziś liczy się dla nas tylko ich dobro i zdrowie, i o to samo podejście zwracamy się z prośbą do Was, drodzy czytający.




Domiś to szylkretowa kotka (ur. 2018r.), bardzo wychudzona. Waży około 2,5 kg. Jej wyniki krwi na pierwszy rzut oka nie wyglądają źle, ale bierzemy pod uwagę, że skrajne wychudzenie może fałszywie zaniżać część parametrów - krytycznie niski poziom masy mięśniowej może sztucznie obniżać m.in. mocznik czy kreatyninę. W przyszłości konieczny będzie zabieg stomatologiczny, bo ząbki są w złym stanie, jednak najpierw musimy ją odżywić i ustabilizować – zanim w ogóle można myśleć o narkozie. Poza zabiegiem stomatologicznym, Domiś miała już wykonane badania krwi, a będzie jeszcze potrzebowała odrobaczenia, testów FIV/FeLV, szczepienia i echa serca.
Łączny koszt pomocy dla Domisi to około 1530 zł.




Czarno-biały kocurek Teodor (ur. 2019r.) ma absolutnie tragiczny stan uzębienia. Zabieg stomatologiczny musi być wykonany natychmiast – zęby są w tak złym stanie, że w jednym miejscu widać fragment odsłoniętej kości szczęki. Trudno wyobrazić sobie, w jakim bólu funkcjonował od dłuższego czasu. Jest skrajnie niedożywiony, wyniki badań krwi pokazują obniżoną fruktozaminę, co świadczy o tym, że od dawna nie pokrywał dziennego zapotrzebowania kalorycznego. Do kosztu rozległego zabiegu stomatologicznego, dochodzi zaczipowanie, odrobaczenie, szczepienie, testy FIV/FeLV, leki i antybiotyki, które już otrzymał, oraz echo serca.
Łączny koszt pomocy dla Teodora to około 1930 zł.



Bura koteczka Laura (ur. 2018r.) jest w najlepszej kondycji spośród całej czwórki naszych nowych podopiecznych, choć nadal wymaga intensywnej opieki. Jest bardzo wychudzona i wygłodzona, ale wyniki krwi – choć dalekie od wzorcowych – nie budzą takiego niepokoju jak u pozostałych kotów. Laura potrzebuje przede wszystkim dobrej, wysokomięsnej karmy, profilaktyki i stabilizacji: szczepienia, odrobaczenia, testów FIV/FeLV i badań krwi.
Łączny koszt pomocy dla Laury to około 400 zł.




W najgorszym stanie jest buro-biała Pyza (ur. 2017r.). Waży niecałe 2,5 kg i zmaga się z bardzo silnym stanem zapalnym – na ten moment udało się wykonać u niej jedynie morfologię. Jest skrajnie wychudzona, zdziczała, przerażona. Walczymy o nią każdego dnia, ale na ten moment nie mamy pewności, czy uda nam się ją uratować... Jeśli wygramy walkę o jej życie, koteczka potrzebować będzie szczepień, testów FIV/FeLV, odrobaczenia, badań krwi, zabiegu stomatologicznego oraz echa serca - do tego doliczyć należy równie antybiotyki i kroplówki, które już otrzymuje.
Łączny koszt pomocy dla Pyzy to około 1650 zł.
Do tego wszystkiego dochodzi koszt specjalistycznej karmy Recovery, Gastro i BARFa – to one pozwolą kotom bezpiecznie odbudowywać organizmy. Na ten moment żywienie całej czwórki dobiło już kosztu 500 zł.
Cała czwórka przebywa obecnie w kwarantannie. Trzy z nich są całkowicie dzikie. Przed nami nie tylko długa i kosztowna droga leczenia, ale też ogrom pracy behawioralnej – oswajanie, budowanie zaufania, uczenie ich, że człowiek może oznaczać bezpieczeństwo, a nie tylko stres.
Docelowo Domiś, Laura, Teodor i Pyzunia, potrzebować będą osobnego, spokojnego pokoju, w którym będą mogły dochodzić do siebie. Czekają nas więc roszady w obecnym zakwaterowaniu Mruczarni, choć nie mamy jeszcze dokładnej wizji, jak się przeorganizować. Najkorzystniejszym rozwiązaniem byłoby wyadoptowanie któregoś z naszych jedynaków, zajmujących mniejsze pokoje - jak zawsze zainteresowanych adopcją, zachęcamy do kontaktu.
Ze swojej strony zrobimy absolutnie wszystko: zapewnimy im spokój, najwyższej jakości jedzenie, diagnostykę, leczenie, opiekę weterynaryjną i wsparcie behawioralne.
Ale bez Was nie udźwigniemy tak wysokich kosztów.
W imieniu Laury, Domisi, Teodora i Pyzy – błagamy o wsparcie.
Każda złotówka ma znaczenie. Każde udostępnienie zwiększa szansę, że uda nam się uratować ostatnich podopiecznych Ewy. Prosimy - pomóżcie nam o nich zawalczyć!
Uważasz, że ta zbiórka zawiera niedozwolone treści ? Napisz do nas
Załóż darmową zbiórkę pieniędzy dla siebie, swoich bliskich lub potrzebujących!